
* *
Niniejsze opracowanie jest konspektem książki dr Jonha Kelly’ego zatytułowanej:
‘STOP Feeding Your Cancer. One Doctor’s Journey*’
(Przestań karmić swojego raka. Krucjata pewnego lekarza.)
*) Autor wyjaśnia, że słowa ‘journey’ użył w znaczeniu ‘experience of challenge of cancer’ (doświadczenia w zmaganiu się z nowotworem). Lektura książki pozostawiła mnie w przekonaniu, że istotą opisanych przez autora zmagań była jego ‘wędrówka ku prawdzie poprzez bezbrzeża stereotypów’. Trafnym wydaje się więc kontekst: ‘pursue’ / ’quest’ / ’crusade’.
Książka do dziś (czerwiec 2021) nie ukazała się w języku polskim, stąd pomysł opracowania zawartych w niej treści w formie rozbudowanego abstraktu. Jego przeznaczeniem nie jest tłumaczenie tekstu ale przybliżenie esencji przesłania zawartego w słowach dr Kelly’ego – przedstawienie w skrótowej formie opisanych przez niego faktów i zdarzeń, jakie zaszły w gabinecie jego praktyki lekarskiej. Opisane fakty dowodzą SKUTECZNOŚCI DIETY ROŚLINNEJ W POWSTRZYMYWANIU ROZWOJU ZMIAN NOWOTWOROWYCH. Świadczą o tym, że dieta roślinna stanowi niedocenianą metodę wspomagania tradycyjnych procedur leczenia nowotworów złośliwych; Stosowana konsekwentnie i rygorystycznie – jest w stanie powstrzymać nawrót choroby i przedłużyć życie pacjenta o wiele, wiele lat.
Dr John Kelly studiował w Irlandii, Afryce i Stanach Zjednoczonych. W połowie lat siedemdziesiątych otworzył praktykę lekarską na przedmieściach Dublina; pracował jako lekarz ogólny (‘general practitioner’) na froncie medycyny pierwszego kontaktu (‘primary care medicine’). U podstaw prowadzonych przez niego na własną rękę badań dotyczących kontroli rozwoju nowotworów złośliwych u swoich pacjentów, leży jego fascynacja dietetyką – nauką o leczeniu żywieniem.
Z racji charakteru opracowania, ograniczę się w nim do przedstawienia faktów i znaczących konkluzji merytorycznych, pomijając malowane słowem opisy tła zdarzeń i przyjacielskich relacji z pacjentami – za co z góry przepraszam.
Opracowanie podzielone jest na podrozdziały; nawigację pomiędzy nimi ułatwią poniższe linki:
Przedmowa
1. Ważne nowiny na temat raka
2. Mit nieomylności
3. Prawda się ujawnia
4a. Ronan i Melissa
4b. Andrew, Sean i Michael
5. Specjaliści rzucają kłody
6. Samotna walka
7. Rewolucja myślenia
7a. Bob, Peter i Patrick
8. Przekazywanie pałeczki
9. Problem trzustki
Epilog
* *


* *
PRZESTAŃ KARMIĆ SWOJEGO RAKA
Krucjata pewnego lekarza
DR JOHN KELLY
„Stanąłem w lesie na rozstaju dróg
i… wybrałem tę mniej udeptaną.
Ta jedna decyzja – zmieniła wszystko”
/Robert Frost, „The Road Not Taken”/
* *
Przedmowa

Książka jest pozycją autobiograficzną, opisującą doświadczenia dr Johna Kelly w jego walce z rakiem. W swej ponad 40-letniej praktyce lekarskiej spotkał się z wszelkimi aspektami choroby nowotworowej, która dotknęła nie tylko jego pacjentów, ale też członków rodziny.
Kelly zwraca uwagę na sytuację, w jakiej znajdują się pacjenci w chwili, gdy po raz pierwszy słyszą diagnozę: rak. Ich rozpacz potęgowana jest przez ignorancję. Wiedza ‘powszechna’ na temat tego czym jest choroba nowotworowa, czerpana z przekazów słownych i artykułów ‘prasy pospolitej’ – nie umniejsza ich zagubienia. Poza ich zasięgiem są doniesienia o postępach terapii onkologicznej, ujawniane na medycznych sympozjach lub stronach czasopism branżowych, takich jak ‘The Lancet’ albo ‘British Medical Journal’. Tych nielicznych z pacjentów, którym udaje się zdobyć dostęp do wspomnianych magazynów – przytłacza niejasność specjalistycznego żargonu i brak klarowności poruszanej tematyki.
Gdyby jednak – cudem (!) – udało im się pokonać te trudności oraz – cudem (!) – trafiliby na opracowania mówiące o związku pomiędzy żywieniem a rakiem – czekałaby na nich niespodzianka. Kelly przytacza dwa opracowania większych projektów badawczych (znanych w roku 2014) dotyczących wspomnianej relacji – których to konkluzje są ze sobą… sprzeczne:
1. The Harvard School of Public Health Report – Raport Harwardzkiej Szkoły Zdrowia Publicznego, dotyczący… „kłopotliwego” związku pomiędzy konsumpcją czerwonego mięsa i nabiału a wczesną śmiercią.
2. European Prospective Investigation into Cancer and Nutrition (EPIC) – projekt zbierający dane od ponad pół miliona ochotników z dziesięciu krajów w okresie ponad dziesięciu lat. Wyniki badań wskazują na fundamentalną sprzeczność z konkluzjami Raportu Harwardzkiego. Badacze posuwają się wręcz do obalenia tezy, że wegetarianie są zdrowsi i żyją dłużej niż pożeracze czerwonego mięsa.
Tu – na marginesie – czuję się w obowiązku zwróć uwagę czytającego na bardzo ważną rzecz: Tzw. wegetarianie, owszem, nie jadają mięsa, jednak ‘zażerają się’ nabiałem (!). Wskazywana sprzeczność jest więc pozorna i stawia w złym świetle naukową rzetelność badaczy projektu EPIC.
/Wtrącenie – Ryszard Dziewulski./
Kelly sądzi, że rozpowszechnianie sprzecznych raportów dotyczących związków pomiędzy rakiem a żywieniem pogłębia zagubienie i bezsilność pacjentów, zacierając wiedzę na temat prawdziwych postępów w leczeniu nowotworów. Ubolewa nad tym, że żaden z tych raportów nie uwzględniał wyników tzw. ‘Badań Chińskich’ (‘The China Study’), opublikowanych 10 lat wcześniej (w roku 2005) przez profesora Colina T. Campbella. ‘Badania Chińskie’ udowodniły – ponad wszelką wątpliwość – związek pomiędzy konsumpcją białka zwierzęcego a wzrostem zmian nowotworowych.
