
* *
Omawiając gospodarkę energetyczną, celowo (!) ograniczyłem się do węglowodanów i tłuszczów – pomijając rolę białek. Dlaczego? Ponieważ chcę Cię uczulić na bardzo ważną rzecz: Chcę, abyś zapamiętała / zapamiętał, że:
Białko
NIE JEST (!)
substratem energetycznym
* *
(Nie zrozum mnie źle. Nie twierdzę, że białka nie da się zamienić w energię. Da się.
Pieniędzmi też da się palić w piecu. A patelnią – wbijać gwoździe. OK?)
Białko (proteiny) – jest najbardziej kontrowersyjną spośród wszystkich substancji odżywczych.
Generalnie: jest czczone jak dietetyczne bóstwo (proteiny – od gr. proteos – pierwszy, najważniejszy ), o którym krąży niezliczona ilość mitów, a chroni je powszechnie akceptowana doktryna: ‘IM WIĘCEJ TYM LEPIEJ’.
Tymczasem…
Wiarygodność dowolnego dietetyka oraz wszystkich możliwych ‘diet’ – w tym tych najskuteczniejszych – ocenić można po ich stosunku do roli białka w organizmie. Jeśli dowolna dieta przypisuje mu rolę energetyczną i zakłada zwiększone spożycie (szczególnie białka zwierzęcego) – odwróć się do niej tyłem i uciekaj, biegnij jak długo starczy ci tchu, spalając przy okazji możliwie największą ilość kilokalorii. Tym pomożesz sobie bardziej, niż choćby jednym dniem hołdowania wspomnianej głupocie.
Gdybym miał w kilku słowach ująć MISJĘ każdego rozsądnego dietetyka – powiedziałbym że jest nią uzmysłowienie ludziom wszystkich NIEBEZPIECZEŃSTW ZDROWOTNYCH związanych z nadmiernym spożyciem białka zwierzęcego.


* *
Co to jest BIAŁKO?
Rola białek w organizmie określana jest najczęściej jako… strukturalno-regulacyjna. Cóż… Autor powyższej charakterystyki napisałby zapewne, że np. jajo pełni dla kury rolę kurzotwórczą – i w pewnym sensie miałby rację, ale dla mnie to zwykłe mnożenie bytów.

Białko to bogate w azot wyspecjalizowane cząstki, które.. ożywiają materię. Idąc tropem jaja i kury można zaryzykować twierdzenie, że – dla materii – białko pełni rolę organizmotwórczą: umożliwia szeroko pojętą zmienność, a więc akcje i reakcje w obrębie samej materii. Słowem: życie.
W moich pierwszych publikacjach nt. białka (kilka lat temu) poprzestawałem na powyższej definicji, zakładając, że wszystko jest jasne. Tym razem – chcę to wyłuszczyć EXPLICITE: Co to jest BIAŁKO?
Być może dziwi cię nagłówek niniejszego opracowania – kiełkujące pędy. Otóż – nie wybrałem tego obrazka przypadkowo.
Aby zrozumieć czym jest białko – na chwilę zapomnij o wszystkim, co wiesz na ten temat. Zaufaj mi przez moment i pozwól, że wyjaśnię ci to po swojemu; poproszę o pomoc… Arystotelesa:
Materia – aby istnieć – musi przyjąć jakąś formę. Nie musi jednak trwać w tej formie przez miliardy lat (jak skała) – może przyjmować inne, nowe formy. To 'przyjmowanie form’ to właśnie ZMIANA. Świat organiczny, świat organizmów 'żywych’ – to nieustanna zmiana, nieustanna ewolucja form: życie.
Za każdą zmianę w obrębie każdego z organizmów – odpowiada BIAŁKO.
BIAŁKO = ZMIANA
Gdziekolwiek zauważasz zmianę, ewolucję form – tam musi być BIAŁKO; gdyby nie ono – nie byłoby możliwe zapylanie, zapładnianie, kiełkowanie, wzrost, dojrzewanie, obumieranie, umieranie. Nie byłby możliwy ruch, poruszanie się. Nie byłby możliwy metabolizm i miliony procesów regulujących przemianę materii. Wszystko co żyje, ewoluuje, ulega przemianom – ma w sobie BIAŁKO – bo to właśnie ono umożliwia ZMIANĘ.
I teraz – skoro już wiesz, że wszystko co żyje zawiera białko, łatwo ci będzie odpowiedzieć na legendarne, najgłupsze pytanie dietetyczne świata:
– Jesteś weganinem? To skąd bierzesz białko?
– Z E W S Z Ą D (!)
Chyba jaśniej już nie umiem tego przekazać.
* *
Białko to cząstka złożona, składająca się z mniejszych „cegiełek” – aminokwasów. Jest 20 rodzajów cegiełek, czyli 20 różnych aminokwasów. (W przyrodzie jest około 300 aminokwasów, ale tylko 20 z nich występuje w białkach – te same 20 w białkach roślinnych i zwierzęcych).
Jakość każdego z białek zależy od ilości i kolejności ułożenia cegiełek. Poniżej – zestawienie i budowa aminokwasów:

