Białko – Niedobór i Nadmiar

* *

Rzetelna opowieść o białku nie może się obejść bez stawienia czoła problemom jego niedoboru i nadmiaru. Każdy, kto stosuje dietę roślinną – prędzej lub później – spotyka się z zarzutem, iż ten sposób żywienia doprowadzi go do niedoboru białka.

Ludzie, którzy są całkowitymi ignorantami w kwestii żywienia i nie mają zielonego pojęcia o istnieniu białka roślinnego – ZAWSZE zadają to samo, legendarne, najgłupsze z pytań dietetycznych:

– Jesteś weganinem? To skąd bierzesz białko?

W odróżnieniu od całkowitych, ignoranci niecałkowici – a więc ci, którzy wiedzą, że rośliny zawierają białko – najczęściej (prawie ZAWSZE) ’’’wiedzą’’’, że białko roślinne jest ‘niepełnowartościowe’ i bez chwili wahania usiłują nas o tym poinformować:

– Jeśli będziesz jeść tylko rośliny, to będziesz mieć niedobór białka.

I teraz UWAGA:
Do ignorantów niecałkowitych zalicza się też znakomita większość LEKARZY i DIETETYKÓW (!!!). Ostrzeżenie o ewentualnym niedoborze białka w ich ustach przyjmuje formułę pseudo-naukowej półprawdy, zawierającej niezrozumiałe słowa, co najczęściej zbija wszystkich z tropu. Mówią tak:

– W przeciwieństwie do białek zwierzęcych, białka roślinne zawierają mniejsze ilości aminokwasów egzogennych, które są dla człowieka niezbędne. (Do tej pory mówili prawdę; druga część wypowiedzi będzie kłamstwem:Będąc weganinem nie dostarczasz ich w wystarczającej ilości, co doprowadzi do NIEDOBORÓW BIAŁKA w twoim organizmie.

Otóż…

Jest to NIEPRAWDA!

Jeśli chcesz się o tym przekonać szybko – jeszcze podczas rozmowy z lekarzem lub dietetykiem – zapytaj wprost:

– O jakich aminokwasach mowa i ile mam ich jeść dziennie?

Gwarantuję ci, że NIKT z orędowników ‘niedoboru białka’ nie odpowie na to pytanie. Nawet jeśli uda się lekarzowi wymienić kilka spośród 8 aminokwasów egzogennych, a dietetykowi – wszystkie osiem, to ani lekarz ani dietetyk NIE BĘDZIE WIEDZIAŁ jakie są ich dzienne normy spożycia.

Tak – właśnie w tym tkwi istota ignorancji żywieniowej większości lekarzy i dietetyków: jak mogą twierdzić, że jesz czegoś zbyt mało, skoro nie wiedzą – ile powinieneś tego jeść?

Uwierz mi: oni tego naprawdę NIE WIEDZĄ! Gdyby wiedzieli – nie ‘soliliby’ bzdur o białkowych niedoborach diety roślinnej. Za chwilę się przekonasz – dlaczego.

W niniejszym opracowaniu uzbroję cię w wiedzę, dzięki której będziesz posiadać większą ‘dietetyczną mądrość’ niż niejeden lekarz i dietetyk. A w zasadzie – to nie ja uzbroję cię w tę wiedzę, ale Dr John McDougall, gdyż poniższy artykuł jest obszernym streszczeniem jednej z jego prelekcji nt. rzekomych niedoborów białkowych, do jakich – w powszechnym przekonaniu – może prowadzić dieta roślinna.

Zachęcam cię do uważnej lektury.
Obiecuję: Nie pożałujesz.

Dr John McDougall jest lekarzem internistą, absolwentem Uniwersytetu Medycznego w Michigan; praktyka w Queen’s Medical Center w Honolulu.

W latach 1973-1976 pracował jako lekarz na plantacji cukru na Hawajach, gdzie zainteresował się relacją pomiędzy sposobem żywienia a zdrowiem. W latach 1986-2002 prowadził swój program diety roślinnej (McDougall Program) w szpitalu św. Heleny w Kalifornii, w latach 1999-2001 również w Minneapolis a od 2002 w Santa Rosa w Kaliforni.

Program McDougalla jest sposobem żywienia zatrzymującym i/lub cofającym rozwój chorób przewlekłych; trzonem rekomendowanej przez niego diety są produkty skrobiowe (ziemniaki, ryż, kukurydza, produkty pełnoziarniste – makarony, tortille, chleby) warzywa i owoce.

McDougall jest autorem 13 bestsellerowych książek, w tym jednej z najpoczytniejszych podręczników dla wegan – ‘The Starch Sollution’, opublikowanej w Polsce pod tytułem ‘Zdrowie bez recepty, czyli skrobia, która leczy’.

* *

Dr John McDougall uważa, że informacje, które codziennie gromadzimy nt. białka, czerpiąc je z otaczającego nas świata – niefortunnie – są często szkodliwe nie tylko dla nas samych, ale i dla całej planety.

Swoją prelekcję rozpoczyna od stanowczego stwierdzenia:

Niedobór Białka’
to Śmiercionośne Kłamstwo!

Podkreśla, że od 40 lat (!) studiuje prasę naukową, usilnie poszukując potwierdzonych naukowo doniesień o jakimkolwiek przypadku niedoborów białka u ludzi żywiących się dietą roślinną. Od czterdziestu lat prosi też wszystkich swoich znajomych lekarzy, by poinformowali go, gdyby natknęli się na takie dane.

Taki przypadek NIGDY nie miał miejsca (!)

Wzmianki o niedoborze białka McDougall często kwituje takim zestawem pytań:

– Jak wiele przypadków niedoborów białka widziałeś?
– Jak wiele przypadków nadwagi widziałeś?
– Jak wiele przypadków chorób serca widziałeś?
– Jak wiele przypadków raka piersi widziałeś?
– Czy wiesz, że ludzie z tymi chorobami jedzą dużo cudownego białka?

Przekonanie, że białko jest naszym najważniejszym składnikiem odżywczym McDougall uważa za skrajnie niebezpieczne, gdyż może doprowadzić do naszej śmierci. Sądzi, że należy obalić tezę, iż ‘białko jest królem’.

Zdaniem McDougalla typowym i największym problemem, z jakim borykają się jego pacjenci (miał ich ~12 tys.) to ignorancja jego kolegów po fachu, lekarzy, w dziedzinie dietetyki i potrzeb żywieniowych człowieka. Daje się ona zobrazować następującym cytatem:

– Nie może pan zostać weganinem, bo to grozi niedoborem białka. Musi pan jeść mięso i inne wysoko kwalifikowane produkty zwierzęce.

Jaką szansę na powrót do zdrowia ma np. pacjent po zawale otrzymujący taką błędną informację od swojego lekarza? Szczególnie w sytuacji, gdy narzędzia terapeutyczne oferowane przez współczesną medycynę – w najlepszym wypadku, jedynie czasowo naprawiają jego problem (zamknięta tętnica).

Tak naprawdę, aby leczyć pacjenta lekarz powinien zejść do sedna problemu, którym jest… ŻYWIENIE. Jako lekarz-żywieniowiec dr McDougall – przez całe swoje zawodowe życie – jest właśnie w ten sposób ‘hamowany’ przez swoich kolegów lekarzy, którzy przekazują pacjentom błędną wiedzę nt. potrzeb żywieniowych człowieka.

Dlaczego tak się dzieje? Gdzie i kiedy popełniliśmy błąd?

Największy nasz błąd – jak zawsze – polega na tym, że przeceniamy wagę niektórych eksperymentów, wyciągając z nich błędne wnioski i obdarzamy zaufaniem niewłaściwe autorytety, inne zaś eksperymenty pozostawiamy w zapomnieniu, zupełnie nie doceniając płynącej z nich nauki.

A.
BŁĘDY

1. Badaniami przecenionymi i błędnie zinterpretowanymi – były eksperymenty na szczurach, przeprowadzone w roku 1914 przez Osborna i Mendela. Badania polegały na ocenie wpływu różnych diet białkowych na szybkość wzrostu zwierząt. Szczury rosły gorzej na białkach roślinnych, a lepiej na białkach zwierzęcych, doszliśmy więc do wniosku, że białko zwierzęce jest ‘klasą A’ wszystkich białek.

2. Carl von Voit (1831-1908) – do dziś uważany jest przez niektórych za ojca współczesnej dietetyki. Naukowiec ten znany jest do dziś z tzw. ‘standardu Voit’a’ (118 g białka / dobę). To on jest autorem przekonania, że jeśli jesz mięso – to ono zamienia się w mięso. Carl von Voit twierdził, że „ludzie instynktownie wybierają najlepsze dla siebie jedzenie, jeśli ich tylko na to stać”.