Efekty badań Campbella można ująć jedną konkluzją:
Ulubionym pożywieniem komórek nowotworowych jest białko zwierzęce;
więc:
redukcja lub eliminacja białka zwierzęcego z diety –
– zatrzymuje wzrost komórek rakowych.
Campbell sądził, że wyniki jego badań zainteresują opinię publiczną, w szczególności tych, którzy cierpią na choroby nowotworowe; że będą wystarczające, aby zachęcić ludzi do zmiany ich nawyków żywieniowych; że skłonią środowisko naukowe do bardziej skoncentrowanych badań w celu eliminacji chorób nowotworowych. Fakt, że stało się inaczej – że wynikami jego badań nie zainteresowali się ani ludzie, ani media, ani marketing i przemysł spożywczy – jest jedynie… zaskakujący. To jednak, że przemilczało je środowisko medyczne, to – w opinii Kelly’ego – już WSTYD.

Z tego właśnie powodu – powstała książka „Przestań karmić swojego raka”. Kelly uznał, iż nie może zignorować wagi przesłania Campbela. Nie miał ani uprzedzeń co do spożywania mięsa ani skłonności w stronę weganizmu; przekonały go fakty. Rozpoczął własne skromne badania. „Co stanie się z moimi cierpiącymi na raka pacjentami – myślał – jeśli zgodzą się na rygorystyczną dietę – dietę pozbawioną białka zwierzęcego?”
Kelly nigdy nie doradzał pacjentom, by rezygnowali z terapii konwencjonalnej; wręcz zachęcał ich, by korzystali z doświadczenia i rad ich lekarzy prowadzących. To, co proponował pacjentom – było tylko dodatkiem do terapii standardowej.
Początkowo, chciał jedynie przekonać się sam – gdzie leży prawda. Nie musiał czekać długo. Pierwszą niespodzianką był fakt, że wszyscy pacjenci, którzy zgodzili się na dietę wolną od białek zwierzęcych – już po kilku tygodniach oznajmiali, że czują się o wiele lepiej. Początkowo obawiał się, że jest to efekt psychosomatyczny – rezultat jego mowy motywacyjnej i wiary pacjentów w nowy sposób wspomagania leczenia.
Największym wrogiem okazał się… czynnik ludzki. Odstawienie ulubionych dań było trudne dla wielu pacjentów. Również brak wsparcia ze strony onkologów, uzbrojonych jedynie w wiedzę konwencjonalną – sprawił, że wielu pacjentów powróciło do dawnej diety.
Ostatecznie pozostali jedynie najbardziej zmotywowani; większość z nich cierpiała na zaawansowaną postać raka i miała złe rokowania co do długości życia. Początkowo Kelly uznał to za porażkę, jednak wtedy zdał sobie sprawę, że ci którzy pozostali – stanowili grupę doskonałą. Tylko oni byli gotowi przestrzegać diety restrykcyjnie – właśnie z powodu niesłychanie silnej motywacji. Jego prywatna grupa badawcza – straciła na ilości, lecz zyskała jakość.
To, co się wydarzyło, było zaskakujące. Prosto ujmując: gdy pacjenci przestrzegali diety, ich nowotwór przestawał się rozwijać i mogli powrócić do swojego normalnego życia.
Do chwili wydania książki – Kelly prowadził swoje badania przez osiem lat. W tym czasie zmarł tylko jeden z jego podopiecznych – pacjent z nowotworem trzustki. Wszyscy pozostali przeżyli – jeśli przestrzegali diety wolnej od białka zwierzęcego.
„Niedorzeczne” – mówili specjaliści onkolodzy, dowiadując się o badaniach Kellyego. – „To nie może być prawdą.” Odpowiadał: „Powinniście spróbować sami, i dopiero wtedy osądzać.”
Prowadząc swoje badania i opisując je w książce, doktor John Kelly miał tylko jeden cel: odkrycie prawdy. Chciał przyczynić się do publicznej debaty i przyspieszyć rozwój rzetelnych badań w celu udoskonalenia terapii nowotworowej.
* *
Rozdział 1
Ważne Nowiny Na Temat Raka
Wszystkie prawdy są łatwe do zrozumienia, gdy są już odkryte.
Sztuka polega na tym, by je odkryć.
/Galileusz/
O badaniach, które mogą zrewolucjonizować leczenie raka doktor John Kelly dowiedział się, będąc na pogrzebie swojego przyjaciela, Paddy’ego. Paddy zmarł na raka; żył lat 70., choć jego ojciec przeżył ich aż 105, a matka – blisko 90.
Na pogrzebie Kelly spotkał swojego dawnego przyjaciela, profesora genetyki. Podzielił się z nim swoją refleksją na temat długowieczności, raka i ‘zdradzieckich’ genów. Przyjaciel opowiedział mu o tym, że pisząc swoją pracę podyplomową na Cornell Univercity – zetknął się tam z Colinem Campbellem, profesorem żywienia, autorem książki „Badania Chińskie” (‘The China Study’). Dodał, że jeśli Kelly rzeczywiście chciałby dowiedzieć się więcej na temat raka – powinien przeczytać tę książkę; poprosił, by Kelly podzielił się z nim swoją opinią na temat konkluzji Campbella.
/W tłumaczeniu polskim książka Colina T. Campbella ‘Badania Chińskie’
dostępna jest pod zmienionym tytułem: ‘Nowoczesne zasady odżywiania’ /

Po lekturze „Badań Chińskich” Kelly, będąc pod wielkim wrażeniem treści tej książki, próbował zainteresować nią profesora medycyny, którego poznał w jednej z uczelni medycznych Dublina. Jego opowieść na temat efektów badań Campbella profesor skwitował jednym tchem:
„Być może Campbell jest profesorem żywienia prestiżowej uczelni, ale nie jest specjalistą medycyny. Tacy ludzie jak on stanowią największe niebezpieczeństwo, ponieważ nie posiadają doświadczenia niezbędnego do ferowania osądów na gruncie medycznym, a ludzie spoza branży medycznej (pacjenci) – są podatni na tego typu ‘kuszenie’. Jeśli istnieje jakakolwiek prawda w tym, co pisze Campbell – powinni to ocenić odpowiedni specjaliści branży medycznej.”
Koniec, sprawa zamknięta. Jedna wypowiedź profesora wystarczyła, aby Kelly zrozumiał, dlaczego jego przyjaciel poprosił właśnie jego o ocenę książki Campbella. Konserwatyzm wyższej kadry medycznej blokuje ich działania w tym samym stopniu, co trzymanie się linii partyjnej przekreśla rozsądek u polityków. On – był niezależnie myślącym lekarzem, którego zaangażowanie i dociekliwość nie były niczym krępowane.