* *
Obrót metaboliczny białek
W każdej sekundzie naszego życia białka nie tylko czuwają nad zachodzącą w nas przemianą materii (metabolizm), ale też ulegają jej same. Oznacza to, że przebiegają w nas permanentnie i równolegle dwa przeciwstawne sobie procesy – rozpad białek na aminokwasy (katabolizm) i synteza białek z aminokwasów (anabolizm).
Jest to tzw. obrót metaboliczny białek (protein turnover), a jego cechą charakterystyczną jest to, że 65-80% aminokwasów uwalnianych ze ‘starych’ białek od razu ulega resyntezie do białek ‘nowych’. Pozostałe 20-35% jest utleniane (zamieniane na energię*), jest to więc ta część białka, którą codziennie tracimy bezpowrotnie.
*) Zauważ, że – sam z siebie – organizm spala jedynie tę część białek, która jest niejako odpadem procesu przebudowy.
Ile białka powinniśmy jadać dziennie?
Chcąc się tego dowiedzieć – musimy poznać dobową wydajność obrotu metabolicznego białek, a konkretnie: ile białka tracimy codziennie podczas procesu jego przebudowy. Aby to sprawdzić przyjrzymy się pewnemu eksperymentowi.
Naszym… królikiem (?), nie – naszym ‘królem’ doświadczalnym będzie przeciętny mężczyzna ważący 75 kg, o prawidłowych proporcjach masy ciała (tzn. nie jest ani otyły, ani cherlawy).
Ważną cechą katabolizmu aminokwasów jest to, że organizm ssaków nie potrafi utleniać grup aminowych, tylko odłącza je od aminokwasów, wbudowuje w mocznik i pod tą postacią wydala. Oznacza to, że badając skład moczu – nabieramy wyobrażeń na temat nasilenia procesu degradacji białek: im degradacja większa, tym więcej azotu wydalamy.
(Pozwólcie, że będę dodawał do wykresu kolejne wnioski – tak, byśmy ostatecznie ujrzeli obraz całości.)
A.
Załóżmy, że przez jakiś czas król nie je białka w ogóle, a dostarczamy mu tylko energię potrzebną do życia – pod postacią węglowodanów i tłuszczów. Jest to więc sytuacja, w której organizm musi oszczędzać białko, nie martwiąc się o nic innego. Okaże się, że ilość azotu w jego królewskim moczu będzie odpowiadać ~31 gramom degradowanego białka.

B.
Jeśli teraz będziemy stopniowo zwiększać ilość białka w królewskich pokarmach, to stopniowo będzie też rosła ilość azotu w jego moczu – jednak nieproporcjonalnie (nieco wolniej).
Gdy spożycie białka osiąga ~75g na dobę – od tego momentu ilość azotu w moczu rośnie proporcjonalnie do podaży białka – czyli po prostu każdy kolejny gram zjadanego białka (ponad 75g) – jest degradowany jako niepotrzebny.

