Badania Chińskie | Colin Campbell

* *

Niniejszy opracowanie poświęcone jest konkluzjom płynącym z tzw. „Badań Chińskich” – zakrojonych na najszerszą na świecie skalę badań epidemiologicznych nad związkiem pomiędzy sposobami żywienia a zachorowalnością na różne jednostki chorobowe. 

*) „The China Study” [T. Colin Campbell, Thomas M. Campbell, 2004]; wydanie polskie: „Nowoczesne zasady odżywiania”, rok 2011 oraz „The China Study. Revised and Expanded Edition” [T. Colin Campbell, Thomas M. Campbell, 2016]; wydanie polskie: „Nowoczesne zasady odżywiania. Wydanie 2 – rozszerzone i uaktualnione”, rok 2017.

Jako że większość ze zgromadzonych w badaniach danych miała związek z rakiem, w 1998 roku American Institute for Cancer Research uhonorował prof. Campbella nagrodą za osiągnięcia badawcze.

Gorąco zachęcam do lektury tej książki. Należy ona do takich, które ’zmieniają życie’. Po jej lekturze – świat twojej kuchni nie będzie już tym, czym bywał dawniej.

Przy okazji: na naszym rynku dostępne są jeszcze co najmniej dwie książki profesora Campbella:

* *

Opracowanie skrótowo podsumowujące przesłania zawarte w książce „The China Study” podzielę na kilka podrozdziałów, do których odnośniki umieszczam poniżej:

WSTĘP: Przewagi Diety Roślinnej
Białko Zwierzęce i Nowotwór
Rak Prostaty i Mleko
Rak Jelita Grubego i Mięso
Rak Piersi i Białko Zwierzęce
Zawał Serca i Dieta
Cukrzyca i Produkty Zwierzęce
Osteoporoza i Kamica Nerkowa

Przewagi Diety Roślinnej

* *

Jeśli stu napotkanym osobom na ulicy zadam pytanie: ‘Jak się żywić, aby być zdrowym?’ – otrzymam sto różnych odpowiedzi.
Jak to możliwe?

Przyczyna może być tylko jedna: CHAOS.
Książki nt. dziesiątek diet, rubryki porad zdrowotnych niezliczonej ilości czasopism, prelekcje i odczyty w szkołach, radiowe i telewizyjne reklamy producentów żywności i farmaceutycznych suplementów, wspieraczy i wspomagaczy (wszystkiego, co tylko się da wspomóc lub wesprzeć) – wszystko to wzajemnie się wyklucza. Z porannej audycji radiowej dowiadujesz się, że jajka są złe, bo zawierają cholesterol, a wieczorem w telewizji zapewniają, że są one wspaniałym źródłem pełnowartościowego białka… itp., itd. Przykłady można mnożyć pęczkami.

Z tej właśnie przyczyny wciąż nie tylko nie wiemy, o co w tym całym zamieszaniu chodzi, ale też – z roku na rok – jesteśmy coraz bardziej dietetycznie zagubieni i odżywczo bezradni. Generalnie – zamiast ruszać z motyką na słońce i poszukiwać prawdy na własną rękę – wolimy przyjąć, że za wszystko i tak odpowiedzialne są geny/opatrzność/przeznaczenie, więc z czystym sumieniem grillujemy karkówkę, popijając piwem tabletkę z suplementem warzywa. [Zauważ: nikt nigdy nie grilluje warzyw, łykając suplement karkówki, tylko zawsze odwrotnie.]

TYMCZASEM…
Najzdrowszą, najszczuplejszą i najdłużej żyjącą grupą konsumentów na świecie są WEGANIE, a więc ci, którzy nie jadają nie tylko mięsa, ale produktów odzwierzęcych w ogóle. Istnieją statystyki mówiące o tym, że średni czas życia wegan jest o 15 lat dłuższy od średniego czasu życia… lekarzy – mimo, iż wielu wegan popełnia błędy dietetyczne.

Generalnie chodzi o to, aby zdać sobie sprawę z faktu, że istnieją niezaprzeczalne związki pomiędzy sposobem żywienia a występowaniem przewlekłych chorób cywilizacyjnych, skracających życie o całe dekady; trudno w to uwierzyć, ale większość współcześnie praktykujących lekarzy po prostu NIE WIE – które ze znanych im chorób są ‘dietozależne’ (zależne od sposobu żywienia). Skoro tak, trudno się też dziwić, że nie wiedzą tego zwykli ludzie.

* *

Ogólne wnioski płynące z efektów badań Campbella można ująć następująco:

Istnieją dwa rodzaje produktów spożywczych: roślinne i odzwierzęce, a więc i dwa modele żywienia. Jeden z nich dopuszcza spożywanie produktów odzwierzęcych i jest to właśnie model charakteryzujący tzw. ‘społeczeństwa dobrobytu’, drugim zaś dieta typowo roślinna.