Co miał do powiedzenia Campbell
Już po lekturze kilku pierwszych stron książki Campbella Kelly nie miał wątpliwości: Campbell nie był ani szarlatanem, ani zwodzącym ludzi fanatykiem. Był naukowcem, mającym do przekazania bardzo ważna rzecz. Zajmując się związkami pomiędzy żywieniem a powstawaniem chorób już od lat 60-tych ubiegłego wieku, udowodnił relacje, jakie zachodzą pomiędzy spożywaniem białka zwierzęcego a rozwojem zmian nowotworowych. Konkluzje płynące z badań Campbella można przedstawić w kilku punktach:
A) Szybkość rozwoju zmian nowotworowych zależy od ilości białka zwierzęcego w ich diecie.
B) Jeśli białko zwierzęce stanowi 20 (lub więcej) % pożywienia – nowotwór rozwija się zawsze.
C) Jeśli białko zwierzęce stanowi 5 (lub mniej) % pożywienia – nowotwór nie rozwija się nigdy.
D) Zmniejszając ilość białka zwierzęcego w pożywieniu – można zatrzymać rozwój nowotworu.
E) Białko roślinne jest bezpieczne; można je spożywać nawet w dużych ilościach.
F) Ludzie w ogóle nie potrzebują białka zwierzęcego w swojej diecie; w zupełności wystarcza im białko zawarte w produktach pełnoziarnistych, roślinach strączkowych, orzechach, warzywach i owocach.
Wnioski płynące z prac Campbella wskazują na to, że nowotwór jest chorobą, będącą okrutnym symptomem tzw. dobrobytu. Epidemia raka pojawiła się i rozkwitła – równolegle z powstaniem i rozwojem hodowli zwierząt na masową skalę; jest pochodną zwiększonej konsumpcji mięsa i nabiału.
* *
Rozdział 2
Mit Nieomylności
„Każdy wielki postęp w wiedzy przyrodniczej
wiąże się z całkowitym odrzuceniem autorytetów.”
/Thomas Huxley/
Po lekturze „Badań Chińskich” Kelly próbował podzielić się swoim entuzjazmem z kolegami lekarzami. Niestety, wyniki badań Campbella nie zrobiły na nich wrażenia; byli raczej głęboko rozczarowani. Stwierdzali jednomyślnie, że – biorąc pod uwagę ogrom badań nad rakiem, prowadzonych pod auspicjami tak znakomitych instytucji jak America’s National Institutes of Health (NIH) – było praktycznie niemożliwym, aby Campbell miał rację; wpływ białka zwierzęcego na rozwój nowotworów – nie mógłby pozostać niezauważonym.
Z pewnego punktu widzenia, lekceważący stosunek lekarzy nie mógł być zaskoczeniem. Z podobnym ‘zawodowym’ sceptycyzmem odnosili się oni do wszystkich innych ‘rewelacyjnych’ pomysłów, aby leczyć raka dietą; wyniki kilkudziesięcioletnich badań Campbella – stawiali po prostu na tej samej półce. Dla nich – liczyła się tylko ocena autorytetów – specjalistów branży medycznej, a za takich nie uważali ani genetyka (przyjaciela Kelly’ego), ani żywieniowca-epidemiologa (Campbella).
Patrząc jednak pod innym kątem, postawa lekarzy napawała smutkiem: własną ocenę dowolnych prac badawczych uznawali oni za tak nieistotną, że nawet nie próbowali ich przeczytać.
Jednym z lekarzy, z którymi rozmawiał Kelly był specjalista onkolog. Stwierdził, że nigdy nie słyszał ani o profesorze Campbellu, ani też o książce ‘Badania Chińskie’, a – skoro o niej nie słyszał – nie może ona zawierać niczego wartościowego. Dowiedziawszy się, że Kelly prowadzi własne badania, proponując pacjentom eliminację białka zwierzęcego z diety – zwrócił uwagę na możliwe konsekwencje medyczno-prawne w przypadku, gdyby coś poszło nie tak. Kelly zaproponował mu własny egzemplarz ‘Badań Chińskich’, ale onkolog… odmówił jej przeczytania.
Po rozmowach z lekarzami Kelly zdwoił swoje wysiłki, gdyż refleksja, z jaką pozostał po dyskusji z onkologiem – była jednoznaczna: jakże często specjaliści się mylą!
Dzisiejsza ‘medycyna specjalistyczna’ swoją pozycję i rozkwit zawdzięcza temu, że jest oparta na nauce. Nie ma w tym niczego złego, dopóki – w tej mierze – sama sobie nie przyznaje wyłączności. W takim wypadku dochodzi bowiem do odwrócenia proporcji, gdyż teraz tylko to jest nauką, co mówią specjaliści. Stąd już tylko krok do nieomylności.
Ileż to razy historia medycyny udowadniała tzw. ‘specjalistom’ ich próżność i omylność… Mikrobiolodzy Barry Marshall i Robin Warren byli wyśmiewani – właśnie przez ‘specjalistów’- gdy sugerowali, że bakteria Helicobacter pylori może mieć swój udział w rozwoju wrzodów trawiennych.
Tak zwani ‘specjaliści’ potrafią nie tylko się mylić. Potrafią trwać w błędzie – przez wieki…
‘Puszczanie krwi’ przetrwało dwa tysiąclecia (!). Zapomniano o nim dopiero wtedy, gdy Louis Pasteur i Robert Koch udowodnili, że za wiele chorób leczonych tą metodą odpowiedzialne są mikroorganizmy. Od czasów cywilizacji starożytnych Egiptu i Grecji aż po przełom XIX / XX wieku – tzw. ‘specjaliści’ NIE ZAUWAŻYLI, iż ‘puszczanie krwi’ w niemal wszystkich przypadkach swojego zastosowania nie przynosi poprawy stanu zdrowia pacjenta, nierzadko zaś przyczynia się do jego śmierci.
* *
Rozdział 3
Prawda się ujawnia
„Wszystkie prawdy przechodzą przez trzy etapy.
Najpierw są wyśmiewane.
Potem brutalnie zwalczane.
W końcu – akceptowane jako oczywiste”
/Schopenhauer/
Książka ‘Badania Chińskie’ – pomimo doskonałych recenzji w The New York Times – poniosła porażkę: zawarte w niej konkluzje nie znalazły swojego odbicia w branżowych publikacjach medycznych i nie zapoczątkowały globalnie skoordynowanych badań w kierunku zapobiegania i leczenia nowotworów. Kelly uznawał to za tragedię.