Historia pokazała – jak bardzo się mylił: Współcześnie 80% mieszkańców USA ma nadwagę, 40% jest otyłych, połowa ma cukrzycę lub pre-cukrzycę, 1/3 ma lub będzie miała raka, połowa ma lub będzie miała chorobę niedokrwienną serca lub zawał, a większość z nas umiera przedwcześnie (cały czas obawiając się o niedobór białka w diecie). A wszystko to – jest efektem instynktownie wybieranego jedzenia, obfitującego w zwierzęce białko ‘klasy A’.

3. Oliwy do ognia dodają publikacje niedostatecznie poinformowanych autorów – twórców diet. Dobrym przykładem jest książka ‘Dieta dla małej planety’. W 1971 roku wydano bestseller autorstwa Frances Moore Lappe o tytule: ‘Diet for a Small Planet’, w którym autorka twierdziła – mimo badań Williama Rose’a, które opublikowano 14 lat wcześniej – że żywność roślinna zawiera zbyt mało aminokwasów egzogennych, a więc jest ona niekompletna.

Autorka opublikowała swoje przeprosiny i sprostowanie, przyznając, że się myliła – dopiero 10 lat później. W tym czasie sprzedano jednak już 3 mln egzemplarzy jej książki; idea została rozpropagowana.

B.
BADANIA I FAKTY
NIEDOSTRZEGANE

1. Mikkel Hindhede (1862-1945), duński lekarz i żywieniowiec, był dyrektorem Duńskiego Narodowego Laboratorium Badań Żywieniowych w Kopenchadze i doradcą żywieniowym duńskiego rządu podczas I Wojny Światowej.

Hindhede prowadził eksperymenty z roślinną dietą niskobiałkową. Jego książka ’Perfect Health and the Path to Get It’ (‘Doskonałe zdrowie i ścieżka ku jego osiągnięciu’) – wydana została w roku 1934, jednak eksperymenty prowadził już wcześniej (przełom XIX/XX w). Hindhede badał ludzi, którzy przez rok jedli tylko ziemniaki (z niewielką ilością tłuszczu) lub ziarna (produkty pełnoziarniste). Po roku takiej diety – u żadnego z badanych NIE STWIERDZIŁ NIEDOBORÓW BIAŁKOWYCH.

Konkludował, że: „Minimalne zapotrzebowanie na białko jest tak niskie, że nie może być osiągnięte; dlatego usunięcie mięsa z diety nie będzie miało niekorzystnych konsekwencji”.

Dzięki jego badaniom, podczas blokady żywieniowej w trakcie I Wojny Światowej (1914-1918) – licząca 3 mln ludzi populacja Duńczyków… nie jadła mięsa. W tym czasie zmniejszyła się w Danii ilość chorób o 34%; nigdy wcześniej ani później społeczność Danii nie osiągnęła takiego poziomu zdrowotnego. (W tym samym okresie w Niemczech zmarło ~400 tys. ludzi z powodu niedożywienia).

2. Russell Henry Chittenden (1856-1943) [publikacje: ‘Physiological Economy in Nutrition’ (‘Fizjologiczna ekonomia w żywieniu’) 1905; ‘The Nutrition of Man’ (‘Żywienie człowieka’) – kurs 8 wykładów dla Lowell Institute of Boston, 1907]

Chittenden prowadził doświadczenia najpierw na sobie, potem na 5 ochotnikach z Yale, 13 żołnierzach (bardzo aktywnych fizycznie) i 8 sportowcach – studentach Yale. Badał dzienną dietę i mocz. Doświadczenia polegały na dostarczaniu w diecie 1/3 do 1/2 typowego amerykańskiego dowozu białka w diecie. Stwierdził, że dzienna dostawa białka w ilości 40-50g – jest w zupełności wystarczająca. (Przy okazji stosowania takiej diety odnotował, że wyniki wszystkich sportowców poprawiły się o 35%.)

3. Stanisław Kazimierz Kon (1900-1986; brytyjski technolog żywności i biochemik pochodzenia polskiego) i Aniela Klein – w 1928 r. opublikowali artykuł w Biochemical Journal (nr 22(1), str. 258-260) nt. doświadczenia prowadzonego pod okiem dr Kazimierza Funka* (a więc prawdopodobnie eksperyment odbywał się w Państwowym Zakładzie Higieny w Warszawie, którym w tym czasie kierował Funk)

*) Kazimierz Funk (1884-1967) – ważna postać światowej nauki o żywieniu; biochemik; twórca terminu ‘witamina’; odkrył wit. B1 (i jako pierwszy wyodrębnił ją z otrąb ryżowych)

Doświadczenie polegało na tym, że dwie osoby, kobieta (lat 28) i mężczyzna (lat 25) przez 167 dni (4 XII 1924 – 20 V 1925) żywili się prawie wyłącznie ziemniakami. Ich dieta składała się z:

– ziemniaków (mężczyzna jadł ~1,7 kg ziemniaków dziennie, kobieta ~1 kg).
– masła lub tłuszczu świni (zapewne smalcu) w ilości okolo 120-150g / dobę
– owoców (jabłek i gruszek)
– herbaty, kawy i cukru – okazjonalnie.

Oboje zachowali dobry stan zdrowia i pierwotną wagę ciała (mężczyzna nawet nieco schudł, gdyż pod koniec eksperymentu uprawiał więcej ćwiczeń fizycznych). Przez 6 m-cy dieta im się nie znudziła i nie odczuwali też pragnienia jej zmiany. Praktycznie całość spożywanego przez nich białka – pochodziła z ziemniaków.

I wreszcie:

4. William C. Rose (1887-1985) – profesor biochemii na Uniwersytecie Illinois, odkrywca dwóch ostatnich aminokwasów.

Rose wiedział, że dla szczurów aż 10 z 20 aminokwasów budujących białka – to aminokwasy egzogenne (a więc takie, które muszą być dostarczane w pożywieniu, gdyż organizm szczurów nie potrafi ich produkować z innych aminokwasów). Zastanawiał się, czy tak samo jest z ludźmi. W latach 1940-stych przeprowadził więc serię takich oto doświadczeń:

Sporządził miksturę ‘kukurydzianą’ (cornmeal) zawierającą wszystkie witaminy, minerały i odpowiednią ilość kalorii, jednakże (!) usunął z niej wszystkie białka. Dzięki temu mógł kontrolować jakie aminokwasy znajdują się w miksturze. Badając konkretny aminokwas, dodawał do mikstury wszystkie pozostałe, a zawartość tego jednego, badanego, powoli zmniejszał – aż do wystąpienia objawów niedoboru. Eksperymentował na swoich studentach, którym płacił 1 dolara dziennie za udział w eksperymencie.

Odkrył, że jesteśmy lepsi od szczurów – mamy tylko 8 aminokwasów egzogennych.

Podczas eksperymentów Rose określił minimalne zapotrzebowanie na aminokwasy egzogenne (i normę, czyli rekomendowaną ilość w pożywieniu) dla każdego z tych aminokwasów:

g/dobęMinimalne dzienne zapotrzebowanie
wg Rose’a
Rekomendowane dzienne zapotrzebowanie
wg Rose’a
Tryptofan0,250,50
Fenyloalanina0,280,56
Leucyna1,102,20
Izoleucyna0,71,4
Lizyna0,81,6
Walina0,81,6
Metionina0,110,22
Treonina0,51
RAZEM:4,549,08

Opis doświadczenia Williama Rose’a można odnaleźć w książce ‘The McDougall Plan’ wydanej po raz pierwszy przez New Winn Publishing w roku 1983, oraz w książce ‘The Starch Sollution’, opublikowanej w Polsce pod tytułem ‘Zdrowie bez recepty, czyli skrobia, która leczy’.

Rekomendowane zapotrzebowanie dorosłego człowieka na wszystkie aminokwasy egzogenne ustalił Rose podwajając zapotrzebowanie minimalne. Poniższa tabela – prócz zapotrzebowań według Rose’a – przedstawia też zawartość aminokwasów egzogennych w niektórych produktach spożywczych.