Tzw. ‘Badania Chińskie’ – po prostu porównują ze sobą te dwa modele żywienia, odnajdując ich związki z występowaniem wielu skracających życie i śmiertelnych chorób. Konkluzje są miażdżące:

Im więcej w diecie żywności odzwierzęcej – tym większa zapadalność na:

– NOWOTWORY: rak piersi; rak prostaty; rak okrężnicy; rak odbytu; rak wątroby i inne
– CHOROBY SERCOWO-NACZYNIOWE: nadciśnienie; miażdżyca; choroba wieńcowa; zawał serca; udar mózgu
– NADWAGA I OTYŁOŚĆ
– CUKRZYCA TYPU II
– KAMIENIE NERKOWE
– OSTEOPOROZA
– CHOROBY AUTOIMMUNOLOGICZNE: cukrzyca typu I; SM (stwardnienie rozsiane)
– CHOROBY OCZU: zwyrodnienie plamki żółtej; zaćma
– ZABURZENIA POZNAWCZE I OTĘPIENIE
– CHOROBA ALZHEIMERA

Oznacza to, że DIETA ROŚLINNA nie tylko zapobiega pojawieniu się wszystkich wymienionych chorób, ale i wpływa na zahamowanie ich rozwoju, a nawet ustąpienie (zatrzymywanie wzrostu nowotworów, cofanie otyłości i objawów cukrzycy, powiększanie światła naczyń krwionośnych zwężonych przez blaszki miażdżycowe itp.)

Białko Zwierzęce i Nowotwór

* *

Białko odkryto w 1839 roku.
Jeśli dzisiaj, w XXI wieku, na wieść o tym, że wegetarianie nie jadają mięsa a weganie żadnych produktów zwierzęcych, pyta ktoś: skąd w takim razie biorą białko? – oznacza to tylko jedno, mianowicie że osobnik ten posiada XIX-wieczną wiedzę dietetyczną; to właśnie wtedy 'białko’ było synonimem mięsa.

Powszechne przekonanie, że im więcej w diecie białka, tym lepiej – jest największą porażką dietetyki.

Obowiązująca współcześnie ’białkowa doktryna’ (tak nazywa Campbell przeświadczenie, że – bez względu na wszystko – białko jest czymś dobrym, a ten, kto uważa inaczej jest ignorantem) głosi ponadto, że najlepszym z białek jest białko zwierzęce, gdyż posiada pełny skład aminokwasowy, co zapewnia największą wydajność wzrostu ciała.

Poglądy te są błędne.

‘Dużo’ wcale nie oznacza ‘dobrze’; tlen też jest nam potrzebny, ale tylko w takiej ilości, jaka jest właściwa, a nie „im więcej tym lepiej”. Lepsza wydajność wzrostu wcale nie oznacza dobrego zdrowia (a tak podświadomie zakładamy). Zapewniana dzięki białkom zwierzęcym wspaniała wydajność wzrostu – dotyczy bowiem również… nowotworów.

Białko zwierzęce nie jest nam potrzebne.

Z łatwością pozyskujemy
wszystkie niezbędne aminokwasy
z naturalnej różnorodności białek roślinnych.

Zwykle opinia publiczna jest wzburzona informacjami o tym, że jakieś substancje (np. azotyny w latach 80-tych) podawane szczurom w ogromnych dawkach – zwiększają ich zachorowalność na nowotwory np. z 5 do 10%.

Istnieje jednakże substancja, której obecność w pożywieniu – już w dawkach normalnych (!) – włącza rozrost nowotworów w 100%, zaś jej brak – zatrzymuje ten rozrost. O fakcie tym publicznie nie wolno nawet wspominać, gdyż zabrania tego wspomniana białkowa doktryna. My jednak ją złamiemy: substancją tą jest białko zwierzęce.

Campbell dokładnie opisuje eksperyment naukowy, który po raz pierwszy przeprowadzono w Indiach (a który potem był powtarzany przez jego zespół badawczy) i który dowodzi, że białko zwierzęce jest promotorem rozwoju nowotworów.

Eksperyment – a właściwie eksperymenty, gdyż powielano je wielokrotnie przez wiele lat – dotyczyły wpływu diety na rozrost (zainicjowanego już wcześniej) raka. Chore na raka szczury karmione były białkiem zwierzęcym (kazeiną). Okazuje się, że jeśli ilość tego białka przekracza 20% (tj. więcej niż 20% energii w diecie pochodzi z białek zwierzęcych) nowotwór rozrasta się zawsze, kiedy jednak ilość ta nie przekracza 5% (czyli białka zwierzęce dostarczają mniej niż 5% energii w diecie) – rozrost nie następuje.

białko zwierzęce 20% w diecie – 100% rozwoju nowotworu

białko zwierzęce < 5% w diecie – 0% rozwoju nowotworu

Białka roślinne – nie dają tego efektu. Oznacza to, że usuwając z diety białko zwierzęce i zastępując je roślinnym (dieta PLANT-BASED) – wstrzymamy fazę promocji nowotworu.

Za inicjację nowotworu odpowiedzialny może być znajdujący się wewnątrz komórek enzym MFO (monooxygenaza). MFO – generalnie – metabolizuje związki chemiczne (i 'przyjaciół’ i 'wrogów’, a więc czasem coś unieszkodliwia, a czasem aktywuje). W przypadku np. aflatoksyny * – aktywuje ją, tj. zamienia w szkodliwy metabolit, który atakuje DNA, co prowadzi do powstania nowotworu.


*) Aflatoksyna jest kancerogenem (substancją inicjującą raka), wytwarzanym przez grzyby z rodzaju aspergillus. Jest więc mykotoksyną. Fakt, że grzyby te występują np. na orzeszkach ziemnych (fistaszkach), jest przyczyną opisywanych przez Campbella incydentów obecności aflatoksyn w maśle orzechowym, produkowanym zwykle z orzeszków gorszej jakości. Incydenty te doprowadziły do rozwoju raka u wielu dzieci na Filipinach.

Zmniejszenie spożycia białka – obniża aktywność MFO (więc też ilość aktywowanej aflatoksyny) czyli zmniejsza ryzyko inicjacji nowotworów.