Odpowiedź na pytanie: Dlaczego konkluzje ‘Badań Chińskich’ zostały tak pieczołowicie przemilczane przez świat medyczny – jest kluczowa, gdyż pokazuje prawdziwą twarz współczesnej medycyny specjalistycznej. Jasnym jest, że jedynie wsparcie medycznego establishmentu mogło upowszechnić prace Campbella, tymczasem właśnie tego wsparcia został on pozbawiony.
Po raz kolejny w swojej historii medycyna odwróciła się od prawdy, uznając, że prawda jest herezją. Bo to byłaby herezja: BIAŁKO ZWIERZĘCE miałoby wpływać na WZROST NOWOTWORÓW ?!!
Gdyby okazało się, że twierdzenia Campbella są prawdą – miałoby to niewyobrażalnie duży wpływ na światową ekonomię. Przemysł spożywczy i farmaceutyczny musiałyby zostać przebudowane w sposób rewolucyjny od samych swych fundamentów. Społeczeństwo zostałoby zmuszone do ponownego przetasowania swych wartości – jak w czasach, gdy okazało się, że higiena ma wpływ na zdrowie.
Wyobraź sobie co stałoby się, gdyby nagle wszyscy lekarze ogłosili swoim pacjentom, że białko zwierzęce powoduje wzrost nowotworów. Powszechnie uznawana wiedza głosi, że białko zwierzęce jest najważniejszym składnikiem naszej diety i niezbędnym elementem prawidłowego wzrostu komórek ciała. Na gruncie medycznym jest to wręcz ‘prawda wiary’; nikt nie ośmiela się jej negować, gdyż byłoby to – właśnie – herezją. Sugerowanie, że białko zwierzęce mogłoby być dla nas szkodliwe – jest po prostu skandalem. Jest wręcz… niedorzeczne.
Kelly wiedział, dlaczego Campbell przegrał. Problem dotyczył spraw esencjalnych, radykalnie uniwersalnych i nie pozbawionych paradoksów: Wszyscy wierzą lekarzom, a teraz Campbell prosi lekarzy, aby… przestali wierzyć samym sobie.
Swoje zadanie upatrywał Kelly w tym, by konkluzje ‘Badań Chińskich’ zastosować w praktyce, przenieść je na grunt swojej pracy zawodowej, wcielić w codzienność życia jego pacjentów. Chciał przyczynić się do tego, by można było przekonać innych lekarzy, aby spojrzeli nowym okiem i bez uprzedzeń na ten… ‘paraliżujący’ ich problem.
Pierwszą osobą, którą musiał przekonać co do słuszności swego eksperymentu był… on sam. Zanim rozpoczął pracę z pacjentami postanowił dokładnie się przygotować. Zapoznał się z tak dużą ilością materiałów, do jakiej tylko miał dostęp, starając się przy tym być tak krytycznym, jak to tylko możliwe.
Gdy poczuł, że jest już gotowy, rozważył możliwości jakimi dysponował. Za najważniejszą uznał bezceremonialność: w rozmowach z pacjentami przedstawiał wyniki badań Campbella i proponował eksperyment z dietą pozbawioną białka zwierzęcego, podkreślając, że nie może niczego obiecać. Wszystkie rozmowy dokumentował.
Pisząc książkę, postanowił oddać głos pacjentom; najważniejsze miały być ich odczucia i wnioski. Uznał, że jego zadanie zaczyna się i kończy na opisaniu – w najprostszy możliwy sposób – tego, co usłyszał od swoich pacjentów. Prosta i zrozumiała nauka Campbella zasługiwała na równie przejrzystą kontynuację.
Trzymając kciuki za swoich pacjentów, Kelly rozpoczął eksperyment. Poprawa nastąpiła dość szybko. Obserwując zmianę stanu zdrowia pacjentów, Kelly odczuwał pokorę: wszystko wskazywało na to, że dieta, którą Campbell ratował życie laboratoryjnym szczurom – działała też na ludzi. Oto dowód, że białko zwierzęce jest nowotworom niezbędne, aby mogły rosnąć.
Wtedy powstał… mały problem.
Jako że Kelly nigdy nie odradzał pacjentom porzucenia terapii standardowej, dieta stosowana była przez nich jednocześnie z leczenia konwencjonalnym. Niektórzy pacjenci – poprawę swojego stanu zdrowia zaczęli przypisywać zabiegom terapeutycznym, jakie zlecali im ich onkolodzy. Ich odruchową reakcją było łagodzenie reżimu diety.
Sytuacja ta pokazała nowy wzorzec:
Rygorystyczne trzymanie się diety przynosiło nadzwyczajne rezultaty, natomiast ci, którzy porzucali dietę – cierpieli na nawroty choroby i pogorszenie stanu zdrowia.
Kelly zdawał sobie sprawę z tego, że opisane przez niego przypadki uznane zostaną za ‘rzadkie’ / ‘losowe’, nie dostarczą więc empirycznego dowodu, którego wymaga nauka. Jego 8-letni eksperyment może jednak pomóc w przyciągnięciu uwagi świata medycznego do badań Campbella – jako przekonywający.
Najbardziej niepokojącym wydaje się fakt, że efekty badań Campbella najbardziej uderzają w interesy finansowe wielkich korporacji spożywczych i farmaceutycznych. W tym właśnie Campbell upatrywał główną przyczynę swojego niepowodzenia.
W kolejnych rozdziałach książki Kelly przedstawia studium przypadków swoich pacjentów. To oni są pionierami zmiany, która – oby nadeszła jak najszybciej.
* *
Rozdział 4a
”Dobry Bóg tkwi w szczegółach.”
/Gustave Flaubert/
Ronan
W połowie szóstej dekady życia Ronan przebył epizod obfitego krwawienia z odbytu. Rozpoznano u niego raka jelita grubego. Guza usunięto chirurgicznie; wszystko wskazywało na to, że pomimo obfitego krwawienia nowotwór naciekał jedynie okoliczne tkanki miednicy. Naczynia chłonne nie były zajęte i nie stwierdzono przerzutów do wątroby. Istniała duża szansa, że usunięto wszystkie komórki rakowe. Ronan szybko wracał do zdrowia i miesiąc po opuszczeniu szpitala powrócił do pracy.
Kilka tygodni potem Ronan trafił do gabinetu Kelly’ego; jego rolą było monitorowanie stanu zdrowia pacjenta. Podczas tamtej wizyty Kelly opowiedział mu o odkryciach Campbella i Ronan obiecał, że przeczyta ‘Badania Chińskie’.
