
* *

Dlaczego Dietetycy Nie Potrafią Odchudzać
Zapewne jest w tym wiele ironii, że aby rzeczowo odpowiedzieć na powyższe pytanie, najpierw trzeba być otyłym, potem schudnąć stosując jakąś dietę-cud, w następnej kolejności zdobyć tytuł dietetyka i – na sam koniec – zacząć poważnie traktować fizjologię i biochemię procesów odżywiania. Mając to wszystko za sobą, stoję oto po czterech stronach barykady naraz, co daje mi szczególny przywilej wyrażenia opinii nt. tzw. DIET ODCHUDZAJĄCYCH. W szczególności – chcę wrócić twoją uwagę na jeden błąd – NAJWIĘKSZY BŁĄD, jaki zwykle popełnia 99% z nas.
Jeszcze niedawno – standardowo – sytuacja wyglądała tak:
Po wielu nieudanych próbach samodzielnego zrzucenia wagi, osoba otyła odwiedzała dietetyka. Ten przeprowadzał wywiad, po czym stawiał swojego klienta na specjalnej 'dietetycznej’ wadze, która stwierdziała, że jego wiek metaboliczny wynosi np. 88 lat. Następnie dietetyk sprzedawał przerażonemu* klientowi zestaw suplementów diety i umawiał się na kolejną wizytę.
*) Piszę „przerażonemu”, gdyż tak naprawdę niewiele osób wie co takiego kryje się pod zwrotem „wiek metaboliczny”. Tymczasem waga dokonuje zwykłej analizy impedancji bioelektrycznej, czyli – mówiąc po ludzku – określa jaki procent masy organizmu stanowią tkanki zawierające wodę, a jaki te, które jej nie zawierają. Tkanka tłuszczowa zawiera mało wody, więc im jest jej więcej, tym mniejszy procent tkanek nawodnionych.
Jako że z wiekiem – fizjologicznie – wody w organizmie jest coraz mniej, uzyskane w badaniu proporcje podstawić można do gotowego schematu „starzenia się”. Jest to więc jedno wielkie KŁAMSTWO, które z wiekiem nie ma niczego wspólnego. (Podejrzewam, że według 'dietetycznej’ wagi odwodniony biegunką niemowlak miałby np. 8 lat; tyle samo lat zapewne waga dałaby przewodnionemu kibicowi wytaczającemu się z baru).
Na drugiej wizycie dietetyk (zaraz po opchnięciu nowej porcji suplementów) wręczał klientowi – sporządzony (w pocie czoła) indywidualnie dla niego (!!!) – jadłospis na 7 lub 14 dni. Jeśli klient był zawzięty i zmotywowany, to 15-go dnia zjawiał się po menu na kolejne dwa tygodnie, po czym… przepadał jak kamień w wodę. Kolejny, ostatni już kontakt dietetyka z klientem odbywał się poprzez szybę pizzerii i najczęściej miewał charakter niezręcznej wymiany spojrzeń.

Obecnie – aby maksymalnie utrudnić klientowi zrywanie kontaktów z dietetykiem – stworzono tzw. ’dietę pudełkową’ (catering dietetyczny), polegającą na codziennym dostarczaniu zbilansowanych posiłków pod wskazane adresy. Duch naszych czasów wzbogacił też biznes ’odchudzeniowy’ o kolejny nowy element: automatyczne pobieranie (w pocie czoła) opłaty za usługę z indywidualnych kont debetowych klientów (!!!).
Czy przez to zwiększyła się skuteczność odchudzania? Nie.
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w 99 na 100* przypadków – tzw. ’dieta odchudzająca’ nie skutkuje?
*) Z tak kiepską oceną sukcesów terapii odchudzających zapewne wiele osób zechce polemizować, ale – generalizując i upraszczając – każda z tych polemik ostatecznie powieli taki oto przekaz:
„Odchudzić się? Nic prostszego! Udało mi się już ze 20 razy.”
* *
Pierwszy z artykułów o odchudzaniu napisałem w roku 2012 (gdy schudłem na diecie Michela Montignaca 33kg), kolejny – mocno rozbudowany – w 2014 (gdy zrozumiałem jaką krzywdę robił mi Montignac swoją dietą).
Sądziłem wówczas, że – zasadniczo – istnieją tylko trzy błędy odchudzania:
- 1. Zrzucanie odpowiedzialności
- 2. Głodzenie (zaniżanie dawki energetycznej)
- 3. Brak wiedzy (tzw. 'dieta dnia ósmego’)
Ad 1.
Zrzucanie Odpowiedzialności
Niezawodnym testem odróżniającym osoby chcące schudnąć od tych którym się tylko tak wydaje – jest analiza pierwszego zdania, jakim opisują swój problem (np. dietetykowi lub przyjaciółce).