Jeśli chodzi o fazę promocji – tu mniejsze znaczenie ma ilość spożywanego czynnika rakotwórczego niż oddziaływanie spożywanego białka zwierzęcego. W fazie promocji – odżywianie się jest więc bardzo ważnym czynnikiem, decydującym o rozroście guza.

Rozbudowa ognisk nowotworowych jest zależna od ilości spożywanego białka zwierzęcego proporcjonalnie. Czyli: atak nowotworu następuje wtedy, gdy spożycie białka zaczyna przekraczać zapotrzebowanie organizmu (równowartość 5% zapotrzebowania na energię) i – zależnie od ilości spożywanego białka – szybkość rozwoju nowotworu ulega zwiększeniu lub zmniejszeniu.

Generalnie zapotrzebowanie na białko szacowane jest na 10% energii z pożywienia (czyli ~50g/dobę), jednak norma ta jest celowo zawyżona (aby „dogodzić wszystkim”) gdyż ustalano ją bez uwzględniania danych przemawiających za szkodliwością nadmiaru białka w diecie.

Białko roślinne (np. sojowe czy pszenne) – nie dają tego efektu (nawet przy proporcji 20% energii z pożywienia). W przeciwieństwie do żywności pochodzenia zwierzęcego – w fazie promocji nowotworu składniki żywności pochodzenia roślinnego hamują szybkość rozwoju guza.

Badania, o których mowa przeprowadzono (i potwierdziły się) na szczurach, których nowotwór zainicjowany był aflatoxyną oraz myszach z nowotworem wątroby (inicjowanym przez WZW) i nowotworem piersi.

Campbell jest przekonany, że kazeina (stanowiąca 87% białek mleka, a więc i nabiału w ogóle) wpływa na sposób, w jaki komórki wchodzą w reakcję z substancjami rakotwórczymi, w jaki DNA reaguje na substancje rakotwórcze i w jaki rosną komórki rakowe. Wiele wskazuje na to, że zależność ta nie dotyczy jedynie kazeiny, ale też pozostałych białek zwierzęcych. 

Raport z 1981 r. (sporządzony na zamówienie amerykańskiego Kongresu) mówił, że geny determinują jedynie 2-3% ryzyka nowotworów. Oznacza to, że za 97-98% tego ryzyka – odpowiadają czynniki środowiskowe, a więc – przede wszystkim – dieta. Wynikałoby z tego, że w ogromnej mierze..

Nowotwór jest chorobą DIETOZALEŻNĄ

Rak Prostaty i Mleko

* *

Rak prostaty stanowi 25% wszystkich guzów. Jest najczęstszym nowotworem u mężczyzn: po 70 roku życia aż połowa mężczyzn choruje na raka prostaty lub jego utajoną formę.

Rak prostaty spełnia wszystkie kryteria choroby cywilizacyjnej dietozależnej; jego wstępowanie uzależnione jest od zwyczajów żywieniowych obowiązujących w danym rejonie świata. Najczęściej towarzyszy diecie zachodniej (również: przejmowaniu zachodniego stylu życia przez imigrantów).

Mamy tu do czynienia z jednym z najbardziej spójnych związków między odżywianiem a rakiem. Związek ten zwie się: 

NABIAŁ

Mówi się też o korelacji pomiędzy spożyciem „nabiału i mięsa” a umieralnością z powodu raka prostaty. Mężczyźni spożywający dużo nabiału mają 2-krotnie większe ryzyko zachorowania na ten typ raka i 4-krotnie wyższe ryzyko przerzutów i śmierci – w porównaniu z tymi, którzy spożywają nabiał w małych ilościach.

Wyniki niektórych badań wskazują na to, że stymulowanie rozwoju raka prostaty przez żywność odzwierzęcą może wynikać z jej wpływu na stężenia we krwi dwóch związków: IGF-1 i witaminy D.

Dieta odzwierzęca, zawierająca mięso i nabiał – zwiększa we krwi stężenie hormonu IGF-1 (insulinopodobny czynnik wzrostu). IGF-1 zarządza tempem wzrostu komórek: przyspiesza powstawanie i wzrost nowych komórek oraz hamuje usuwanie komórek starych.

Drugim czynnikiem jest witamina D. Wiemy, że jej postać aktywna (supernaładowana) zapobiega powstawaniu m. in. raka prostaty, raka piersi, raka okrężnicy, osteoporozy i chorób autoimmunologicznych (jak cukrzyca typu I).

Dieta odzwierzęca (bogata w zwierzęce białko) ma blokujący wpływ na produkcję aktywnej witaminy D; prowadzi to do spadku jej poziomu we krwi. Inny, równoległy mechanizm wynika z wysokiego spożycia fosforu i wapnia (mleko i jego przetwory); wysokie stężenia wapnia tworzą środowisko, które obniża ilość aktywnej witaminy D we krwi.

Na rozwój raka prostaty miałyby więc wpływ te dwa czynniki, działające jednocześnie:
– brak ochrony przed nowotworem (spadek stężenia aktywnej witaminy D)
– stymulacja rozrostu guza (wzrost stężenia IGF-1 we krwi)

Oba czynniki są pochodną nawyków żywieniowych, konkretnie – obecności znacznych ilości produktów odzwierzęcych w diecie. Stosując dietę PLANT-BASED, tj. taką, której trzonem są nieprzetworzone produkty roślinne – oddalamy od siebie groźbę wszystkich chorób cywilizacyjnych, w tym raka prostaty.