Siedem miesięcy po zabiegu chirurgicznym – pojawiła się żółtaczka. Zlecone przez Kelly’ego badanie wątroby ujawniło mnogie ogniska przerzutów. Za radą chirurga Ronan zdecydował się na usunięcie zajętej przez rak części wątroby i następującą po niej sesję chemioterapii.
Podczas kolejnej wizyty Kelly przywołał temat zmiany diety. Ronan przyznał, że przeczytał książkę Campbella, ale – mimo, że uznawał jego konkluzje za wiarygodne i nie miał już wątpliwości co do swojego stanu zdrowia – nie zdecydował się na zmianę sposobu żywienia. Obiecał, że nieco ograniczy spożycie sera, ale nie był w stanie zrezygnować z mięsa. Kelly powiedział mu, że to nie wystarczy, jednak zaakceptował ten kompromis; ‘coś’ – było lepsze niż ‘nic’.
Przez kilka kolejnych miesięcy Ronan pozostawał nieugięty i odmawiał przystąpienia do w pełni restrykcyjnej diety. Twierdził, że jego życie jest wystarczająco ciężkie i bez tego, a jego chirurg jeszcze nie stracił nadziei na jego wyleczenie.
Przez jakiś czas nie pojawiały się żadne symptomy nawrotów choroby, a badanie wątroby nie wykazywało zmian. Gdy Ronan był już prawie pewny skuteczności przeprowadzonego leczenia – odkryto nowe ogniska raka w tkankach miękkich jego miednicy. Oceniono, że jest to nawrót guza, który operowano lub też nowe ognisko pierwotne. Nowa zmiana chorobowa leczona była początkowo radioterapią, następnie chirurgicznie i nową, kończącą leczenie sesją chemioterapii.
Dla Ronana – to był właśnie punkt zwrotny. Nagły powrót choroby głęboko nim wstrząsnął. Będąc w przekonaniu, iż jest to jego ostatnia szansa, zdecydował się poddać diecie pozbawionej białka zwierzęcego. Nawet wtedy jednak, zaczął się z Kellym ‘targować’ i wymusił pewne małe odstępstwo: kurczak na obiad raz w miesiącu. Kelly ustąpił wiedząc, że w pacjencie nastąpił przełom.
To, co nastąpiło potem – było po prostu zdumiewające!
Prawie natychmiast po zaadoptowaniu nowej diety Ronan zaczął się czuć zdecydowanie lepiej i po trzech tygodniach stał się entuzjastą nowego sposobu żywienia.
Rozpoczynając swój eksperyment Kelly obiecał sobie, że porzuci próby psychologicznego ponaglania pacjentów, wpływania na ich decyzje i ich reakcje na poprawę stanu zdrowia. Jego zadaniem było informować, przedstawiać fakty, obserwować i dokumentować. Dlatego prawie nie skomentował relacji Ronana o znaczącej poprawie stanu zdrowia. Swojego dobrego samopoczucia Ronan nie przypisywał lekom, jakie polecili mu przyjmować specjaliści; był przekonany, że przyczyną różnicy była dieta.
Rok po ostatniej interwencji chirurgicznej przeprowadzono ostatnią sesję chemioterapii. Ronan przez cały czas pozostawał na diecie pozbawionej białka zwierzęcego.
Mniej więcej dwa lata po rozpoczęciu diety – w życiu Ronana miał miejsce pewien bardzo niepokojący incydent. Ronan wypłynął w miesięczny rejs wzdłuż wybrzeży Francji. Żeglował z przyjaciółmi, z których wszyscy byli zadeklarowanymi zjadaczami mięsa i pizzy. Ronan pozwolił sobie na małą dyspensę i zawiesił dietę. Po dwóch tygodniach konsumpcji białka zwierzęcego – zaobserwował niewielkie ilości krwi i śluzu w kale. W ciągu kolejnych dwóch tygodni – ilości krwi i śluzu były coraz obfitsze.
Tuż po zakończeniu rejsu Ronan pojawił się w gabinecie Kelly’ego. Wspólnie zdecydowali, że Ronan powróci do w pełni reżimowej diety i jeśli krew i śluz nie zniknie z jego kału w ciągu kolejnych dwóch tygodni – Ronan zgłosi się do swojego onkologa. Po przywróceniu pełnej diety – krwawienia ustały.
W chwili, gdy Kelly oddawał swoją książkę do druku minęło 18 miesięcy od pamiętnego rejsu i ostatnich krwawień; Ronan pozostawał na pełnej diecie, a żadne nowe incydenty i nawroty choroby – nie miały miejsca.
Melissa
Historia zmagań z nowotworem w rodzinie Melissy była bogata. Jej ojciec zmarł na raka okrężnicy w wieku czterdziestu kilku lat; wiele jej ciotek i wujków – zarówno ze strony ojca jak i matki – również zmarło z powodu raka w młodym wieku.
Melissy miała trzydzieści cztery lata, gdy rozpoznano u niej guz mózgu. Chirurgicznie guz został sklasyfikowany jako glejak anaplastyczny 3-go stopnia (‘a grade 3 anaplastic glioma’). Jej neurochirurg był bardzo powściągliwy w szacowaniu prognoz rozwoju choroby, więc Melissa zaczęła poszukiwać rokowań na własną rękę. Najbardziej optymistyczne prognozy pozostawiały jej pięć do sześciu lat życia, przy czym jakość tych kilku lat życia – zależała od skuteczności chemio- i radioterapii.
Jedno było pewne: tego typu nowotwory dość szybko ‘naciekają’ okoliczne tkanki mózgu, co sprawia, że całkowite usunięcie guza jest praktycznie niemożliwe. To, co pozostaje po resekcji chirurgicznej – pomimo dalszej terapii konwencjonalnej – prędzej czy później znów zacznie rosnąć.
W chwili, gdy dowiedziała się o ‘Badaniach Chińskich’, Melissa miała już za sobą dwa lata choroby, a prócz interwencji chirurgicznej – również leczenie chemioterapeutyczne i radiacyjne. Opowieści o diecie Campbella początkowo nie przekonały Melissy, więc Kelly podstępnie odwiedził ją w jej domu, pozostawił jej egzemplarz ‘Badań Chińskich’ i wymusił na niej deklarację, że przeczyta książkę.