C.
Teraz – król obżera się białkiem.
Jego nadworny dietetyk uwierzył w dobrodziejstwa diet proteinowych (np. diet Dukana, Atkinsa czy Montignaca). Przy prawidłowej lub nadmiarowej podaży białka – zaczynamy odbierać węglowodany i tłuszcze.
Oczywiście w pierwszej kolejności organizm króla sięga po swoje zapasy energetyczne (glikogen z wątroby), jednak – w miarę zmniejszania dowozu węglowodanów – ilość azotu w moczu zaczyna stopniowo rosnąć. Dzieje się tak dlatego, że aminokwasy są degradowane aby zapewnić prawidłowy bilans energetyczny (zamieniane w glukozę lub spalane). Przedstawmy taką hipotetyczną sytuację:

Do przedstawionej powyżej sytuacji nigdy jednak nie dochodzi, gdyż w momencie wyczerpania się podręcznych zapasów węglowodanów (glikogen z wątroby) organizm uruchamia inną drogę pozyskiwania energii – rozkład tłuszczów do związków ketonowych, oszczędzając tym samym białko przed nadmierną degradacją:

D.
Do pełnego obrazu brakuje nam jeszcze ostatniego przypadku: król głoduje! Pełna głodówka. W takiej sytuacji dobowa ilość azotu w moczu odpowiada ~62 gramom degradowanego białka.
Wiemy już, że z tego ~31 gram, a więc połowa, to ta ilość, która związana jest z podstawowym obrotem metabolicznym i musi być zdegradowana nawet wtedy, kiedy organizm białko oszczędza. Druga połowa – zamieniana jest w glukozę.

Oczywiście ta ilość białka nie wystarcza na zaspokojenie potrzeb energetycznych organizmu, a więc i na tym rysunku musimy zaznaczyć, iż organizm przestawia się na inny tor metaboliczny – tor KETO.)

* *
Jak wynika z powyższych wykresów minimalne dzienne zapotrzebowanie na białko przeciętnego mężczyzny o wadze 75 kg – to raptem 31 gram na dobę (0,42g / 1kg masy ciała / dobę). Właśnie tyle codziennie traci – bez względu na to co ma na talerzu i czy w ogóle coś tam ma.
[Dla porównania: puszka orzeszków ziemnych zawiera 35g białka.]
Większość podręczników przyjmuje, że zapotrzebowanie na białko to 10% energii z pożywienia (mierzonej standardowo, a więc 1g białka = 4 kcal) czyli 0,8-1 g na kg masy ciała na dobę. W naszym eksperymencie odpowiadałoby to 60-75 g białka.
O dziwo (!) – zalecenie spożywania białek na poziomie „10% energii z pożywienia” – dokładnie pokrywa się z szacowaną ogólnie ŚREDNIĄ ZAWARTOŚCIĄ BIAŁKA w produktach roślinnych. Przypadek? No nie wiem..
Średnia zawartość substancji spożywczych w roślinach:
Węglowodany – 80%;
Tłuszcze – 9-11%
Białko – 9-11%
(Osobiście nie przepadam za tym rodzajem pomiaru, tj. '% energii z pożywienia’, gdyż – w mojej opinii – opiera się on na błędzie popełnionym ~100 lat temu (nieprawidłowe przypisanie wartości energetycznej węglowodanom i białkom).
A TERAZ UWAGA (!)
Zerknijmy na rysunek – klamerka B.
62-75g to poziom przy którym następuje zbilansowanie utraty białka. Powyżej tego poziomu każda cząsteczka zjedzonego białka jest degradowana jako niepotrzebna.
Klamerka B pokazuje sytuację nadmiernej podaży białka w diecie. Dzieje się tak PRZECIEŻ (!) we wszystkich tzw. dietach 'proteinowych’ (Dukana, Atkinsa, Montignaca, Paleo, Paleo-Keto i KETO). Diety te – w swych założeniach – ograniczają dostawę węglowodanów, przestawiając tor metaboliczny organizmu na spalanie związków ketonowych (z tłuszczów). Zupełnie nie przejmują się jednak nadmierną podażą białka, która we wszystkich tych dietach jest po prostu koniecznością.
BIAŁKO i TŁUSZCZ to pierwsza i największa z dietetycznych par małżeńskich: tam, gdzie białko, tam i tłuszcz. Stosując diety KETO – nie pijamy przecież roztopionego smalcu (aby uniknąć nadmiaru białka), tylko ZAŻERAMY SIĘ MIĘCHEM. Nadmiar białka jest tu nie tylko koniecznością, ale wręcz buduje atrakcyjność diet proteinowych, stanowiąc największy magnes przyciągający do nich kolejne rzesze entuzjastów.
Entuzjaści ci – istotnie – szczupleją, gdyż białko nie jest traktowane przez nasz organizm jako substrat energetyczny. (Przypomnijmy zestawienie z artykułu ’Ładunek energetyczny | Kalorie czy ATP’):