Campbell podkreśla, że jedną z najsilniejszych korelacji między jakimkolwiek rakiem a jakimkolwiek czynnikiem środowiskowym – jest współzależność: 

RAK JELITA GRUBEGO
a spożycie MIĘSA!

* *

Dziś – w zasadzie – brakuje już takich, którzy ośmieliliby się podważać związek zachorowalności na raka jelita grubego z czynnikami środowiskowymi – dietą.

Cały spór toczy się już tylko o to, czy większe znaczenie dla zachorowalności ma niedobór błonnika, czy nadmiar zwierzęcego białka, i – analogicznie – czy pozytywny wpływ diety roślinnej wynika z większego spożycia warzyw i owoców czy mniejszego – produktów odzwierzęcych.

Badania Burkita prowadzone w Afryce dowiodły, że błonnik – o ile nie jest konsumowany w formie suplementu – jest źródłem zdrowia jelita grubego, tj. zapobiega incydentom rozwoju raka. Szacuje się, że 10g błonnika* w diecie dziennie – odpowiada za spadek ryzyka zachorowania na raka jelita o 33%

*) 10g błonnika to np.:
– 1 gruszka
– 1 szkl. malin
– 1 szkl. grochu
– 1/2 szkl. strączkowców

Z drugiej strony – dane z RPA wskazują jednak na to, że istota sukcesu diet PLANT-BASED tkwi w eliminacji produktów odzwierzęcych (zwierzęcych białek i tłuszczów), a duża konsumpcja błonnika ma znaczenie drugorzędne. 

Biali mieszkańcy RPA jadali więcej mięsa niż mieszkańcy czarni i częściej chorowali na raka jelita grubego.* Z czasem murzyni zaczęli jadać mąkę rafinowaną (kukurydzianą), nie zawierającą błonnika, ale i tak rak okrężnicy pozostał u nich na niższym poziomie. To podważa teorię ochronnego działania błonnika.

* Biali w stosunku do czarnych jadali:
– białko zwierzęce: biali 77 g <=> 25 g czarni
– tłuszcz: biali 115 g <=> 71 g czarni
– cholesterol biali 408 mg <=> 211 mg czarni

Niektóre badania sugerują, że te same czynniki ryzyka, które wpływają na rozwój raka jelita grubego – a więc dieta o niskiej zawartości owoców i warzyw, a wysokiej produktów odzwierzęcych – powoduje też insulinooporność, co mogłoby świadczyć o powiązaniu insulinooporności z tą chorobą.

Na zakończenie trzeba wspomnieć o ważnej rzeczy – roli aktywności fizycznej (!). Wiadomo powszechnie, że aktywność fizyczna chroni przed zachorowaniami na raka jelita grubego, nie jest jednak do końca jasne dlaczego. Istnieją sugestie, że znaczenie ma fakt, iż ludzie mało aktywni fizycznie cierpią na większą ilość zaparć (częste zastoje treści pokarmowej w jelicie grubym sprzyjają rozwojowi choroby). Aktywność fizyczna – np. już samo wchodzenie po schodach – stymuluje tłocznię brzuszną (mechaniczne wywoływanie odruchów wypróżnienia).

Konkluzja nie jest trudna:
Kufel, który w jakiejś części jest pełny, w części pozostałej musi być pusty: skoro produkty spożywcze można podzielić jedynie na roślinne i zwierzęce, to im w pożywieniu mniej jest jednych – tym więcej drugich. Tak więc dla nas, entuzjastów diety PLANT-BASED, której trzonem są nieprzetworzone produkty roślinne (zawierające mnóstwo błonnika) i która unika produktów odzwierzęcych (zawierających zwierzęce białko) – nie ma znaczenia, który z czynników jest przyczyną choroby.

Rak Piersi i Białko Zwierzęce

* *

Historia uczy, że powszechność przekonań wcale nie czyni ich prawdziwszymi; bywa i tak, że im opinia publiczniejsza, tym dalsza od prawdy i tym więcej może wyrządzić szkody.

Odkrycie genów BRCA1 i BRCA2, nazwanych szybko genami raka piersi – doprowadziło do powszechnego uznania genów za jedyny czynnik ryzyka rozwoju tej choroby. *

*) Konsekwencją tego stanu rzeczy jest błędne przekonanie, że jedyną
skuteczną profilaktyką raka jest usuwanie piersi; Campbell opisuje
przypadki kobiet, rozważających usuwanie piersi już nie tylko u
siebie, ale i u swoich córek.

W obliczu prognoz, że co ósma kobieta jest lub będzie dotknięta tą chorobą* – trudno przecenić wartość wiedzy i edukacji, dotyczącej raka piersi – bez względu na to jak skąpa jest owa wiedza.

* Rosnąca przeżywalność i skuteczność terapii raka piersi to zwykłe
przekłamanie statystyczne; zwiększyła się jedynie wykrywalność choroby
(wcześniejsza diagnoza) – dzięki mammografii i testom na obecność genów.
Np. Jeśli na 100 kobiet 5 umrze z powodu raka piersi, to dawniej
przyjmowaliśmy, że zmarło aż 5, a dzisiaj – że tylko 5, (gdyż gen BRCA wykryto aż u 12).

Większość kobiet nie ma pojęcia o istnieniu zależności pomiędzy ryzykiem raka piersi a odżywianiem. Aż cztery z… czterech elementów ryzyka raka piersi – zależą od diety i jej wpływu na gospodarkę hormonalną kobiety (poziom estrogenów):

Ryzyko raka piersi jest tym większe im:
– im wcześniejsza pierwsza miesiączka
– im późniejsza menopauza
– im wyższy poziom żeńskich hormonów
– im wyższy poziom cholesterolu

Na wszystkie te elementy stymulująco wpływa… dieta bogata w produkty odzwierzęce.