Poniżej – zapotrzebowanie a zawartość aminokwasów egzogennych:

g/dobęMin zapotrz wg Rose’aRekom. zapotrz wg Rose’aKukurydzaBrązowy ryżPłatki owsianeMąka pszennaBiała fasolaZiemniakiSłodkie ziemniakiBulwa taro (kolokazja)SzparagiBrokułyPomidorDyniaStek wołowyJajaMleko
Tryptofan0,250,500,660,711,41,41,80,80,81,03,93,81,41,53,13,82,3
Fenyloalanina0,280,565,133,15,85,910,93,62,53,010,212,24,33,011,213,97,7
Leucyna1,102,2012,05,58,18,017,04,12,65,214,616,56,16,022,421,015,9
Izoleucyna0,71,44,13,05,65,211,33,62,23,011,912,84,44,314,315,710,3
Lizyna0,81,64,12,54,03,214,74,42,13,415,514,86,35,523,915,312,5
Walina0,81,66,84,56,45,512,14,43,43,516,017,34,24,315,117,711,7
Metionina0,110,222,11,11,61,02,01,00,80,65,05,11,11,06,87,43,9
Treonina0,514,52,53,63,58,53,42,12,79,912,54,92,712,112,07,4
RAZEM:4,549,08














BIAŁKO RAZEM:2037 (WHO)10964108120198824558330338150115276238160

Badania te opublikowano w 1957 roku w Nutrition Abstracts and Reviews. /Rose W. ‘The amino acid requirement of adult man’ (‘Zapotrzebowanie dorosłego człowieka na aminokwasy’) Nutr Abstr Rev. 1957 Jul;27(3):631-47/

Na zakończenie – McDougall przytacza ekstremalnie dramatyczne wydarzenie, które jednak powinniśmy przemyśleć, gdyż ma wielkie znaczenie dla rozważanego problemu niedoborów białka:

5. W 1981 roku dziesięcioro więźniów, bojowników Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA) podjęło głodówkę. Jeden z nich zmarł w wyniku komplikacji po ranie postrzałowej, jednak dziewięcioro pozostałych zmarło z powodu głodówki (trwała 57-73 dni). Ich ciała poddano badaniom patomorfologicznym. Okazało się, że w chwili śmierci stracili:

– 40% wagi ciała
– 94% tłuszczu
– tylko 19% białka

Oznacza to, że wszyscy umarli z powodu utraty… tłuszczu. Nie białka (!), gdyż w chwili śmierci ich organizmy wciąż posiadały 81% pierwotnych zasobów białka.

Zdaniem McDougalla, w ustach ludzi troszczących się o nasze zdrowie i życie właściwszym od ‘skąd bierzesz białko?’ – byłoby pytanie: ‘skąd bierzesz tłuszcz?’

Ci, którzy mówią o niedoborze białka – najczęściej przywołują chorobę zwaną kwashiorkor… Tymczasem – Uwaga! – kwashiorkor NIE JEST chorobą niedoboru białkowego!!! Jest ogólnym niedożywieniem z powodu głodu i chorób. Dzieci odzyskujące zdrowie po głodzeniu lub niedożywieniu – przybierają na wadze 18 razy szybciej niż zwykle i wystarczają im do tego w zupełności produkty roślinne, takie jak maniok (Cassava Root*) – zawierający raptem 3,4% białka!

*) Cassava (maniok) jest podstawowym produktem spożywczym dla 800 mln ludzi na świecie (Afryka, Azja, Ameryka Pd.); Cassava jest dla Afrykańczyków tym, czym mąka jest dla Europejczyka albo ryż dla Azjaty.

Potwierdza to eksperyment, a raczej zdarzenie, dotyczące powrotu do zdrowia 11 głodujących dzieci w Peru, w wieku od 8 do 35 m-cy. Dzieci te jadły prawie wyłącznie ziemniaki (całe białko i 75% spożywanych przez nie kalorii – pochodziło z ziemniaków). Odnotowano doskonałą poprawę stanu zdrowia dzieci [źródło: J Nurt. 1981 Oct;111(10):1766-71].

Niedobór białka u wegan…?
Zdaniem McDougalla…

Coś takiego nie istnieje!!!

Poniższe akapity są skrótem prelekcji, którą odnaleźć można na YouTube, na kanale ‘Dr McDougall Health & Medical Center’ – epizody: McDougall Mastermind – Everything You Need to Know About Protein – Part 1, Part 2. Jeśli wolisz czytać – zachęcam do lektury.

* *

Białko – najbardziej toksyczny składnik odżywczy

Białko – wg McDougalla:
W pożywieniu jest 5 głównych makro-składników (węglowodany, białka, tłuszcze, błonnik i woda). Prócz nich są też mikro-składniki (witaminy i minerały) oraz składniki nie-odżywcze (cholesterol) i inne zanieczyszczenia. Makro-składnikiem, który jest promowany jako ratujący nasze życie – jest BIAŁKO.

Białko zbudowane jest z 20 aminokwasów; z tych samych 20-stu aminokwasów składają się wszystkie białka i zwierzęce i roślinne (podobnie jak z tych samych liter alfabetu składają się wszystkie słowa naszego języka).

Aminokwasy

Zmieniając sekwencje i ilości tych aminokwasów, budujemy wszystkie białka występujące w naturze. Rozkład aminoKWASÓW – prowadzi do powstania kwasowych komponentów. Niektóre aminokwasy – bardzo rozpowszechnione w produktach zwierzęcych – są szczególnie niebezpieczne. Są nimi te najbardziej kwasowe, a więc te zawierające siarkę. Są to dwa aminokwasy (cysteina i metionina) – jako że zawierają siarkę, rozkładają się do kwasów ‘siarkowych’.

Bezsprzecznie – potrzebujemy białek. Pełnią niezwykle ważne funkcje w naszym organizmie (np. białkami są przeciwciała, hormony, enzymy trawienne, kolagen, hemoglobina, ferrytyna, rodopsyna, aktyna i miozyna – budujące nasze mięśnie, itd.).

Bardzo ważnym pytaniem jest wiec:

ILE BIAŁEK POTRZEBUJEMY?

Zdaniem McDougalla, zapotrzebowanie ssaków na białko najlepiej określać na podstawie analizy składu białka mleka, które te ssaki produkują dla swego potomstwa. Okazuje się, że mleko różnych gatunków ssaków znacznie różni się swoim składem (w tym również zawartością białka).

W porownaniu do ludzi walenie mają 20 do 30 razy mniej węglowodanów (laktozy), za to 10 razy więcej tłuszczu i 8 razy więcej białka. Żywiąc się wyłącznie mlekiem matki młode walenie odbywają podróż Alaska – Hawaje – Alaska, co dowodzi, że ilość białka zawarta w mleku matki jest wystarczająca dla młodego osobnika podczas okresu swojego najszybszego wzrostu.

Mleko ludzkie ma tylko 1,2 g białka w 100g mleka, podczas gdy szczury mają go aż 11,8 g. Zauważ, że podwojenie masy ciała u człowieka zajmuje 4-6 miesięcy, a u szczurów – 4,5 dnia. Poniższe zestawienie obrazuje związek pomiędzy zawartością białka w mleku a szybkością wzrostu u poszczególnych gatunków zwierząt:

ZwierzęBiałko g / 100g mlekaPodwojenie wagi (dni)
Człowiek1,2180
Koń2,460
Krowa3,347
Koza4,119
Pies7,18
Kot9,57
Szczur11,84,5

Spójrz na różnice składu mleka ludzkiego i mleka krowy:

Składnik odżywczyCzłowiek mg/100 CalKrowa mg/100 Cal
Wapń45194
Fosfor18152
Sód2380
Potas72246

Ludzie – niemowlaki (aż do 2-3 roku życia) otrzymują w mleku matki 5% kalorii z białka. Na tej podstawie WHO rekomenduje, by ludzie dorośli również spożywali 5% kalorii z białka, ale (!) – jest to przecież zapotrzebowanie podczas maksymalnego wzrostu (ewentualnie – podczas regeneracji). Nasze podstawowe potrzeby są jednak mniejsze: ~3% kalorii z białka.

A więc:

Ludzie potrzebują bardzo niewiele białka i żywność roślinna zawsze dostarcza jego wystarczającą ilość w stosunku do zapotrzebowania. W przeciwieństwie do roślinnej – żywność zwierzęca ZAWSZE dostarcza NIEPOTRZEBNY NADMIAR:

– wołowina – 53%;
– kurczak – 46%;
– wieprzowina – 29%;
– łosoś – 43%;
– jaja – 32%;
– sery – 25-70%.

Przyznaj, że w porównaniu z naszym zapotrzebowaniem (3-5%) to po prostu zbyt dużo!
A jak jest w przypadku żywności roślinnej?

– mąka kukurydziana – 9%;
– brązowy ryż – 9%;
– owsianka – 15%;
– biały ryż – 7%;
– mąka pszenna pełnoziarnista – 16%;
– mąka biała – 11%;
– maniok – 10%;
– ziemniak – 8%;
– batat – 7%;
– fasola – 27%;
– groch – 28%;
– marchew – 10%;
– grzyby – 12%;
– cebula – 32%;
– sałata – 40%;
– szparagi – 42%;
– brokuły – 42%;
– szpinak – 51%.*

*) W przypadku szpinaku i innych warzyw z wysoką zawartością białka (cebula, sałata, szparagi, brokuły) – pamiętaj, że dostarczają one bardzo mało kalorii, więc nawet jeśli 40-50% ich energii pochodzi z białka – tak naprawdę dostarczają niewielkie ilości białka. Dużo niebezpieczniejsze są rośliny strączkowe (soja, fasola, groch, soczewica, bób).