A co się dzieje z nadmiarem białka – powyżej 62-75g/dobę?
Białko to jednak wcale nie jest spalane (jak sądzą entuzjaści KETO), tylko usuwane (co pokazuje wykres: klamerka B) – niszcząc nerki.
Każda cząsteczka aminokwasu musi zostać zdegradowana, a ponieważ nasz organizm nie potrafi utleniać grup aminowych – musi je odłączać od aminokwasów, wbudować w mocznik i wydalić przez nerki. Katastrofalny nadmiar grup aminowych (utrzymujący się miesiącami lub latami stosowania diety) permanentnie próbuje przesunąć HOMEOSTAZĘ naszego organizmu: zmienia równowagę kwasowo-zasadową krwi obniżając jej pH, czyli ZAKWASZA organizm. Po jakimś czasie dochodzi do rozregulowania pracy nerek (nadmiar degradowanych aminokwasów).
HOMEOSTAZA = stan równowagi biochemiczno-fizjologicznej – to synonim ZDROWIA. Jeśli przesuwamy równowagę organizmu ze stanu ZDROWIA – to przesuwamy ją w… CO?
A robimy to na własny rachunek – zachęcani przez ignorantów pielęgnujących własny (i nasz) brak wiedzy.

Przyjrzyjmy się teraz tzw. „JAKOŚCI” białka.
Białko pełno- i niepełnowartościowe

* *
Pełnowartościowość niepełnowartościowa
Tematyka dotycząca jakości białka – od zawsze wydawała mi się… podejrzana. Po pierwsze dlatego, że jestem uczulony na propagandę, a trochę zbyt dużo się o tym mówi i pisze, a po drugie – bo mam duszę obrazoburcy i nie ufam autorytetom. Aha, i po trzecie – ponieważ tzw. ‘wiedza powszechna’, której nikt nie ośmiela się podważać bardzo często bywa zwykłą, ohydną marketingową manipulacją.
Skąd w ogóle wziął się pomysł rozróżniania jakości białek?
Otóż ’wiadomo powszechnie’, że spośród 20 ‚cegiełek’ (aminokwasów) budujących nasze białka – aż ośmiu (a dzieci nawet dziewięciu) nie potrafimy sami syntezować. Aminokwasy te nazwano egzogennymi, czyli takimi, które muszą być dostarczone z zewnątrz. ’Powszechnie’ też ’wiadomo’, że dwie kolejne cegiełki syntezujemy wyłącznie na bazie tych egzogennych, a z produkcją innych dwóch – miewamy kłopoty np. podczas chorób. Pozostaje raptem 7 z którymi teoretycznie nigdy nie miewamy problemu (tzw. endogenne).
Mając tak ugruntowane podstawy, ’wiedza powszechna’ a priori uznaje za słuszny podział białek na pełno– i niepełno-wartościowe.
Pełnowartościowe to oczywiście te, które zawierają wszystkie aminokwasy egzogenne w swoistym nadmiarze (białka zwierzęce), niepełną zaś wartość przyznaje się tym białkom, w których składzie zawartość tego czy tamtego aminokwasu egzogennego jest niższa.
Do grupy białek ‘niepełnosprawnych’ (tzw. niepełnowartościowych) wiedza powszechna – bez mrugnięcia okiem* – zalicza WSZYSTKIE białka roślinne.
*) Nawiasem mówiąc, ten właśnie tryb wnioskowania to najczęstszy błąd logiczny świata:
Przesłanka: ’Ta kobieta ma niebieskie oczy’.
Wniosek: ‘Wszystkie kobiety mają niebieskie oczy’.
Otóż podział ten uważam za nielogiczny i niepotrzebny, a nawet szkodliwy. Zanim jednak wyjaśnię dlaczego – chcę pokazać ci pewną tabelę…
Przeświadczenie o wyższości białka zwierzęcego nad roślinnym bierze się z przekonania, że jedynie ono zawiera pełną tablicę aminokwasów.
Jest to wierutna
NIEPRAWDA !
Udowodnię Ci to w ciągu najbliższych 30 sekund.
Poniższą tabelę opracowałem na podstawie danych Instytutu Żywności i Żywienia (’Tabele składu i wartości odżywczych żywności’, Wydawnictwo Lekarskie PZWL). Tabela zawiera 167 produktów roślinnych. Po prostu rzuć na nią okiem; to wystarczy.
Dla porównania – pierwsza linijka dotyczy składu mleka kobiecego – tegoż samego, które jest w stanie zapewnić noworodkowi podwojenie masy ciała w ciągu 4 miesięcy.
Aby pobrać tabelę w większym formacie – kliknij na niej
prawym przyciskiem myszy i wybierz „zapisz grafikę jako…”