Sformułujmy to explicite:
Im więcej dziewczynka/kobieta spożywa produktów odzwierzęcych, tym wcześniej wystąpi u niej pierwsza miesiączka i tym później menopauza – przez co dłuższy będzie okres ekspozycji organizmu na estrogeny i wyższe ich stężenia; relacja poziomu cholesterolu i ilości spożywanych produktów odzwierzęcych jest oczywista: cholesterol występuje wyłącznie w produktach odzwierzęcych.

W Chinach, kobiety stosujące zwyczajowo dietę opartą o nieprzetworzone produkty roślinne, mają od 26 do 63% niższe stężenia estrogenów i średnio 8 do 9 lat krótszy okres rozrodczy (od 8 do 9 lat krótsza ekspozycja organizmu na działanie estrogenów).

Co z genami?
Jedynie za 3% przypadków zachorowań na nowotwory odpowiada zależność genowa, a tylko 0,2% (czyli 1 na 500 kobiet) ma zmutowaną formę genu BRCA1 lub BRCA2 – które podnoszą ryzyko raka piersi i raka jajnika. Około 50% kobiet, które mają tę zmutowaną formę BRCA1 lub BRCA2 – jednak nie choruje (!), gdyż gen – aby mógł wywołać chorobę – musi zostać uaktywniony. W uaktywnieniu genu główną rolę odgrywają czynniki żywieniowe, a konkretnie obecność białka zwierzęcego w diecie.

Tak więc dieta PLANT-BASED – oparta o nieprzetworzone produkty roślinne, nie zawierająca produktów odzwierzęcych – może pomóc w nieuaktywnieniu genu (brak białka zwierzęcego w diecie hamuje ekspresję genów.)

Skuteczność terapii takich leków jak tamoxifen opiera się wyłącznie na ich działaniu polegającym zmniejszaniu aktywności estrogenów. Na koniec wypadałoby więc zadać dwa ważne pytania:

– Dlaczego nikt nie informuje kobiet, że aktywność tą można obniżyć samą dietą PLANT-BASED?
– Dlaczego nikt nie informuje kobiet, że prócz mastektomii i tamoxifenu jest też dieta PLANT-BASED, która – całkiem po prostu – może uratować im życie.

Zawał Serca i Dieta

* *

Wbrew powszechnym mniemaniom najczęstszą przyczyna przedwczesnych zgonów nie są nowotwory, ale choroby sercowo-naczyniowe. W ogromnej większości przypadków choroby te są pochodną niewłaściwych nawyków żywieniowych, a więc pielęgnowanych latami błędów dietetycznych.

W niektórych kręgach zawał serca zwany jest wprost: „śmiercią spowodowaną jedzeniem”. Od dziesiątek lat zdawaliśmy sobie sprawę, że źródłem choroby jest nadmiar tłuszczów nasyconych i cholesterolu w diecie, obecnie jednak wiemy już, że była to zaledwie połowa prawdy: Tłuszcze i cholesterol – stanowią tylko wskaźnik spożycia żywności odzwierzęcej w ogóle; równie mocno jak zwierzęcego tłuszczu, obawiać się też powinniśmy zwierzęcego białka, gdyż jego spożywanie w równym (lub nawet większym) stopniu – sprzyja wzrostowi stężenia cholesterolu we krwi.

Słowem: unikając produktów odzwierzęcych w diecie – unikamy zarazem niebezpieczeństwa śmierci spowodowanej jedzeniem.

Przyjrzyjmy się czynnikom ryzyka sprzyjającym powstawaniu zawału serca:

– wysoki poziom cholesterolu
– wysokie ciśnienie krwi
– otyłość
– papierosy
– brak aktywności fizycznej

Jak widać – poziom cholesterolu stoi na miejscu pierwszym: gdy przekracza on 225 mg% choroba niedokrwienna występuje 3 razy częściej niż wtedy, gdy jest on niższy niż 210. Aż 35% zawałów występuje przy poziomach 150-200 mg%. Bezpiecznym poziomem cholesterolu jest dopiero 150 mg%.

Stwierdzono, że wzrost stężenia cholesterolu we krwi ma związek z:

– wzrostem spożycia tłuszczów nasyconych (zwierzęcych)
– wzrostem spożycia białka zwierzęcego
– wzrostem spożycia cholesterolu egzogennego *
ale też (!):
– spadkiem spożycia węglowodanów złożonych (odwrotnie proporcjonalny)

* Cholesterol w naszej krwi może mieć dwa źródła i zależnie od tego dzielimy go na egzogenny, tj. dostarczany z pożywieniem (wyłącznie zwierzęcym) oraz endogenny, tj. produkowany przez naszą wątrobę w ilości zależnej od potrzeb.

Badania na ludziach dowodzą, że spożywanie białka roślinnego obniża poziom cholesterolu o wiele bardziej, niż ograniczenie spożycia tłuszczu czy cholesterolu egzogennego. To wskazuje na zaskakującą i trudną do zrozumienia relację, mianowicie, iż poziomu cholesterolu w naszej krwi zależy od rodzaju spożywanego przez nas białka.*

* Również karmienie szczurów białkiem zwierzęcym (kazeiną) powoduje wzrost stężenia cholesterolu w ich krwi, a karmienie ich białkiem roślinnym wyraźnie obniża ten poziom.