Gdy zadzwoniła do niego jakiś czas później – Melissa była w znakomitym humorze. Nie tylko przeczytała opracowanie Campbella, ale stosowała już jego dietę. Stwierdziła, że już po dwóch tygodniach od wyeliminowania białka zwierzęcego z diety – zaczęła czuć się lepiej. Przeszły jej bóle głowy, które były pierwszoplanowym objawem rozwoju jej choroby. Nagle znikło brzemię rozpaczy, które dręczyło ją od chwili wykrycia guza i poczuła, że jej przeznaczenie znów leży w jej rękach. Skupiła się na przestrzeganiu reżimu diety. Przepełniona nową energią i chęcią życia – powróciła do pracy, odnajdując tam nowe wyzwanie: chciała pomagać ludziom.
Jakiś czas później* neurochirurg wyznaczył termin nowego badania MRI. Oczekując na wyniki tomografii, Melissa była przekonana, że diagnoza będzie jedynie stemplem potwierdzającym to, o czym była przeświadczona.
*) Kelly nie podaje dokładnych ram czasowych, co w dużej mierze utrudnia nam śledzenie dynamiki procesu powracania do zdrowia.
Okazało się, że… wyniki nie mogły być lepsze. Rozmiary guza zmniejszyły się znacząco, a to, co pozostało było 5-centymetrową zwapnioną masą usytuowaną w lewym płacie czołowym. Neurochirurg Melissy był zachwycony. Stwierdził, że pozostałości guza mogą być usunięte prostym zabiegiem, który przeprowadził kilka tygodni później. Badanie histologiczne usuniętej tkanki wykazało, że guz zmienił się w ‘gwiaździaka’ o niskim stopniu złośliwości (‘low grade astrocytoma’). Zdaniem neurochirurga – wszystko wskazywało na to, że Melissa została wyleczona.
W chwili druku książki Kelly’ego minęło trzy i pół roku od ostatniej operacji Melissy. Żaden ze skanów jej mózgu, jakie przeprowadzono w tym czasie nie wykazał nawrotu choroby, a ona sama – wiedzie normalne, szczęśliwe życie.
Przypadek Melissy utwierdził Kelly’ego w przekonaniu, że dieta Campbella jest skuteczna i należy informować o jej istnieniu wszystkich pacjentów cierpiących z powodu chorób nowotworowych.
* *
Rozdział 4b
Andrew
Przypadek Andrew jest nietypowy, gdyż dowiedział się on o ‘Badaniach Chińskich’ 18 miesięcy wcześniej, zanim rozpoznano u niego raka. W wieku lat sześćdziesięciu Andrew przebył zawał serca. Kelly opowiedział mu o efektach badań Campbella z tego powodu, że dieta eliminująca z jadłospisu produkty zwierzęce, a więc zarówno białko jak i tłuszcz, sprawdza się też w profilaktyce i leczeniu choroby wieńcowej (brak produktów zwierzęcych = brak cholesterolu). Andrew zadeklarował, że będzie stosował dietę, aby uniknąć kolejnych epizodów ‘sercowych’.
18 miesięcy później odwiedził gabinet Kelly’ego, gdyż w swoim moczu zauważył krew i podejrzanie wyglądające fragmenty tkanki. Badanie ultrasonograficzne ujawniło miękką masę tkankową u podstawy pęcherza moczowego, więc Andrew został skierowany na urologię. Testy szpitalne potwierdziły istnienie rozległego guza nowotworowego, który jednakże nie wydawał się być złośliwy. Niespodziewanie – w badaniu histologicznym guz został zdiagnozowany jako rak płaskonabłonkowy (‘SCC – squamous cell carcinoma’). Tego typu rak należy do najbardziej agresywnych i niebezpiecznych nowotworów pęcherza moczowego; rokowania są złe, a standardowa procedura przewiduje jak najszybsze usunięcie guza, aby nie dopuścić do eskalacji i rozprzestrzeniania się choroby.
Diagnoza bardzo zdziwiła Kelly’ego. Andrew, jak sam twierdził, pozostawał na diecie Campbella – diecie, która powinna chronić go przez rozwojem zmian nowotworowych. Poważna rozmowa z pacjentem – ujawniła prawdę: Andrew przyznał się, że stosował dietę na zasadzie ‘romansu przerywanego’. Przez jakiś czas był na diecie, po czym – na jakiś czas – ją przerywał, potem znów do niej wracał, by znów – na jakiś czas – ją porzucić.
Kelly ponownie przeanalizował raport urologa. Przypadek Andrew był skrajnie nietypowy: nowotwór zachowywał się jakby nie był złośliwy. Urolog nie mógł niczym usprawiedliwić resekcji pęcherza moczowego, gdyż nie było dowodów, by nowotwór Andrew naciekał tkankę mięśniową pęcherza moczowego. Tymczasem literatura medyczna praktycznie nie odnotowała przypadków nieagresywnego przebiegu raka płaskonabłonkowego pęcherza moczowego. Dlaczego Andrew był wyjątkiem od reguły? Czym jego przypadek różnił się od pozostałych?
Istniało duże prawdopodobieństwo, że nawet jego ‘romans przerywany’ z dietą Campbella był wystarczający, by zastopować rozwój guza i powstrzymać jego przeobrażenie w postać złośliwą. Być może dieta uchroniła go przed usunięciem pęcherza moczowego, a nawet uratowała jego życie. Andrew częściowo doszedł do tego sam. Zachęcony przez Kelly’ego – ponownie poddał się reżimowi diety i już nie przerywał jej stosowania.
Od tamtego momentu do chwili druku książki Kelly’ego minęło sześć lat. Urolog monitoruje stan pęcherza moczowego Andrew co trzy miesiące. Co jakiś czas badania ujawniają małe obszary raka „in situ” (nieaktywne zmiany nowotworowe) i ogniska leukoplakii (obszary komórek w stadium przed-rakowym), jednak guz Andrew wciąż pozostaje w postaci nieaktywnej. Pozostając w zgodzie z wiedzą podręcznikową, urolog twierdzi, że najbardziej prawdopodobna jest zamiana raka w postać agresywną – mimo, że tak się nie dzieje od sześciu lat. Nie wiedząc nic o diecie Andrew, urolog zaczyna wierzyć, że ma do czynienia z przypadkiem wyjątkowym, który przeczy podręcznikowym prawom rozwoju nowotworów płaskonabłonkowych pęcherza moczowego.
Zdaniem Kelly’ego przypadek Andrew jest dowodem na uniwersalne właściwości ochronne diety wolnej od białka zwierzęcego.
Sean
Kelly nigdy nie poznał osobiście Seana, jednak jego przypadek wydał mu się tak intrygującym sukcesem, że postanowił udokumentować go w swojej książce.