Tabela zawiera dane dotyczące 18/20 aminokwasów *, jednak wszystkie egzogenne są wyszczególnione. Zauważ, że niższe zawartości aminokwasów cechują te z produktów, które zawierają dużo wody – produktów zazwyczaj obfitujących w witaminy z grupy B i C (porównaj z suszem).
* – w zestawieniu brakuje cysteiny i homocysteiny, jednak wyszczególniona w tabeli cystyna jest dimerem cysteiny, a homocysteina – powstaje przez demetylację obecnej w tabeli metioniny. Czyli – zestawienie obejmuje wszystkie (!) potrzebne do życia aminokwasy.
Jak widać – wyższość białka zwierzęcego nad roślinnym to nie tyle mit, co KŁAMSTWO.
* *
Jak napisałem podział białek na pełno- i niepełnosprawne uważam za nielogiczny i niepotrzebny, a nawet szkodliwy.
Dlaczego nielogiczny?
A) Do produkcji aminokwasów potrzebny jest nam AZOT, który codziennie wydalamy w ilości odpowiadającej degradowanemu białku. Dostawcą tego azotu są aminokwasy z pożywienia. A więc tak czy siak musimy jeść aminokwasy, nie tylko te egzogenne – właśnie ze względu na bilans azotowy.
B) Podział białek na pełno- i niepełnowartościowe miałby sens tylko i wyłącznie wtedy, gdyby istniała konieczność odżywiania się wyłącznie jednym rodzajem produktu spożywczego przez miesiąc, rok, dekadę lub do końca życia. Konieczność taka oznacza jednak:
– po pierwsze: …raczej brak naszego wpływu na wybór menu,
– po drugie: gdybyśmy nawet mogli wybrać białko zwierzęce i wybralibyśmy je – i tak umarlibyśmy z powodu niedoborów niektórych witamin z grupy B, niektórych minerałów i nienasyconych kwasów tłuszczowych (chyba, że nasz wybór padłby na ryby). Pełnowartościowość białek zwierzęcych jest więc mocno niepełnowartościowa, gdyż dotyczy jedynie składu aminokwasowego.
Dlaczego niepotrzebny?
A) Naszym największym problemem – będącym jednocześnie przyczyną wielu chorób cywilizacyjnych, w tym otyłości – nie jest niedobór białka w diecie, ale coś dokładnie przeciwnego: jego nadmiar! Jaki sens ma roztrząsanie, który z aminokwasów możemy zjeść, a który musimy – skoro nasza codzienna ich porcja dwu-, trzy-, cztero-, a czasem i pięciokrotnie przekracza maksymalnie zalecaną dawkę?
B) Nikt przy zdrowych zmysłach nigdy nie będzie szacował ilości i jakości aminokwasów w każdym swoim posiłku.
Dlaczego szkodliwy?
A) Podział białek na pełno- i niepełnowartościowe – wykorzystywany jest (od dziesięcioleci) przez producentów żywności odzwierzęcej do nieuczciwej propagandy marketingowej, która z roku na rok pogłębia pandemię zespołu metabolicznego i powiązanych z nim jednostek chorobowych.
B) Propaganda o której mowa doprowadziła do tego, że:
– część ludzkości (wcale nie taka niewielka!) utożsamia białko wyłącznie z produktami odzwierzęcymi (mięso, sery, jaja, mleko, ryby)