Jak by nie było – każdy z tych trzech składników: tłuszcze nasycone, białko zwierzęce czy cholesterol egzogenny – charakteryzuje żywność odzwierzęcą w ogóle (!), a więc najprostszą (i najłatwiej dającą się stosować w kuchni) konkluzją jest ta, że rozwiązaniem naszych problemów jest dieta PLANT-BASED.

Skuteczność diety PLANT-BASED, a więc opartej na nieprzetworzonych produktach roślinnych (obfitość węglowodanów złożonych przy niskim spożyciu tłuszczów) potwierdzają efekty terapii, jakie prowadzili Caldwell Esselstyn* i Dean Ornish*.

* CALDWELL ESSELSTYN JR – po 11 latach stosowania dietoterapii dowiódł, że bardzo niskotłuszczowa dieta roślinna (też bez olejów) nie tylko zatrzymuje rozwój choroby niedokrwiennej serca, ale też cofa ją; udrożnienie tętnic zanotowano u 70% pacjentów. Pomysł dietoterapii podsunęła mu lektura statystyk epidemiologicznych. Zauważył on, że: „¾ ludzi na świecie nie cierpi na choroby serca i ma to związek z dietą”.

* DEAN ORNISH – również stosował niskotłuszczową dietę roślinną (do 10% kcal z tłuszczu), jednak w odróżnieniu od Esselstyna, terapię ograniczył wyłącznie do diety – bez wspomagania jej efektów lekami; zamiast tego 2 razy w tygodniu organizował 4-godzinne spotkania grup terapeutycznych.

Na zakończenie… warto zdać sobie sprawę z jednego:
Zainteresowanie nasze, naszych lekarzy (i ogólnie: medycyny) chorobą niedokrwienną – najczęściej dotyczy zaawansowanych stanów choroby i… ma niewiele wspólnego z właściwie pojętą terapią. Współczesne sposoby tzw. „leczenia” jedynie odsuwają śmierć pacjenta w czasie, jednak ani nie cofają przebiegu choroby, ani nie zapobiegają nowym jej incydentom (nowym zawałom); bypasy i angioplastyka – nie wpływają na przyczynę choroby, a więc niczego nie leczą.

Choroby serca i naczyń należą do tej najtrudniejszej terapeutycznie grupy chorób, których leczenie jest tym samym co zapobieganie.

Cukrzyca i Produkty Zwierzęce

* *

Cukrzyca (typ II) jest chorobą dietozależną. Oznacza to, że jej przyczyny tkwią w nieprawidłowym sposobie odżywiania się.

Stare medyczne porzekadło głosi, że łatwiej czemuś zapobiec niż to coś wyleczyć. Niestety, wielu lekarzy nie tylko nie docenia roli odżywiania w profilaktyce cukrzycy, ale – przede wszystkim – faktu, iż dieta, która ma moc zapobiegania danej chorobie – najczęściej też ją cofa lub przynajmniej blokuje jej rozwój. Tak właśnie jest w przypadku cukrzycy typu II.

Istnieją dowody na to, że standardowy sposób leczenia cukrzycy (farmakoterapia plus klasyczna dieta cukrzycowa) jest dwukrotnie mniej skuteczny od terapii opartej na diecie roślinnej uzupełnionej o aktywność fizyczną. W jednym z eksperymentów dla cukrzycy typu II, po kilku tygodniach stosowania diety PLANT-BASED – aż 95% pacjentów odstawiło insulinę.

Każdy pacjent ma prawo o tym wiedzieć, gdyż wybór sposobu leczenia należy do niego, każdy lekarz ma więc obowiązek poinformowania pacjenta o istnieniu terapii PLANT-BASED (tj. diety opartej o nieprzetworzone produkty roślinne).

Wskaźnik zachorowań na cukrzycę rośnie równolegle ze wzrostem masy ciała w populacji. Współcześnie rozkwitająca pandemia nadwagi i otyłości nie wróży więc niczego dobrego; szacuje się, że co trzeci człowiek chory na cukrzycę – nie wie jeszcze, że na nią choruje. Mało tego: obecnie prawie połowa (45%) nowych przypadków cukrzycy u dzieci to typ II. (!)*

* Inną nazwa cukrzycy typu II brzmiała „cukrzyca typu dorosłego”, gdyż dawniej choroba ta występowała głównie po 40 roku życia.

Z cukrzycą typu II mamy do czynienia wtedy, gdy wieloletnie stosowanie niewłaściwej diety doprowadza do insulinooporności naszych komórek (tj. braku ich wrażliwości na insulinę).

Zadaniem insuliny – hormonu produkowanego przez trzustkę – jest „otwieranie” komórek dla glukozy (umożliwienie glukozie wniknięcia do ich wnętrza). Nie mogąc wniknąć do komórek, glukoza pozostaje we krwi. Jej poziom rośnie, stymulując trzustkę do wydzielania większych ilości insuliny, aby ta w końcu przełamała opór komórek. 

Błędne koło polega na tym, że bombardowane rosnącymi stężeniami insuliny komórki – stają się na nią coraz bardziej oporne. W końcu dochodzi do tego, że trzustka staje się bezradna. Wtedy zaczynamy jej pomagać, podając insulinę z zewnątrz.