Pewnego razu jego gabinet odwiedziła kobieta, która – przy okazji – opowiedziała mu historię swojego kolegi z pracy. Sean miał 28 lat, gdy w swoim kale zauważył krew. Zdiagnozowano u niego raka odbytu. Ten typ nowotworu rzadko rozwija się u osób tak młodych, lecz w rodzinie Seana rak miał bardzo bogatą historię. Wszystko wskazywało na to, że chorobę wykryto wcześnie i nie rozprzestrzeniła się ona na inne narządy, więc chirurgicznie usunięto niewielki odcinek jelita. Rokowania były pomyślne i po dwóch miesiącach Sean powrócił do pracy.
Rok później, na cztery tygodnie przed planowanym ślubem, Seana zaczął dręczyć dokuczliwy kaszel i zauważył ślady krwi w swojej plwocinie. Jego lekarz nie był nadmiernie zaniepokojony, lecz badania obrazowe ujawniły mnogie zmiany nowotworowe w obu płucach Seana. Biopsja potwierdziła, że były to zmiany wtórne; zmianą pierwotną był rak odbytu.
Sean był załamany. Odwołał swój ślub i poinformował kolegów i koleżanki z pracy, że zdaniem lekarzy pozostał mu mniej niż rok życia. Było to właśnie w dniu, w którym koleżanka Seana odwiedziła gabinet Kelly’ego. Nie oczekiwała od niego pomocy w sprawie Seana; po prostu była osobą dość empatyczną i bardzo wstrząsnął nią los jej kolegi.
Kelly wahał się przez chwilę, lecz zdecydował się opowiedzieć jej o ‘Badaniach Chińskich’. Jako że Sean nie był jego pacjentem, Kelly poprosił kobietę, aby – po prostu – kupiła jeden egzemplarz książki Campbella i podarowało go swojemu choremu koledze z pracy. Poprosił też, aby przekazała Seanowi, że może liczyć na pomoc Kelly’ego i w każdej chwili może skontaktować się z nim telefonicznie.
Sześć miesięcy później Kelly otrzymał od swojej pacjentki taką oto wiadomość tekstową:
„Po prostu muszę coś Panu powiedzieć na temat mojego kolegi z rakiem w płucach. Ostatni skan płuc pokazał BRAK wzrostu guza! Jutro bierze ślub. Chemioterapia została przesunięta na dalszy termin. Lekarz jest pod wrażeniem. Dziękujemy Panu za ‘Badania Chińskie’.” Kilka miesięcy później pacjentka Kelly’ego skontaktowała się z nim telefonicznie i zdała mu nieco obszerniejszy raport.
Po przeczytaniu książki Campbella Sean zanurzył się… – wręcz ‘pogrążył się’ – w diecie bez pamięci. Poprawa jego stanu zdrowia zaskoczyła nie tylko jego samego i jego narzeczoną, ale też wszystkich jego lekarzy. Zmiany nowotworowe w płucach – zmniejszyły się, chociaż nie znikły całkowicie.
W kolejnych miesiącach pacjentka Kelly’ego informowała go o wszystkim, co działo się z Seanem. Mimo, że nie zaobserwowano wzrostu zmian nowotworowych w płucach, lekarze zalecili kolejną sesję chemioterapii – na wszelki wypadek. Efektem było dalsze zmniejszenie rozmiaru ognisk nowotworowych w płucach. Nie znikły one całkowicie, lecz – prócz nich – brak było jakichkolwiek innych symptomów choroby.
Lekarze byli pod tak dużym wrażeniem, że postanowili przedstawić przypadek Seana na jednej z medycznych konferencji. Kelly dokładnie śledził doniesienia z tej konferencji. Ku jego zaskoczeniu lekarze konsultujący Seana przedstawili jego przypadek jako… ‘kuriozum’, a jego powrót do zdrowia – jako przykład dziwacznych / osobliwych / niezrozumiałych rzeczy, jakie czasem przytrafiają im się podczas leczenia raka. Podczas prezentacji wspomniano mimochodem o diecie jaką stosował pacjent – diecie pozbawionej białka zwierzęcego – lecz żaden z profesjonalistów nie przejawił tym faktem najmniejszego zainteresowania.
To zdumiało Kelly’ego najbardziej i wymaga grubego podkreślenia:
Podczas prezentacji przypadku-kuriozum – jedna jedyna cecha, która odróżniała ten przypadek od wszystkich innych – nie wzbudziła najmniejszego zainteresowania kadry profesjonalistów i nie wywołała nawet śladu dyskusji.
Wypadałoby odpowiedzieć na pytanie: skoro dieta pozbawiona białka zwierzęcego to tylko dieta i jako taka nie ma najmniejszego wpływu na leczenie, to dlaczego lekarze są do niej tak uprzedzeni? Przecież to TYLKO DIETA! Kpijcie z niej, bądźcie cyniczni, nie dostrzegajcie faktów, udawajcie, że ona nie działa, ale – na miłość boską (!) – zacznijcie się w końcu jej uważnie przyglądać; sprawdźcie co w niej tkwi, zacznijcie prowadzić jakiekolwiek badania… Przecież ani żadnemu lekarzowi, ani żadnemu pacjentowi – nie stanie się przez to nic złego!
Kelly’emu przyszło do głowy, że – czytając studium poszczególnych przypadków, a więc wyniki leczenia niektórych pacjentów – można przecież pomóc innym pacjentom w przechytrzeniu ich choroby. Temu właśnie ma służyć jego książka.
Michael
Wieku lat 30. Michael zaczął się uskarżać na bóle głowy i epizody rozmytego widzenia. Skan mózgu pokazał rozległy guz w płacie czołowym, a diagnoza wydana na podstawie biopsji brzmiała: skąpodrzewiakogwiaździak o niskim stopniu złośliwości (‘low-gade mixed oligoastrocytoma’). Tego typu nowotwory zwykle rosną wolno i nie dają przerzutów, więc często udaje się je w całości usunąć, jednak w przypadku Michaela leczenie chirurgiczne nie wchodziło w grę, gdyż guz infiltrował część mózgu odpowiedzialną za widzenie. Zdecydowano się odłożyć inwazyjne metody leczenia do czasu bardziej niepokojących objawów.
Trzy miesiące po diagnozie u Michaela pojawiły się napady padaczkowe – gwałtowne drgawki rąk i nóg przebiegające z utratą przytomności. Zwykle trwały przez kilka minut, jednak powodowały dezorientację i senność utrzymującą się prze godzinę lub dłużej.