Osoba, która naprawdę chce schudnąć mówi: „Chcę schudnąć i…” (w domyśle: co mam zrobić?), natomiast ta, która tylko myśli, że chce schudnąć – mówi tak: „Chcę schudnąć ALE…” (w domyśle: mam warunek!)
Po słowie “ALE” pada dowolne zdanie, które tak naprawdę nie ma znaczenia; znaczenie ma jedynie fakt, że istnieją dowolne przeciwności losu, które uniemożliwiają chudnięcie. Osoba wypowiadająca słowo „ALE” podświadomie stawia dietetykowi warunki, które teraz on musi przezwyciężyć, jeśli chce jej pomóc.
Tego typu układ nigdy nie dziala.
Gdyby – jakimś cudem – znalazł się dietetyk idealny, który potrafi WSZYSTKO, rozmowa wyglądałaby tak:

– Ooo.. jaka cudowna Lampa Alladyna. Potrę i zobaczymy co się stanie.
(T-Pwffff… Pchchch..)
– Jestem Dieto-Dżinem; wypowiedz życzenie.
– Chcę schudnąć, ALE nie mam czasu.
– OK, zakrzywię czasoprzestrzeń. – (T-Pwffff… Pchchch..) – Już.
– No dobrze, ALE nie umiem gotować.
– OK, poszerzę Pani zakręty mózgowe o świadomość kulinarną. – (T-Pwffff… Pchchch..) – Już.
– No dobrze, ALE nie lubię warzyw i owoców.
– OK, wymuszę to hipnozą. – (T-Pwffff… Pchchch..) – Już.
– No dobrze, ALE mam złą przemianę materii.
– Przeprowadzę rewitalizację mitochondriów. – (T-Pwffff… Pchchch..) – Już.
– No dobrze, ALE jem u mamy.
– To nie jedz! – (T-Pwffff… Pchchch..)
– No dobrze, ALE mam stresującą pracę.
– A kto, kurwa, nie ma?! – (T-Pwffff… Pchchch..)
– No dobrze, ALE moja rodzina nie wyobraża sobie obiadu bez smażenia i panierki..
– …T-Pwffffffffffffffffffffff… Pchchchchchchchchch..
ALE – SRALE!
Ad 2.
Głodzenie
[zaniżanie dawki energetycznej]
Istotnie, jedyną naukowo potwierdzoną przyczyną ubytku masy ciała jest ujemny bilans energetyczny, a więc fakt, że osoba odchudzana dostarcza w pożywieniu mniej energii, niż wydatkuje podczas swojej codziennej aktywności. Teoretycznie* (!!) więc – zasadnicze pytanie brzmi: ile energii wymaga codzienna aktywność odchudzanej osoby?
*) Podkreślam to słowo, gdyż w tym miejscu stajemy oto na rozdrożu: następuje tu nasze poddanie się (lub nie) trybom redukcjonizmu naukowego. My jednak – najczęściej – dobrowolnie wskakujemy w tę pułapkę:
Skoro bowiem chodzi o bilans energetyczny, to powinniśmy – MY (!!) – ustalić ile tej energii dana osoba potrzebuje i ile powinniśmy jej koniecznie dostarczyć, aby pokryć zapotrzebowanie dla PPM (podstawowej przemiany materii) a ile możemy / powinniśmy 'odciąć’.
Od razu się przyznam, że w artykule z 2014 roku – uległszy wpływom redukcjonizmu – przeprowadziłem dość rzeczowe i mocno rozbudowane śledztwo dotyczące zapotrzebowania energetycznego organizmu. Była tam mowa o:
- indywidualnych zapotrzebowaniach kalorycznych dla wieku i płci (wraz z tabelami)
- wzorze Harrisa-Benedicta i równaniu Mifflina (wiek, wzrost, masa globalna)
- wzorach Katch-McArdle i Cunninghama (uwzględniają beztłuszczową masę ciała)
- uwzględnianiu wagi masy tłuszczowej (i jej metabolizmu)
- uwzględnianiu współczynników aktywności fizycznej
- przyzwoleniach na wprowadzanie pacjentów w stan głodu
- zaleceniach FAO / WHO / UNU
- danych Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością*
*) Do dzisiaj najśmieszniejsze wydaje mi się to, że – po przejrzeniu artykułów naukowych czasopisma Endokrynologia, Otyłość i Zaburzenia Przemiany Materii z okresu 7 lat – prawie nigdy nie odnajdywałem tam konkluzji. Gdy przychodziło do formułowania dowolnych wniosków – najczęściej powtarzała się tam ta sama uwaga, mianowicie że te czy tamte badania wypadałoby powtórzyć, gdyż większość odchudzanych… przerwała dietę.