Stosując dietę roślinną naprawdę nie musimy się obawiać ‘niedoboru białka’. Największe i najsilniejsze zwierzęta na naszej planecie – słoń, hipopotam, żyrafa – to roślinożercy, a więc… weganie.

Gladiatorzy – zwani byli ‘jęczmiennymi ludźmi’ nie przez przypadek. Analiza zawartości minerałów w kościach szkieletów 60 gladiatorów dowiodła, że żywili się skrobią – jęczmieniem i fasolą; białko jęczmienia dostarcza tylko 12% kalorii.

W latach 1987 – 2016 aż 40% zwycięstw w maratonach i biegach długodystansowych – przypadało sportowcom z Kenii i Etiopii. Ich dietę w 80% stanowi kukurydza (białko w kukurydzy dostarcza tylko 8% kalorii). Ich głównym pożywieniem jest UGALI – kaszka kukurydziana gotowana na wodzie (‘grysik kukurydziany’)

Spożycie białka różni się w różnych dietach:

200-400g/dobę – ludzie stosujący diety Low-Carb (niskowęglowodanowe)

100-250g/d – dieta South Beach

150g/d – dieta Zone

150-350g/d – dieta Atkinsa

75-160g/d – zwykła dieta zachodnia

40-60g/d – mieszkańcy wiejskich obszarów Azji (dieta azjatycka)

30-80g/d – pacjenci na diecie McDougalla

* *

Minimalne dzienne zapotrzebowanie na białko (wg McDougalla) to: 20-30 g

* *

Wbrew założeniom Carla von Voita – ludzie nie posiadają zmysłu pozwalającego na rozróżnienie – które pokarmy (lub używki) są dla nas właściwe, a które nas zabijają. Gdybyśmy po jednym papierosie trafiali pod respirator albo umierali po jednym drinku czy steku – nikt nie jadłby mięsa, nie pił i nie palił. Ale nasz organizm jest naprawdę ‘mocny’ i pozwala nam na powolne zatruwanie się.

Żyjemy w świecie, w którym nauka jest ignorowana przez wielką część naszej populacji. Kierujemy się złymi informacjami, dajemy się wprowadzać w błąd. Nie powinniśmy się martwić niedoborem białka. Powinniśmy się martwić jego NADMIAREM.

Wszyscy powinniśmy szerzyć prawdę – rozpowszechniać to, co mówi nauka – nawet, jeśli ludzie to odrzucają.

Mówiąc o białku, większość ludzi myśli o żywności odzwierzęcej. Spotykając weganina ludzie pytają ‘skąd bierzesz białko?’ a zaraz potem: ‘skąd bierzesz wapń?’ Przyczynę tego stanu rzeczy McDougall upatruje w standardowych marketingowych praktykach biznesowych. Reklamy przekonują nas, że:

mięso = białko

nabiał = wapń

ryby = tłuszcze omega 3

Praktyka marketingowa polega na tym, że ‘biznes’ odnajduje unikalną właściwość swojego produktu i wiąże ją z niebezpieczeństwem zdrowotnym (a nawet śmiercią) twoim i twojej rodziny – jeśli nie kupisz ich produktu. Nie ma to nic wspólnego ze spiskową teorią dziejów; to zwykła strategia biznesowa – chodzi o zysk i stratę. Niemniej propaganda jest tak mocna, że przekonuje nas, że aby pozostać zdrowym musimy zdewastować oceany (połów ryb: tłuszcze omega 3*) i lądy (hodowla bydła: białko + wapń).

*) Nawiasem mówiąc: Tłuszcze omega 3 produkowane są wyłącznie przez ROŚLINY, a ryby nabywają je zjadając glony, algi i wodorosty.

Tak więc producentom żywności i ich marketingowcom chodzi wyłącznie o biznes, o ekonomię, i nie ma to nic wspólnego z prawdą o żywieniu.

Wszystkie produkty odzwierzęce – są takie same!

McDougall sugeruje, żebyśmy myśleli o żywności odzwierzęcej jako o produktach podobnych (noga świni = ogon ryby = skrzydełko kurczaka = noga krowy = mięśnie zwierząt). To uchroni nas przed błędem polegającym na mniemaniu, że jeśli zamienimy mięso czerwone na białe (wołowinę na kurczaka albo kurczaka na rybę) to poprawimy swoje zdrowie. Nie da się poprawić zdrowia przesiadając się z jedzenia podobnego na podobne (z jednego mięśnia na inny mięsień).

Aby być innym – musisz jeść inaczej.
Rośliny – są INNE.

Jeśli spojrzysz na zawartość tłuszczu (liczoną w kcal) w różnych produktach zwierzęcych – zobaczysz, że ilości te są podobne (50-70%). Również procentowe zawartości białka (liczone w kcal) są bardzo zbliżone. Mają też podobne zawartości cholesterolu – występuje on TYLKO w produktach zwierzęcych.

Jeśli z kolei spojrzysz na rośliny – mają inne zawartości tłuszczu (15 razy mniejsze), mają relatywnie mniejsze zawartości białka i nie mają cholesterolu w ogóle.

Z nabiałem – jest podobnie. Według McDougalla:

Nabiał – to PŁYNNE MIĘSO

Bo to – po prostu – wydzieliny gruczołów ssaków.
Porównując mieloną wołowinę do sera cheddar zauważysz, że mają podobną zawartość procentową tłuszczu (w kcal) – ~70%, podobna zawartość białka (~30% kcal), brak węglowodanów, brak błonnika i podobne zawartości cholesterolu.

Jak to możliwe, by można być zdrowszym, przestawiając żywienie z mięśni zwierząt na wydzielinę zwierząt? Niektórzy sądzą, że polepszą zdrowie zostając wegetarianami; ich intencje są cudowne, ale… padają ofiarą niedoinformowania; braku wiedzy.

Za życia McDougalla (ostatnie 60 lat) – pogorszyło się znacząco zdrowie ludzi w związku z produkcją i konsumpcją zwierzęcą (i jednocześnie spadkiem spożycia skrobi, warzyw i owoców). Spożycie mięsa, które w 1961 roku wynosiło ~70 mln ton – wzrosło do ~350 mln ton w roku 2018.

Już 20 lat temu WHO opublikowało, że przeżywienie jest większym problemem zdrowotnym niż niedożywienie (głód).

Kto zbiera benefity – kto na tym zyskuje? Przede wszystkim – przemysł spożywczy. Najbardziej zyskowna jest sprzedaż wysokobiałkowych produktów zwierzęcych.

Reklamy prześcigają się w konkurencji: ’mój produkt ma więcej białka niż twój’ (batony, proszki białkowe, koncentraty mięsne; w wyścigu tym uczestniczą nawet produkty strączkowe). W wyścig ten doskonale wpasowały się diety proteinowe (diety Atkinsa, Ducana, South Beach, ketogeniczna, strefowa, Sugar Busters).

Jedząc produkty zwierzęce – ludzie stali się otyli (80% populacji krajów rozwiniętych ma nadwagę lub otyłość). Są zdesperowani by schudnąć, jednak nie rozumieją, że tłuszcz, który jesz – to tłuszcz, który nosisz; nie przyjmują do wiadomości, że 'arystokratyczne’ jedzenie sprawia, iż wyglądamy jak królowie i królowe (otyłość + choroby).

Stosując diety niskowęglowodanowe i wysokoproteinowe, stają się chorzy i tracą apetyt. Efekt jest szybki (ze względu na szybką utratę wody – efekt diuretyczny diet wysokobiałkowych). Potem pojawiają się mdłości, bo wprowadzają swój organizm w stan nazywany ketozą.

* *

Konsekwencje spożywania nadmiaru białek

Według McDougalla:

Białko jest najbardziej toksycznym
ze wszystkich składników spożywczych.

Im więcej jesz białka, tym jesteś słabszy, a nie silniejszy. Ludzie wierzą, że białko daje im mięśnie, siłę, witalność, moc, energię, wigor, agresywność. Prawda jest dokładnie odwrotna: nadmiar białka daje utratę masy kostnej, osteoporozę, niszczy nerki, wywołuje kamicę nerkową, dysfunkcję odporności, zapalenia stawów, promuje nowotwory, obniża energię życiową i wprowadza w złe zdrowie.