Zagrożenia powiązane z cukrzycą:

– ponad 70% cukrzyków ma zbyt wysokie ciśnienie krwi
– cukrzyca jest przyczyną 60% amputacji kończyn dolnych
– cechuje ją od 2 do 4-krotnie wyższe ryzyko śmierci z powodu chorób serca i udaru
– jest główną przyczyną utraty wzroku
– 60-70% diabetyków cierpi na choroby układu nerwowego (uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego różnego stopnia)
– jest główną przyczyną przewlekłej niewydolności nerek (dializy, przeszczepy nerki)
– jest przyczyną chorób dziąseł i przyzębia, prowadzących do utraty zębów
– jest przyczyną powikłań ciąży
– i inne

Aby zrozumieć silę powiązań cukrzycy typu II z dietą, należy dostrzec fakt, że w niektórych rejonach świata choroba ta pojawia się często, a w niektórych rzadko, przy czym należy podkreślić, iż zależność ta nie poddaje się migracji. Dowodzi to, że nie wynika ona z cech genetycznych populacji. [Np. Japończycy cierpią na cukrzycę 4-krotnie rzadziej niż Amerykanie japońskiego pochodzenia; emigracja wiąże się z przejęciem nawyków żywieniowych, w tym przypadku – ze wzrostem ilości produktów odzwierzęcych w diecie].

Zestawienia diet różnych rejonów świadczą o czymś, co nie jest powszechnie wiadome, mianowicie:
– Duża liczba zgonów z powodu cukrzycy charakteryzuje te rejony, których dieta jest bogata w tłuszcze i uboga w węglowodany. I odwrotnie:
– Diety ubogie w tłuszcze i bogate w węglowodany – wiążą się z niską liczbą zgonów z powodu cukrzycy.

Ilość tłuszczów w diecie jest po prostu odzwierciedleniem udziału w diecie produktów pochodzenia zwierzęcego*, a ilość węglowodanów – produktów pochodzenia roślinnego. W pierwszej chwili trudno w to uwierzyć, ale – tak, to jest aż tak proste (!).

* Korelacja występowania tłuszczu zwierzęcego i białka zwierzęcego wynosi 90%; para ta zwana bywa przez niektórych „małżeństwem doskonałym”.

Dieta zachodnia (zwierzęca), która jest bogata w kalorie (zawiera dużo białka zwierzęcego, tłuszczów zwierzęcych i tłuszczów ogółem) – sprzyja powstawaniu cukrzycy. W diecie wschodniej, (roślinnej), gdzie proporcjonalnie największa ilość energii pochodzi z ryżu – cukrzycę spotyka się rzadko.

Zaobserwowano też, że wegetarianie:
– o połowę rzadziej cierpią na otyłość
– o połowę rzadziej cierpią na cukrzycę.

W latach 1940-1950 w różnych krajach Europy odnotowano spadek zachorowalności na cukrzycę (oraz inne choroby nadmiaru, w szczególności choroby sercowo-naczyniowe). Było to spowodowane przymusowymi, zależnymi od działań wojennych (np. aneksja bydła), zmianami proporcji składu diety, w szczególności – wzrostem procentu żywności roślinnej i błonnika.

Bardzo wiele wskazuje na to, że te same czynniki środowiskowe, które powodują otyłość, powodują też cukrzycę. Po przebadaniu (w 11 państwach) związków cukrzycy z różnymi objawami stwierdzono, że najsilniejszym związkiem, jaki istniał, był ten pomiędzy cukrzycą a nadmierną masą ciała (!) oraz wysoką zawartością cholesterolu we krwi.

Największym zagrożeniem dla zdrowia (i życia) diabetyków są schorzenia wtórne (np. choroby serca, udar) – będące efektem wysokiego poziomu cholesterolu; troska o poziom cholesterolu jest zawsze ważnym elementem walki z cukrzycą. Jest to więc kolejny powód tego, aby dietę PLANT-BASED uznać za odpowiedź na pytanie „jak pokonać cukrzycę”.* Sama dieta PLANT-BASED obniża poziom cholesterolu o 30% w 2 tygodnie, przy czym spadek ten jest trwały i utrzymuje się latami.

* Na diecie PLANT-BASED poprawiają się też wyniki krwi dla pacjentów z cukrzycą typu I.

PLANT-BASED jest dużo skuteczniejsza w połączeniu z aktywnością fizyczną, prowadzącą do obniżenia masy ciała. Tak naprawdę mówimy tu więc o całkowitej zmianie stylu życia. 

Dieta oparta o nieprzetworzone produkty roślinne (tj. unikająca produktów odzwierzęcych i węglowodanów oczyszczonych) – jest bardzo ważną alternatywą dla terapii standardowej, gdyż prowadzi do lepszych efektów. Decyzja o jej stosowaniu – leży wyłącznie po stronie chorego, a jedynym usprawiedliwieniem dla lekarza, który nie informuje swoich pacjentów o tej alternatywie – mógłby być tylko brak wiedzy o istnieniu tej diety.

Konkludując:

Dieta bogata w tłuszcze i białko i zwierzęce – przyczynia się do rozwoju cukrzycy.

Dieta roślinna (wysokobłonnikowa, oparta na nieprzetworzonych produktach roślinnych) – nie tylko chroni przed cukrzycą, ale też – stosowana po rozpoznaniu choroby – zatrzymuje jej rozwój i polepsza stan zdrowia pacjenta.

Osteoporoza i Kamica Nerkowa

* *

Jednym z dwóch najbezczelniejszych, a zarazem najniebezpieczniejszych kłamstw marketingowych, stosowanych przez producentów żywności odzwierzęcej (nabiału) jest bajka o mleku – jego zbawczym wpływie na zdrowie kości i zębów. Kłamstwo to, które usłyszeć można codziennie w reklamach telewizyjnych i radiowych jest tak niebezpieczne z co najmniej trzech powodów:

Pierwszym jest ten, że nosi ono wszystkie znamiona propagandy: powtarzane jest od tak dawna i tak często, tak nachalnie i tak uporczywie, że absolutnie nikt już dzisiaj się nie zastanawia, czy jest to w ogóle prawda; uznajemy je za dietetyczny aksjomat.