Dlaczego przerwali? – chciałoby się zapytać.
Bo byli.. GŁODZENI.
Nie!
Zaniżanie dawki energetycznej do niczego nie prowadzi.
Natura (charakter) i efekty tego typu działań – najbardziej przywodzą mi na myśl gospodarkę centralnie planowaną: Nie potrafimy właściwie przeliczać ani ładunku energetycznego produktów spożywczych (LINK: Kalorie czy ATP) ani własnego zapotrzebowania na energię (liczoną w ATP) – ale planujemy, dawkujemy i się wymądrzamy, a pacjenci… uciekają do pizzerii.
Ad. 3
Brak Wiedzy
’DIETA DNIA ÓSMEGO’ to inaczej zaniedbywanie edukacji.
Jeśli dostałeś od dietetyka menu na siedem dni (lub wykupiłeś dietę pudełkową tylko na tydzień), to powstaje pytanie: co masz zjeść ósmego dnia? Możesz oczywiście przewałkować całe menu ponownie albo wykupić catering na kolejny tydzień, ale po kolejnych siedmiu dniach – znów pojawi się dzień ósmy…
Nie znasz zasad w oparciu o które dietetyk układa menu, a i jemu nie opłaca się zdradzać ci tych zasad, bo wtedy nie będzie już mógł 'rzeźbić’ w twoim portfelu.
Nie chodzi tu jednak wyłącznie o twój brak wiedzy. Pomyśl, co może stać się z twoim zdrowiem, jeśli pudełkowo-cateringowy dietetyk okaże się… IGNORANTEM? Współczesne portale społecznościowe aż kipią od kanałów prowadzonych przez DIETO-CELEBRYTÓW, którzy nie mają pojęcia* o fizjologii i biochemii organizmu.
*) Moją 'fawotytą’ jest pani o inicjałach I. W. przedstawiająca się jako 'dietetyk kliniczny’ i promująca ’dietę paleo’.
W KAŻDYM ze swoich licznych wywiadów powtarza ona, że człowiek nie potrafi syntezować cholesterolu (przez co stawia cholesterol na półce z witaminami). Robi tak już od lat, pomimo tego, że KAŻDY PODRĘCZNIK dietetyki, fizjologii i biochemii twierdzi, że KAŻDA KOMÓRKA ludzkiego organizmu może wytwarzać cholesterol (o ile posiada jądro komórkowe).
* *
Największy Błąd Odchudzania
Wszystkie trzy wymienione wyżej błędy nie są pomyłkami samoistnymi, ale WYNIKAJĄ z błędu wyższego rzędu. Tkwi on w nieznajomości definicji słowa DIETA:
DIETA:
Permanentny Sposób Żywienia
Zwróć uwagę na to, że jeśli definicję rozumiemy w sposób właściwy, to nigdy nie przyjdzie nam do głowy, aby słowo 'DIETA’ potraktować jako synonim zamkniętego okresu terapii, który kiedyś się zaczyna i kiedyś kończy. Bo tym przecież ma być tzw. ’dieta odchudzająca’ – okresem terapii, który:
1.) rozpoczynamy w chwili, w której jesteśmy niezadowoleni ze swojego odbicia w lustrze,
2.) w którym zamierzamy trwać jedynie przez czas chudnięcia,
3.) i który kiedyś z pewnością zakończymy.
Nie oszukujmy się: właśnie tak 99% z nas rozumie istotę 'diety’. A więc jej nieskuteczność i niepowodzenie jest wręcz WBUDOWANE w nasze błędne rozumienie jej definicji. ’Terapia odchudzająca’ MUSI BYĆ nieskuteczna – gdyż jest tylko o-kresem, a każdy o-kres posiada swój kres.
No i mamy – jak na tacy – GENEZĘ wszystkich naszych błędów:
Skoro ta terapia ma kres, to po co zaprzątać sobie nią głowę (brak wiedzy), interesować się dietetyką i poświęcać czas na zrozumienie mechanizmów utrzymujących homeostazę i zapewniających zdrowie? Niech ktoś inny nad tym czuwa (zrzucanie odpowiedzialności na dietetyka, catering pudełkowy lub celebrytę-ignoranta) i niech robi ze mną co chce – byle szybko i skutecznie (głodzenie), bo wakacje za miesiąc i chcę dobrze wyglądać na plaży.
Czy takie podejście może być skuteczne?
A – sama / sam pomyśl – jakie konsekwencje płynęłyby ze zrozumienia prawdziwej definicji DIETY?
Czy miałoby sens unikanie edukacji nt żywienia i zdrowia?
Czy miałoby sens zrzucanie odpowiedzialności na ignorantów?
A głodzenie się?
Jaki sens ma głodzenie, skoro…
’dieta’ to permanentny sposób żywienia


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.