Nadmiar białka jest dla organizmu niszczący. Praktycznie każdy, kto jada duże ilości wołowiny, wieprzowiny i drobiu jest chory; to wszystko kumuluje się z wiekiem; sumuje się (prowadzi do przedwczesnej śmierci i chorób):

– 1/3 populacji ma wysoki cholesterol
– 1/3 populacji ma nadciśnienie
– ponad 30% jest otyłych (w ciągu 10 lat – aż 70% ludzi dorosłych będzie otyłych)
– ponad 65% ludzi ma nadwagę (w tym 17% dzieci)
– 10% ludzi ma cukrzycę (a 50% pre-cukrzycę)

Obecnie mamy pandemię chorób przewlekłych:

– 50% ludzi umiera przedwcześnie na choroby serca
– 50% mężczyzn i 30% kobiet – cierpi lub będzie cierpieć na zagrażający życiu nowotwór
– powyżej 60 roku życia aż 30% ludzi ma chorobę pęcherzyka żółciowego
– co siódmy człowiek cierpi na poważną zapalną chorobę stawów (artretyzm)
– 60% ludzi skarży się na halitosis (cuchnący oddech)
– większość ludzi ma problemy trawienne (od niestrawności po zaparcia)

Wszystko to jest efektem nadmiaru białek i tłuszczów zwierzęcych w pożywieniu.

Spożywcze trucizny

Jaka jest definicja trucizny?
Jest to substancja, która – będąc konsumowaną – zdolna jest spowodować chorobę lub śmierć żyjącego organizmu, gdyż posiada (nieodłączną) zdolność pogarszania zdrowia (niszczenia życia).

Przede wszystkim – trucizną jest… MIĘSO.
Poniżej – zestawienie problemów zdrowotnych powodowanych przez mięso:

CzynnikProblem zdrowotny
Wysoka zawartość kaloriiOtyłość, cukrzyca, choroby sercowo-naczyniowe, nowotwory
Wysoka zawartość tłuszczuOtyłość, nowotwory, cukrzyca
Wysoka zawartość tłuszczów nasyconychZawały serca, udary mózgu
Deficyt tłuszczów niezbędnychChoroby zwyrodnieniowe, stwardnienie rozsiane
Wysoka zawartość białekOsteoporoza, kamienie nerkowe, niewydolność nerek
Wysoka kwasowość (aminokwasy siarkowe)Osteoporoza, kamienie nerkowe
Wysoka zawartość cholesteroluMiażdżyca (udary, zawały)
Wysoka zawartość żelazaMiażdżyca (udary, zawały)
Brak błonnikaZaparcia, hemoroidy, IBS (zespół jelita drażliwego)
Brak węglowodanówZmęczenie, niska wytrzymałość
Brak witaminy CSłabe gojenie tkanek, szkorbut
Brak wapniaSłaba kondycja tkanek (ale potrzeby są nam bardzo małe ilości)

Białko zwierzęce w porównaniu z tą samą ilością białka roślinnego – podnosi cholesterol, podnosi poziom cukru, zmienia mikrobiom (nasze bakterie jelitowe są inne – mogą się przyczyniać do rozwoju nowotworów).

5 trucizn żywności odzwierzęcej:


5 trucizn żywności odzwierzęcej

Pierwszą z trucizn spożywczych jest BIAŁKO.

Powszechne przekonanie – mające swe korzenie jeszcze w poglądach Carla von Voita – brzmi: 

‘jedz mięso (mięśnie zwierząt), to zamieni się w twoje mięśnie’.

McDougall często żartuje sobie z tego poglądu, wzbogacając go o nowe spostrzeżenia: 

‘jedz mózg – będziesz mądrzejszy’,
‘jedz włosy – nie będziesz łysy’ 
itp.

Jego zdaniem ten tryb myślenia jest skuteczny jedynie w przypadku tłuszczu: 

‘jedz tłuszcz – będziesz tłusty’ 
(‘from lips to hips’ – z ust do bioder; 
‘fat you eat is fat you wear’ – tłuszcz, który jesz jest tłuszczem, który na sobie nosisz).

Co się dzieje z nadmiarem białka, które zjadamy? Nadmiar białka MUSI być wydalony przez nerki (nie zamieniamy mięsa w mięśnie!). Przy okazji – upłynniamy swoje kości, czego efektem ubocznym jest osteoporoza i kamienie nerkowe.

Jeśli jesz dużo białka (np. na diecie Atkinsa – do 400g białka dziennie) – organizm musi w jakiś sposób pozbyć się jego nadmiaru. Potrzebuje tylko 3% energii w postaci białka (15-30 g/dobę) – więc pozostałe 370 g jest nadmiarem! Co organizm ma z nim zrobić? Musi się go POZBYĆ.

Przy okazji:
Odnotowano, że ludzie budzą się ze śpiączki cukrzycowej / śpiączki wątrobowej – jeśli w procesie ich odżywiania zamieni im się białko zwierzęce na białko roślinne.

Kolejną z trucizn spożywczych są KWASY
(zakwaszenie organizmu)

Porównaj obciążenie nerek kwasami (RAL) dla produktów zwierzęcych i roślinnych:

wołowina – 6,3/100 kcal
kurczak – 7/ 100 kcal
dorsz – 9,3/100 kcal
ser cheddar – 10/100 kcal

ziemniak – -5/100 kcal
groch – 1/100 kcal
biała mąka – 1/100 kcal
banan – -6/100 kcal
jabłka – -5/100 kcal
pomidory – -18/100 kcal
szpinak – -56/100 kcal

McDougall często spotyka się z zarzutem, że wysoki ładunek kwasowy mają strączkowce. Jednak pyta zawsze: ‘w porównaniu do czego?’ Owszem – zestawiając je z innymi produktami roślinnymi, strączkowe wypadają źle, ale porównując je do produktów zwierzęcych, do mięs i serów – ich ładunek kwasowy jest 10x mniejszy.

Nie możemy pomijać też faktu, że jedząc rośliny strączkowe, prawie zawsze dodajemy do nich inne warzywa (np. szpinak czy pomidory są bardzo alkaliczne), które mają mocno ujemny ładunek kwasowy, co wpływa na końcowy ładunek posiłku. (np. zupa minestrone: fasola + ziarna + pomidory + szpinak; cały posiłek jest ostatecznie alkaliczny).

Jeśli twoje posiłki są kwasowe – organizm broni się przed zakwaszeniem rozpuszczając kości (węglany i cytryniany wapnia). Ujmując rzecz dobitnie, McDougall konkluduje: ‘Wysikujesz swoje kości w toalecie’.

Po latach stosowania diety zakwaszającej (bogatej w produkty zwierzęce) – twoje kości stają się słabe i podatne na złamania (osteoporoza) a w twoich nerkach pojawiaja się kamienie (95% kamieni nerkowych – zbudowane są z wapnia).

Czy posiadacze kamieni nerkowych powinni zostać weganami? Odpowiedź brzmi: TAK!

Poniższa tabela uwidacznia korelację pomiędzy złamaniami kości biodrowej (najniebezpieczniejsze ze złamań) z konsumpcją białka zwierzęcego na świecie. Tego już nie da się zanegować:


Złamania a białko zwierzęce w diecie


Kolejna tabelka dowodzi, że wzmożone spożycie wapnia niczego nie zmienia:


Złamania a wapń w diecie

Nie chodzi o dostarczanie wapnia w diecie.
Problemem jest kwasowość lub alkaliczność diety.

Nie osiągniesz właściwego ph krwi (~7,4) jedząc alkalizujące suplementy diety, które miałyby neutralizować kwasowe produkty (białka zwierzęce; wołowina, wieprzowina, mleko, sery itp.). Osiągniesz to jedynie żywiąc się na co dzień produktami roślinnymi (alkalicznymi).

Argumentem, na który często powołują się zwolennicy diet odzwierzęcych są Eskimosi: przez całe swoje życie żywią się produktami zwierzęcymi i cieszą się dobrym zdrowiem. Jest to NIEPRAWDA.

Artykuł z National Geogeraphic opublikowany w 1987 roku opisuje ciekawy fakt: natrafiono na ciała dwóch Eskimosek (20-latka [córka] i 40-latka [matka]), które zamarzły 500 lat temu. Badanie ich zwłok potwierdziło bardzo zaawansowaną osteoporozę i miażdżycę. Oszacowano, że jest to 10% większa utrata kośćca niż u kobiet na standardowej amerykańskiej diecie (mimo bardzo dużej aktywności fizycznej Eskimosek).

I teraz – UWAGA!:
Okazuje się, że nie tylko dieta zwierzęca, ale też roślinna może powodować kłopoty związane z nadmierną utratą wapnia z kości. Białko mąk również może prowadzić do wzmożonej utraty wapnia w moczem (mowa o mąkach zawierających gluten).