Drugi powód to ten, że hasło to przejmowane jest dalej – w dobrej wierze – przez bogu ducha winnych ‘apostołów’: nauczycieli, dietetyków i niektórych lekarzy. Propagatorzy ci – sądząc, że są ambasadorami słusznej sprawy – stają się darmowymi dealerami przemysłu skracającego życie milionów ludzi o miliony lat.

Trzecim powodem – chyba najgroźniejszym – jest ten, że kłamstwo to jest kłamstwem doskonałym, gdyż zawiera w sobie całkiem pokaźne ziarno prawdy: mleko istotnie zawiera mnóstwo wapnia, a wapń jest naprawdę potrzebny do budowy kośćca… Jednak prawdą jest też to, czego oczywiście już nikt nie dodaje, że im więcej pijemy mleka, tym słabsze mamy kości…*

*) Wskaźnikiem rozpowszechnienia osteoporozy jest częstość złamań kości biodrowej. Najwyższe wskaźniki złamań kości biodrowej dotyczą akurat tych krajów, w których spożycie mleka jest najwyższe (Nowa Zelandia, Australia, USA).

Istnieją też opracowania (obejmujące zasięgiem 10 państw), wykazujące istotny związek pomiędzy wzrostem ryzyka złamań a wzrostem spożycia wapnia (pochodzącego głównie z nabiału).

Inne badania dowodzą związku pomiędzy nasileniem występowania osteoporozy (ilości złamań kości biodrowej u kobiet w różnych krajach) a wzrostem spożycia białka zwierzęcego.

Dlaczego kłamstwo to nazywam bezczelnym? Gdyż zostało ono obnażone już ponad 100 lat temu, a mimo to ma się znakomicie.

Przypomnijmy więc sobie – explicite – niewiarygodnie prosty mechanizm, który sprawia, że spożywanie dużych ilości mleka i mięsa nie tylko nie pomaga budować kości, ale wręcz je osłabia, sprzyjając powstawaniu osteoporozy lub wręcz ją wywołując.

Osteoporoza jest schorzeniem polegającym na osłabieniu struktury kości, przez co stają się one bardziej podatne na złamania. Istotą choroby jest niedobór wapnia w tkance kostnej.

Mleko zawiera sporo wapnia, zawiera ono jednak również białko zwierzęce. Spożywanie dużych ilości białka zwierzęcego – bez względu na to, czy pochodzi ono z mleka czy z mięsa – powoduje znaczny wzrost zakwaszenia organizmu*.

*) W przeciwieństwie do białka zwierzęcego – białko roślinne zakwasza organizm o wiele mniej

Chcąc utrzymać właściwą równowagę kwasowo-zasadową, organizm musi bronić się przed zakwaszeniem i robi to… poprzez wypłukiwanie wapnia z kości: jony Ca2+ pojawiając we krwi przywracają prawidłowe ph płynów ustrojowych. Koniec filozofii.

Mało tego: wapń, który został wypłukany z kości do krwi – musi kiedyś zostać wydalony z organizmu. Pojawi się więc w nerkach, a jego nadmiar w moczu – co zaobserwowano np. w diecie Atkinsa – skutkować będzie formowaniem kamieni w miedniczkach nerkowych.

Jakby nie dość tego wszystkiego – długotrwałe bogate spożycie wapnia (mleka) upośledza fizjologiczne mechanizmy* kontrolujące gospodarkę wapniową organizmu.

* Wspomniany mechanizm wykorzystuje aktywną formę wit. D (kalcytriol)
do określania ilości wapnia wchłanianego z pożywienia, dostarczanego do
kości i wydalanego; w przypadku nadmiaru wapnia mechanizm ten zostaje
rozregulowany. Takie ”rozregulowanie” mechanizmu kontrolującego przez
„nadużywanie” – to zjawisko dobrze znane w biologii.

Jak się ustrzec przed całą tą karuzelą? Wystarczy nie przesadzać z białkiem zwierzęcym. A najlepiej – pokochać dietę PLANT-BASED i unikać go w ogóle.

Kamienie Nerkowe

Kamica nerkowa jest schorzeniem spotykanym dość często w krajach rozwiniętych, natomiast rzadko – w krajach rozwijających się. Fakt ten jest przesłanką do uznania jej za jedną z tzw. chorób cywilizacyjnych (chorób nadmiaru) – chorób dietozależnych.

Za aż cztery z sześciu czynników ryzyka kamicy nerkowej odpowiada białko zwierzęce.

Większość kamieni nerkowych składa się z wapnia i szczawianu. Wzrost spożycia białka zwierzęcego powoduje wzrost stężenia wapnia i szczawianu w moczu, co skutkuje formowaniem się kamieni w miedniczkach nerkowych.

Inna teoria powstawania kamicy nerkowej uwzględnia rolę wolnych rodników. Jako że z wolnymi rodnikami walczyć można jedynie za pomocą antyoksydantów (zawartych w warzywach i owocach), bez względu na to, która z tych dwóch teorii jest słuszna – stosowanie diety PLANT-BASED (tj. opartej o nieprzetworzone produkty roślinne) zmniejsza ryzyko kamicy.