– pozostali – a więc ci, którzy w ogóle wiedzą o istnieniu białka roślinnego – uważają je za niepełnowartościowe = złe, w przeciwieństwie do białka dobrego = pełnowartościowego = zwierzęcego.
C) ‚Pełnowartościowe’ białko zwierzęce praktycznie zawsze występuje w tandemie w tłuszczami nasyconymi i cholesterolem, których – na dobrą sprawę – w ogóle nie powinniśmy jadać.
ITD…
Ludzie… Dziewczyny… Chłopacy…
My – ’the people’ – jesteśmy ro-śli-no-żer-ca-mi przecież…
Świadczy o tym nie tylko a) nasze uzębienie (siekacze i trzonowe) b) długość przewodu pokarmowego (mięsożercy mają krótszy, by resztki nie zalegały w jelitach) i to, że c) nie magazynujemy witamin z grupy B (obfite w świecie roślin), a tylko A,D,E,K (rozpuszczalne w tłuszczach, rzadkie w świecie roślin).
Świadczy o tym też fakt, że po prostu nie lubimy mięsa (!!!): Aby je w ogóle przełknąć, musimy je przyprawić i ugotować, usmażyć, udusić, uwędzić lub upiec. (Widział ktoś grillującego lwa?). Więc jakim cudem białko roślinne miałoby być dla nas… niepełnowartościowe?
* *
Myślę, że wstępnie nakreśliłem swoje stanowisko.
A teraz najważniejsze: ZDROWOTNE oblicze swoistego dietetycznego absurdu, jakim jest dzielenie białek na pełno- i niepełnowartościowe:
XXI wiek – czasy pandemii dobrobytu – rozkwitają w nas pod postacią… tzw. ZESPOŁU METABOLICZNEGO.
Zespół metaboliczny to współwystępowanie wielu jednostek chorobowych, z których jedna pociąga następną; pierwszym z klocków domina jest prawie zawsze niewłaściwe żywienie. Zespół obejmuje m.in.: otyłość, insulinooporność, cukrzycę typu II, hipercholesterolemię, hipertriglicerydemię, miażdżycę, chorobę niedokrwienną serca, nadciśnienie tętnicze, zawał mięśnia sercowego, udar mózgu, niektóre nowotwory.
Decydującą rolę w powstawaniu zespołu metabolicznego mają produkty odzwierzęce,
czyli dokładnie te, które każe się nam nazywać pełnowartościowymi.
Tymczasem każda (!) cząsteczka cholesterolu i 99% cząsteczek tłuszczów nasyconych, jakie kiedykolwiek zjedliśmy – pochodziły właśnie od zwierząt. Najwyraźniej pakiet pełnowartościowości białek zwierzęcych – obejmuje też raka, udar i zawał – all inclusive.
Podczas, gdy białko zwierzęce praktycznie zawsze występuje w towarzystwie cholesterolu i tłuszczów nasyconych – białka roślinne o ich istnieniu dowiadują się dopiero na naszej patelni lub talerzu. Jednak właśnie te białka każe się nam określać jako… niepełnowartościowe.
Zapamiętajmy:
Naturalne produkty roślinne nie są gorszym, ale LEPSZYM dostawcą białka od produktów zwierzęcych, gdyż z ich spożyciem nie tylko nie wiążą się wspomniane wyżej niebezpieczeństwa zdrowotne, ale wręcz – im zapobiegają.
* *
Obalmy kolejny mit i porównajmy białka roślinne ze zwierzęcymi pod kątem ich zawartości w pokarmach:

Zauważ, że w kwestii zawartości białka warzywa i owoce dorównują mleku, zboża – jajom, grzyby i orzechy konkurują z mięsem, a strączkowce – z serami.
* *
Podstawową zasadą prawidłowego żywienia zawsze była, jest i będzie różnorodność. To właśnie ona w sposób naturalny wymusza komplementarność (wzajemne uzupełnianie się) spożywanych przez nas składników pokarmowych.
Dotyczy to przecież również białek: niedobór jakiegoś aminokwasu w jednym rodzaju białka – wyrównywany jest obfitym występowaniem tegoż aminokwasu w białku z innego źródła. A wszechpotężnym strażnikiem pełnowartościowości naszych posiłków – jest tzw. APETYT (dzisiaj na to, jutro na tamto).


* *
Problem energii uzyskiwanej ze spalania białek to dość istotny etap erudycji dietetycznej, a przy okazji – bardzo ZABAWNY. W dużej mierze wyjaśniłem już moje stanowisko w tej sprawie zarówno w niniejszym opracowaniu jak i w artykule ’Ładunek energetyczny | Kalorie czy ATP’. Ale – dla porządku – podsumuję je w lakonicznym skrócie.
Najśmieszniejsze jest to, że – pomimo iż 95% diet podstępnie zaprzęga białko do pracy przy odchudzaniu – wszystkie z nich ( ! ) popełniają błąd przy wyliczaniu parametrów energetycznych białka. I to na swoją niekorzyść. Używają takiego oto błędnego wzorca:

Zamiast przelicznika prawidłowego:

uwzględniającego fakt, że organizm produkuje energię zamieniając białka, węglowodany lub tłuszcze w cząsteczki ATP (adenozyno-trój-fosforanu), a nie spalając je w piecu celem uzyskania ciepła (kaloria to ilość energii potrzebna do podgrzania 1 grama wody o 1°C).
Oto cytaty:
W przeliczeniu na jednostkę masy utlenianie 1 g glukozy powoduje syntezę 0,163 mola ATP (…)
W przeliczeniu na jednostkę masy można przyjąć, że utlenianie 1 g kwasu oleinowego dostarcza 0,475 mola ATP (…) Wartość ta jest więc prawie trzykrotnie (2,91 razy) większa od analogicznej wartości obliczonej dla glukozy.
W przeliczeniu na jednostkę masy proces utleniania 1 g mieszaniny aminokwasów dostarcza około 0,052 mola ATP (…) Wartość ta jest 3-krotnie mniejsza niż otrzymana z utleniania 1 g glukozy, a ponad 9-krotnie mniejsza niż z utleniania 1 g kwasu oleinowego.
[prof. Janusz Keller, „Żywienie Człowieka, tom 1” pod redakcją Jana Gawęckiego, rozdział 8., rok wydania 2012]
Przy tym wszystkim twórcy diet 'low-carb’ (nisko-węglowodanowych) nie uwzględniają faktu, że przy braku węglowodanów i czerpaniu energii z rozkładu ciał ketonowych (pochodzących z tłuszczów) – nadmiar białka w diecie NIE JEST dla organizmu źródłem energii, tylko niepotrzebnym balastem, którego musi się pozbywać (niszcząc przy okazji nerki) – patrz. klamerka B w schematach degradacji białek (mocno powyżej).
* *
Kontynuacja tematyki BIAŁKA w opracowaniu ’BIAŁKO wg McDougalla’,
gdzie spojrzymy – jego oczami – na aspekty nadmiaru i niedoboru białka.


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.