Dotyczy to również soi!
W kwestii utraty wapnia z kości – produkty z ‘izolowanym białkiem sojowym’ bywają nawet gorsze (!) od niskotłuszczowych produktów zwierzęcych. Izolowane białko sojowe – jest pozbawiane błonnika, węglowodanów i tłuszczów; wcale nie jest lepsze od białka zwierzęcego!

Jeśli chcesz być weganinem – musisz być świadomy, że białko roślinne, zamienione w formę ‘nienaturalną’ (przetworzone) – też ma szkodliwe dla ciebie efekty.

TRZECIĄ trucizną produktów zwierzęcych są TŁUSZCZE

Porównaj ilości kalorii przypadające na tłuszcz w poniższych produktach:

– kurczak – 51% kcal
– kurczak (mięso) – 24% kcal
– kaczka – 76% kcal
– gęś – 65% kcal
– indyk – 45% kcal
– wołowina 50%
– łosoś – 54% kcal

– ziemniak – 1% kcal
– fasola – 4% kcal

Produkty zwierzęce mają – średnio – 15 razy więcej tłuszczu niż produkty roślinne.

Tłuszcz, który jesz jest – po prostu – tłuszczem, który nosisz. Bez względu na to, czy pochodzi z masła czy smalcu (tłuszcze nasycone), z ryb (tłuszcze omega 3), z oliwy (tłuszcze jednonienasycone), z margaryn czy z olejów (wielonienasycone tłuszcze trans.)

Jeśli pobrałbym fragment twojego tłuszczu i oddał go do laboratorium – to po analizie powiedziałbym ci dokładnie co lubisz jeść. Powiedzenie ‘From lips to hips’ (z ust do bioder) – jest prawdą! Prawdą jest też to, że tłuszcz twojego organizmu wymienia się wolno – co 800-900 dni.

Jak stracić nadmierną wagę ciała? Nie jeść tłuszczów!!!
(Tu wcale nie chodzi o cukier!)

Wbrew powszechnym przekonaniom – organizmowi wcale nie jest łatwo zamienić cukier w tłuszcz. Mamy bardzo ograniczoną możliwość, by to robić. Dla organizmu jest to bardzo bolesny (kosztowny!) wysiłek. Zamiana cukru w tłuszcz wymaga utraty 30% kalorii, a organizm NIE CHCE ich tracić! Taka utrata energii jest niepotrzebna; nasz organizm zaprogramowany jest na gromadzenie energii – gromadzi tłuszcze na zapas.

Kolejna trucizna: CHOLESTEROL

Spójrz na zestawienie, obrazujące zawartości cholesterolu:

– kurczak – 37 mg/100 kcal
– kurczak (mięso) – 49 mg/100 kcal
– kaczka – 25 mg/100 kcal
– gęś – 30 mg/100 kcal
– indyk – 40 mg/100 kcal
– wołowina – 34 mg/100 kcal
– łosoś – 31 mg/100 kcal

– ziemniak – 0 mg/100 kcal
– fasola – 0 mg/100 kcal

Tylko produkty zwierzęce zawierają cholesterol.

Zawały serca, udary mózgu… – jeśli się ich obawiasz – wystarczy przejść na dietę roślinną (skrobiową + warzywa i owoce).

Chcąc utracić wagę – niestety – ludzie przechodzą na diety wysokoproteinowe i wysokotłuszczowe. Myślą tak: ‘Wystarczy, że wejdę do fast-food’ziarni albo restauracji, zamówię to co najbardziej lubię (w ilościach jakie mi się chce) – i jestem na diecie Atkinsa’.

Na początku chudniesz (tracisz wagę), bo pozbawiasz własny organizm całego zapasu ~1 kg glikogenu w wątrobie i mięśniach (i przy okazji 2 litrów wody) i mówisz: straciłem w ciągu 6 dni 3 kg masy ciała.

W czasie diety – podnosisz (niewyobrażalnie!) ryzyko pojawienia się kamieni nerkowych, niszczysz swoje kości, podnosisz ryzyko zachorowania na raka i choroby sercowo-naczyniowe, ale… kontynuujesz, bo masz nudności i czujesz się tak chory że nie chce ci się jeść (znika naturalne uczucie głodu); na własne życzenie – wprowadziłeś swój organizm w stan choroby.

Wielka szkoda, że tak trudno jest odnaleźć badania porównujące diety niskobiałkowe i niskotłuszczowe z dietami wysokobiałkowymi i wysokotłuszczowymi.

NIE MA żadnych badań naukowych mówiących o tym, że diety niskobiałkowe i niskotłuszczowe – mogą prowadzić do chorób sercowo-naczyniowych. Mnogie badania potwierdzają natomiast wzrost zachorowalności i śmiertelności na choroby sercowo-naczyniowe u ludzi stosujących diety wysokobiałkowe:

Choroby sercowo-naczyniowe

Naczynia krwionośne organizmu są niszczone poprzez spożycie niewłaściwych rodzajów pożywienia (nasycone kwasy tłuszczowe, cholesterol – sery, kurczak, mleko, ryby, wołowina, wieprzowina itd.). Destrukcja ta odbywa się WEWNĄTRZ naczyń; tego nie widać… Rodzaj rozwijającej się choroby zależy od tego, co zaopatrują dane naczynia krwionośne.

Np.

OKO – ‘macular degeneration’ (zwyrodnienei plamki żółtej) – najczęstsza przyczynę ślepoty u ludzi starszych.

– To samo dotyczy SŁUCHU – naczynia zaopatrujące ucho wewnętrzne; pojawia się szum w uszach (tinnitus) i zawroty głowy (vertigo).

MÓZG (naczynia mózgowe) – powstają udary

SERCE (naczynia wieńcowe) – choroba wieńcowa, zawał

TĘTNIAKI (aneurysma) – ograniczone rozszerzenie światła naczyń krwionośnych, wypełnione krwią.

NERKI – zmniejszenie ich ukrwienia prowadzi do niewydolności nerek

ZAWAŁ – rodzaj martwicy (obszaru dowolnego narządu lub dowolnej tkanki) spowodowany ograniczeniem przepływu krwi przez ten obszar narządu lub tkankę. Może dotyczyć np. jelita, kości, kręgosłupa, dysków które amortyzują kręgosłup – powstają w nich zmiany zwyrodnieniowe. Pytasz lekarza: ’Dlaczego mam pęknięty dysk? Przecież nie podnosiłem ani fortepianu ani Volksvagena, tylko – po prostu – chciałem się odwrócić?’ Tymczasem twój dysk pękł, bo przez lata degenerował z powodu małego odżywienia, małego przepływu krwi – spowodowanego błędnym żywieniem.

CHROMANIE PRZESTANKOWE – niewłaściwe krążenie naczyń krwionośnych nóg powoduje, że po pewnym czasie zaczynasz odczuwać ból podczas chodzenia (musisz się zatrzymać, poczekać i dopiero jak ból minie możesz iść dalej); na diecie roślinnej McDougalla (bez tłuszczu i cholesterolu) już po 5 dniach widać efekt: możesz bez bólu iść nieco dalej.

GANGRENA (zgorzel) – powstaje tylko w miejscach, w których dochodzi do martwicy jakiejś tkanki (z powodu urazu lub jej niedotlenienia – np. stopa cukrzycowa) a jednocześnie tkanka ta – choć przez chwilę – ma kontakt z bakteriami beztlenowymi (gnilnymi) z rodzaju Clostridium.

IMPOTENCJA – jest pochodną zwężenia naczyń penisa (ciała gąbczase penisa nie mają jak się wypełnić krwią)

W miarę jak ludzie stają się starsi – coraz więcej naczyń krwionośnych (60 000 kilometrów naczyń) ma kłopoty z transportowaniem krwi – wszystkie naczynia przez całe nasze życie pozostają pod wpływem tego co jemy.

Ostatnia TRUCIZNA:
aminokwasy zawierające siarkę

Aminokwasy te to metionina i cysteina – w produktach zwierzęcych jest jej 4 razy więcej niż w produktach skrobiowych.

Aminokwasy zawierające siarkę są szczególnie toksyczne dla systemu, jakim jest nasz organizm – jeśli są spożywane w nadmiarze. Nadmiar tych aminokwasów (mogą zamienić się w siarkowodór (H2S) i inne siarkowe komponenty) przyczynia się do powstawania osteoporozy i kamieni nerkowych; są też toksyczne dla jelit (nieswoiste zapalenie jelit, wrzodziejące zapalenie okrężnicy). Zmniejszenie ich spożycia – całkiem po prostu – wydłuża nasze życie.

NOXIOUS FLATUS
(szkodliwe opary)

Aminokwasy zawierające siarkę… śmierdzą (odór zepsutych jaj). To właśnie siarka odpowiada za najbardziej odstraszający zapach naszych ciał. Nadmiar siarki – pochodzi głównie z produktów zwierzęcych: wołowina – w porównaniu z fasolą – ma mniej więcej tyle samo kalorii i białka, ale (!) – 4 razy więcej siarki; tuńczyk ma 12 razy więcej siarki niż bataty; kurczak ma siedem razy więcej siarki niż ryż. Jeśli pomyślisz o niemiłym zapachu niektórych ludzi – niemiłym oddechu, zapachu ich ciał i odorze hulających w nich wiatrów – pomyśl, czy nie lepiej wyeliminować ze swojej diety ten śmierdzący element: aminokwasy zawierające siarkę.

Dentyści dysponują aparatem zwanym ‘halimetr’ – służy do pomiaru cuchnącego oddechu (halitosis). Halimetr jest to czujnik elektrochemiczny, generujący sygnał po ekspozycji na działanie związków siarki. A więc to, co mierzy – to siarka w naszym oddechu. [U pacjentów dr McDougalla – już po tygodniu diety skrobiowej wskazania halimetru były o połowę niższe.]

Człowieka, który źle pachnie – traktujemy jako kogoś… chorego. Dla nas – istot ludzkich – atrakcyjne jest ZDROWIE; tylko ludzie zdrowi są atrakcyjni. Tak to zaprogramowała natura – chcemy mieć zdrowe potomstwo. Człowiek otyły również nie jest dla nas atrakcyjny – z tych samych powodów: podświadomie postrzegamy go jako osobę chorą. Atrakcyjność oparta jest na (co najmniej) dwóch rzeczach: jak wyglądasz i jak pachniesz.

Istnieją przesłanki pozwalające zakładać, że aminokwasy siarkowe… ‘odżywiają’ guzy nowotworowe (rak piersi, płuc, okrężnicy, nerek, mózgu i czerniaka).

Metionina jest metabolizowana do homocysteiny, która jest kolejnym komponentem prowadzącym do miażdżycy i chorób naczyń (ataki serca, udary, choroba naczyń obwodowych, zakrzepica żył, zaburzenia funkcji poznawczych, demencja, choroba Alzheimera, depresja).

Toksycznym produktem rozkładu homocysteiny jest trimetyloamina. Ma ona zapach nieświeżych ryb / nieświeżego oddechu; powstaje podczas rozkładu tkanek zwierzęcych i roślinnych (gazowe czujniki świeżości ryb – wykrywają właśnie trimetyloaminę).

STYMULACJA WZROSTU

Mówiąc o wzroście człowieka w odniesieniu do jego żywienia, McDougall sądzi, że to nie Azjaci są zbyt mali (dieta oparta na ryżu), tylko my jesteśmy zbyt wielcy. Dawniej ludzie byli mniejsi!! Spójrz na łóżko George’a Washingtona (nie zmieściłbyś się w nim), spójrz na zbroje średniowiecznych rycerzy – oni byli mniejsi niż my. I tacy właśnie powinniśmy być.

Okazuje się, że nasz wzrost ma wiele konsekwencji zdrowotnych. Głównie za sprawą tzw. IGF-1 (Insulin-Like Growth Factor 1) – insulinopodobnego czynnika wzrostu 1, zwanego też ‘somatomedyną C’.*

*) IGF-1 – jest to zasadniczy czynnik wzrostowy, normalnie wydzielany pod wpływem ludzkiego hormonu wzrostu STH (somatotropiny), produkowanego przez komórki przedniego płata przysadki mózgowej.

W ostatnich latach IGF-1 stał się jednym z najgorętszych tematów badań nad rakiem. Okazuje się, że żywność odzwierzęca – poprzez IGF-1 – prowadzi do inicjacji i wzrostu raka. Według niektórych statystyk ludzie, którzy są wyżsi – mają częściej raka piersi, raka okrężnicy, i częściej zapadają na choroby serca.

Zmiana diety ze zwierzęcej na roślinną prowadzi do tego, że spada aktywność IgF-1 (spadek o 13% u wegan-kobiet i o 9% u wegan-mężczyzn).

Choroby Autoimmunologiczne

W naturze – nasze ciało atakuje jedynie BIAŁKA obce.

Te obce białka są tak odmienne od naszych, że organizm rozpoznaje je bezbłędnie: ‘Tego białka nie powinny tu być!’ Efektem jest produkcja przeciwciał skierowanych przeciwko danemu białku.

Jeśli pozwolisz białkom zwierzęcym na przedostanie się do twojego organizmu, do twojej krwi – organizm może rozpoznać takie białko jako najeźdźcę. Krowa – nie powinna krążyć po twoim organizmie, w twojej krwi!

Nasze białka – białka naszego organizmu są bardzo specyficzne, ale… nie są zupełnie unikalne. Białka mięsa czy nabiału mają podobną strukturę jak białka twojego organizmu. Jeśli wyprodukujesz przeciwciała dla tego białka, to te przeciwciała mogą odnaleźć w tkankach twojego organizmu, np. w nerkach, podobne białko i je zaatakować. Reakcja ta zwana jest ‘molecular mimicry’ – mimikrą molekularna (imitacja/kopia molekularna).

Jednym z białek mleka jest np. beta-kazeina. Jeśli – z jakichś powodów – dostanie się ona do kwiobiegu organizm zaczyna produkować przeciwciała przeciw beta-kazeinie (nie całej, ale jej segmentowi, składającemu się z 17 aminokwasów), co zostało zidentyfikowane w 1992 roku i opublikowane w New England Journal of Medicine. Ten sam segment 17 aminokwasów – znajduje się w komórkach trzustki produkujących insulinę. Przeciwciała wyprodukowane przeciwko beta-kazeinie potrafią zniszczyć komórki ludzkiej trzustki w ciągu 3-7 lat – tak właśnie powstaje cukrzyca typu 1 (będąca chorobą autoimmunologiczną). Dziś wszyscy już o tym wiedzą, ale nie zawsze zdają sobie sprawę, że jest to efektem żywienia siebie i dziecka – krowim mlekiem.

Tak samo jest z zapaleniem stawów, które może przyjmować formę toczniowego, reumatoidalnego, łuszczycowego czy nieswoistego zapalenia stawów. W tym przypadku nasze przeciwciała atakują antygeny znajdujące się w chrząstkach naszych stawów. To też jest przykład reakcji mimikry molekularnej. Te przeciwciała zostały przez nas wytworzone w reakcji z jakimś fragmentem białka zwierzęcego – podobnym czy identycznym z fragmentem któregoś z naszych białek.

Inaczej jest w przypadku białek roślinnych. Jeśli jakieś białko roślinne dostanie się do naszej krwi i wytworzymy na nie przeciwciała, to te przeciwciała nie zaatakują naszych tkanek, bo białka roślinne znacznie różnią się od naszych białek.

Częste choroby autoimmunologiczne:

– Alopecia (wypadanie włosów)
– Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa
– Choroba Crohna
– Zapalenie skórno-mięśniowe
– Cukrzyca typu I
– Zapalenie stawów
– Toczeń
– Stwardnienie rozsiane
– Miastenia rzekomoporaźna
– Zapalenie wielomięśniowe
– Niedokrwistość złośliwa
– Łuszczyca
– Łuszczycowe zapalenie stawów
– Nawracające zapalenie wielochrząstkowe
– Reumatoidalne zapalenie stawów
– Twardzina skóry (scleroderma)
– Zapalenie tarczycy
– Niedoczynność tarczycy
– Wrzodziejące zapalenie okrężnicy
– Zapalenie błony naczyniowej oka
– Bielactwo nabyte

Mógłby ktoś się zastanawiać – jak to się stało, że jedząc produkty zwierzęce mogłem zjeść np. fragment wołowej czy wieprzowej tarczycy? A byłeś kiedyś w rzeźni? Oni niczego nie marnują, niczego nie odrzucają. Jedząc hot-doga, parówki, mortadelę czy konserwę mięsną – mogłeś zjeść… nie tylko tarczycę.

Celiakia

Celiakia to choroba nietolerancji glutenu, występującego np. w pszenicy, życie, jęczmieniu. (Gluten stanowi 75-86% białek pszennego chleba.) U osób chorych gluten niszczy nabłonek jelita, dlatego łatwiej jest różnym białkom przełamać barierę jelito-krew. Chorzy na celiakię mają wysokie ryzyko innych chorób autoimmunologicznych (np. choroby reumatoidalnej, zapalenia tarczycy itd.)

Dieta bezglutenowa nie jest trudna; wiele sklepów dostarcza produkty ‘gluten-free’.

Z pewnego punktu widzenia świat nieco zwariował na punkcie glutenu i celiakii, mimo że problem ten dotyczy mniej niż 1% populacji. Świat zwariował też na punkcie żywności GMO. Szukając produktów ‘gluten-free’ i ‘GMO-free’ – przestajesz zwracać uwagę na to, co jest dużo ważniejsze: produkty zwierzęce. To one sprawiają, że większość ludzi choruje.

Produkty SOJOWE
(tradycyjne przyprawy a fake-food’y).

McDougall poleca tradycyjne produkty sojowe – jako przyprawy (których w sumie nie musisz jeść). Są nimi tofu, tempeh, sos sojowy, mleko sojowe, ziarna soi.

Nie poleca jednak sojowych FAKE FOODS (batoniki sojowe, hot dogi, kiełbaski, burgery itp.) – sporządzonych z izolowanego białka sojowego, które jest toksyczne dla naszego organizmu.

Podczas procesu produkcji ziarna sojowe są mielone, przemywane wodą i roztworami alkalicznymi, kwasowymi oraz alkoholowymi, co ostatecznie usuwa wszystko poza białkiem sojowym. W skrócie: producenci izolują to białko od wszystkiego innego, co zawierały ziarna soi. Potem to izolowane białko łączą z innymi składnikami, jak białko pszenicy, jajka czy produkty mleczne, a na koniec przy użyciu maszyn (zgniatanie w wysokich temperaturach) zamieniają to w produkt wyglądający jak mięso. Fałszywe mięso.

Owszem robią to, aby uniknąć okrucieństwa wobec zwierząt (co jest ważne i godne pochwały), jednak my od tego nie staniemy się zdrowsi. W ten sposób też nie wyżywimy 8 mld ludzi (produkując fake-foody) i nie ocalimy planety. Nie tędy droga.

Współczesne fake-foody wegańskie (parówki, kiełbaski, burgery) nie są zdrowe. Mają 70% izolowanego białka sojowego. Są toksyczne dla organizmu. Mają jednak parę potencjalnie pozytywnych stron.

Jedną z nich jest to, że białka sojowe mają efekt estrogenowy. W ziarnach soi są ‘fitoestrogeny’ (estrogeny roślinne), które blokują estrogeny organizmu kobiety (lub estrogeny przyjmowane w formie pigułek) . W związku z tym niektórzy lekarze polecają kobietom białko sojowe, które – teoretycznie – miałoby chronić je przed rakiem piersi lub macicy. Ci sami lekarze mówią jednakże też to: „Jak już zachoruje pani na raka piersi – musi pani jeść mniej soi, bo zawiera estrogeny, co promuje rozwój nowotworu”. Czy jest sens słuchać takich lekarzy?

McDougall podkreśla, że zna dwa przypadki raka piersi u Azjatek, u których – po włączeniu dodatkowej ilości naturalnych tradycyjnych produktów sojowych do diety – zanotowano zmniejszenie progresji raka piersi.

Dieta PALEO

Zwolennicy diety 'paleo’ zachęcają do jedzenia zwierząt – wszystkich, jakie tylko uda ci się ‘upolować’. Nie uznają nabiału (co jest akurat pozytywne), jednak koncentrują się na spożywaniu ogromnych ilości białka pochodzącego od zwierząt. Motywują to tym, iż tak właśnie wyglądała dieta naszych przodków, gdyż byli oni myśliwymi.

Jest to NIEPRAWDA!

Istotnie, tak właśnie mówi się i myśli o ludziach pierwotnych, jednak prawda jest zupełnie inna. Przede wszystkim zajmowali się oni ZBIERACTWEM, przy czym w największą ilość pożywienia zaopatrywały plemię kobiety i dzieci, a nie mężczyźni – myśliwi.

Dieta paleo – spożywanie zwierząt – zaleca dostarczanie 35% kalorii w postaci białka. Aby utrzymywać taką dietę – należałoby spożywać wyłącznie takie zwierzęta jak… króliki (są pozbawione tłuszczu). Jeśli w diecie jest więcej niż 35% kalorii pochodzących z białka, to w dłuższym okresie czasu w organizmie muszą pojawić się objawy poważnej toksyczności – nudności, wymioty, biegunka i – ostatecznie – śmierć.

Ludzie pierwotni – NIE stosowali diety 'paleo’!

‘BRUDNE’ jedzenie.

Produkty zwierzęce to zwiastuny infekcji. Np:

E. Coli (pałeczka okężnicy – np. z mielonej wołowiny);

BSE – choroba szalonych krów (gąbczaste zapalenie mózgu u bydła mięsnego; jest to choroba zakaźna powodowana przez priony – priony te obecne bywają też u ryb hodowlanych, karmionych wołowymi resztami z rzeźni);

Salmonella (drób);

Trichinoza (z wieprzowiny);

Scrapie (trzęsawka zwana też kołowacizną – z jagnięciny i baraniny)

Staphylococcus (gronkowiec).

Media często ostrzegają: „Nie jedzcie kantalup skądś-tam, bo zawierają listerię” (powodującą listeriozę), albo „Czosnek skądś-tam jest zainfekowany salmonellą” itp. Nie usłyszysz jednak żadnej wartościowej wskazówki dietetycznej – nie powiedzą ci niczego, co mogłoby uderzyć w przemysł spożywczy. Nie dowiesz się, że te czynniki zakaźne i te zakażenia NIE POCHODZĄ OD ROŚLIN. Rośliny zostały zanieczyszczone przez produkty zwierzęce – odpady przemysłu żywności odzwierzęcej.

Co jakiś czas zdarza się, że nie możesz kupić w sklepie np. pomidorów – z powodu strachu przed salmonellą i media o tym trąbią, pomijając fakt – skąd się tam wzięły i jak się tam dostały te drobnoustroje.

Mikroorganizmy chorobotwórcze pasożytują na zwierzętach i to zwierzęta mogą nimi zarażać inne zwierzęta. Królestwo roślin jest zupełnie innym królestwem i choroby roślinne – nie przeskakują do królestwa zwierząt. Ludzie nie chorują na mszyce, parch ziemniaczany, wirus mozaiki tytoniowej albo holenderską chorobę wiązów.

Zanieczyszczenia żywności

Kolejnym powodem dla unikania żywności odzwierzęcej jest bioakumulacja i biomagnifikacja chemikaliów z naszego środowiska.

Zanieczyszczenia występujące w roślinach czy ziarnach – są na dość niskim poziomie. Rośliny te są zjadane przez ryby czy krowy. Jako że te zanieczyszczenia są rozpuszczalne w tłuszczach – są akumulowane i koncentrowane (biomagnifikacja) w tłuszczu zwierząt. Kiedy człowiek zjada zwierzę – jest to już kolejny stopień biomagnifikacji – koncentrujemy te chemikalia kolejne tysiąc razy. A kto stoi na szczycie łańcucha pokarmowego? Dziecko… pijące mleko matki.

Jedno z badań (opublikowane w latach 70-tych) polegało na przebadaniu mleka 1400 kobiet z 48 stanów Ameryki. Odnaleziono w nim pestycydy i inne chemikalia w takiej ilości, że rozważano, czy mleka kobiecego nie uznać za… zagrożenie dla zdrowia dziecka.

Jeśli żywisz się produktami z najniższego piętra zanieczyszczenia – twoja akumulacja zanieczyszczeń jest minimalna.

A teraz…

UDERZENIE PONIŻEJ PASA

Zanieczyszczenia środowiska, które znajdują się w naszym jedzeniu mają również swój efekt estrogenowy i testosteronowy. Oto doniesienia prasowe, (o których być może słyszałeś):

MEŻCZYŹNI:
Naukowcy i politycy martwią się faktem, że ilość spermy u mężczyzn zmniejszyła się o połowę w ciągu ostatnich 30-40 lat. Stwierdzono też niższą ruchliwość plemników oraz zwiększoną częstość przekazywania potomstwu wad genetycznych.

KOBIETY:
Potomstwo kobiet spożywających żywność odzwierzęcą (posiadają wysokie poziomy estrogenów) – często przychodzi na świat z określonymi wadami. Chłopcy mają małe penisy, przy czym częściej są one zdeformowane: hypospadiasis (spodziectwo – ujście cewki moczowej na dolnej stronie prącia), oraz cryptorchismus (wnętrostwo) – niezstąpienie jądra.

Te genetyczne wady wrodzone są efektem konsumpcji chemikaliów, zgromadzonych dzięki biomagnifikacji – zjadane przez ludzi zwierzęta są na wysokim piętrze łańcucha pokarmowego.

* *

Na zakończenie – kolejny dowód na to, że jesteśmy roślinożercami.

Czy to możliwe, aby człowiek był jedynym zwierzęciem mięsożernym, które posiada pęcherzyki nasienne? [Pęcherzyki nasienne to zbiorniki magazynujące spermę produkowaną przez jądra. Występują wyłącznie u zwierząt roślinożernych.]

Czy może… – po prostu – jesteśmy roślinożercami.