Leki padaczkowe sprawdzały się przez jakiś czas, jednak ich dawka musiała być systematycznie zwiększana, by zachować skuteczność terapeutyczną. W końcu leki przestały skutkować i podjęto decyzję o operacji odciążającej (‘debulking surgery’) – usunąć tak dużo guza jak to możliwe bez uszkodzenia sąsiadującej tkanki mózgu. Zdecydowano się również na radioterapię. W efekcie skojarzonego leczenia (leki anty-epileptyczne + operacja + radioterapia) pozbyto się napadów padaczki typu grand-mal, trak bardzo przerażających Michaela i jego rodzinę. Niestety, po paru ataki powróciły, choć w formie znacznie łagodniejszej (petit-mal).
Nowy rodzaj ataku powodował, że świadomość Michaela ‘wyłączała się’ na około minuty i w tym czasie Michael nie wiedział gdzie jest i co się dzieje wokół niego. Nieprzewidywalność i zmienna częstość ataków sprawiły, że Michael nie mógł wieść normalnego życia i nie mógł być pozostawiony samemu sobie. W tym właśnie okresie choroby Michael w towarzystwie swojego ojca pojawił się w gabinecie Kelly’ego.
Na wieść o ‘Badaniach Chińskich’, diecie Campbella i sugestii, że Michael powinien się jej poddać – zarówno on jak i jego ojciec wybuchli szyderczym śmiechem. Sam pomysł, by zrezygnować ze steków, serów i pizzy – swoich ulubionych i podstawowych produktów spożywczych – wydał się Michael’owi niedorzeczny. W końcu – pozostając miesiącami w domu pod okiem rodziców – telewizor i jedzenie były jego jedyną rozrywką. Zanim pojawiła się jego choroba, Michael był dobrze zbudowanym barczystym kibicem piłki nożnej, z upodobaniem oddającym się wszystkim możliwym używkom, jakie tylko można było odnaleźć w okolicznych pubach – również używkom smakowym.
Mimo, iż propozycja stosowania diety pozbawionej mięsa i serów wydała się Michaelowi absurdalna – Kelly w końcu postawił na swoim. Zawarł z Michaelem i jego ojcem pakt: będą trzymać się diety jedynie przez miesiąc. Jeśli w ciągu tego okresu ataki padaczkowe nie ustaną – Michael powróci do swoich steków i pizzy.
Kelly liczył jedynie na zredukowanie ilości ataków, co dałoby mu kartę przetargową podczas kolejnej wizyty i nowych pertraktacji dotyczących diety. Stało się jednak inaczej: Od samego początku stosowania diety ilość ataków zaczęła się zmniejszać, a po trzecim tygodniu – ataki znikły zupełnie. Sam Kelly nie spodziewał się tak wyraźnej poprawy.
Szczęśliwie – neurochirurg Michaela nie miał nic przeciwko jego nowej diecie, choć – jego zdaniem – dieta nie mogła odegrać żadnej roli w poprawie zdrowia. Sądził, że przyczyną poprawy były lekarstwa (które wcześniej nie pomagały), zresztą – jak przekonywał neurochirurg – w przebiegu guzów mózgu nie jest niczym niezwykłym, że ataki raz są, a raz ich nie ma. To podkopało wiarę Michaela fakt, iż sukces zawdzięcza diecie, lecz Kelly przypomniał mu o zawartym pakcie i argumentował, że – skoro nastąpiła poprawa – nie ma sensu rezygnować ani z leków, ani z diety.
Przez kolejne dwa lata Michael nie doświadczył ataków padaczkowych, a raporty od neurochirurga potwierdzały satysfakcjonujący stan jego zdrowia. W tym czasie Kelly widywał Michaela coraz rzadziej, lecz dowiedział się od jego ojca, że Michael regularnie ćwiczy i odzyskuje dawną sprawność fizyczną, jednocześnie pozostając wiernym diecie. Po prostu – powracał do normalnego życia.
Kilka miesięcy później… wszystko runęło; zdarzenia toczyły się bardzo szybko. Kolejne sprawozdanie ojca Michaela nie było optymistyczne: jego syn powrócił do dawnej komitywy z kolegami – kibicami. Bywał na wszystkich meczach, a po ich zakończeniu spędzał wieczory w pubach, oddając się wszystkim dawnym słabościom: dużej ilości alkoholu i dużym rozmiarom steków i pizz. Michael oznajmił rodzinie, że – kiedy jest poza domem – będzie jadł co mu się podoba, odwiedziwszy zaś Kelly’ego zakomunikował, że życie jest zbyt ciężkie, aby cierpieć z powodu takich poświęceń, jakim była dla niego dieta.
W ciągu kilku tygodni powróciły napady bólu głowy i ataki padaczki. Kolejny skan mózgu pokazał powiększenie się guza. Przeprowadzono kolejną operację odciążającą, a wynik biopsji był niepokojący: guz transformował w złośliwy glejak anaplastyczny (‘aggressive anaplastic glioblastoma’). Pooperacyjna chemio- i radioterapia nie dały rezultatu i stan zdrowia pogarszał się gwałtownie. Pojawiły się zmiany osobowości, lewostronny niedowład połowiczy, zanik widzenia w jednym oku. Michael utracił świadomość i kilka dni po operacji zmarł.
* *
Rozdział 5
Specjaliści Rzucają Kłody
„Niebezpiecznie jest mieć rację w sprawach,
co do których organy władzy są w błędzie.”
/Voltaire/
Największą przeszkodą dla pacjentów usiłujących stosować dietę był brak wsparcia ze strony ich specjalistów onkologów. Wzmianki o planowanej diecie roślinnej – specjaliści kwitowali rutynowym: „to zwykła stara czasu”, po czym znakomita większość z nich informowała pacjentów, że standardowo stosowaną procedurą jest suplementacja białkowa.
Suplementacja taka ma pomóc w przywracaniu zdrowia zniszczonego chorobą nowotworową i usuwaniu skutków ubocznych chemio- i radioterapii. Specjaliści zalecają ten dodatek do diety szczególnie chętnie, gdy zaobserwują pierwsze symptomy utraty wagi. Żaden z nich jednak nigdy nie informuje pacjentów, że suplementy białkowe produkowane są głównie z NABIAŁU (!), co – w świetle badań Campbella – oznacza, że bardziej pomagają ‘wydobrzeć’ rakowi, niż pacjentowi.
Znając stanowisko specjalistów, Kelly podstępnie uprzedzał swoich pacjentów, że ich lekarze najprawdopodobniej będą ich zniechęcać do podjęcia diety roślinnej – głównie z tej przyczyny, że zupełnie nie znają się na żywieniu. Zapewniał ich jednak, że dieta pozbawiona białka zwierzęcego nie wpłynie na ich standardową terapię.
Większość pacjentów, którzy przeczytali ‘Badania Chińskie’ i poddali się pełnej diecie roślinnej – nie powiadomiła o tym fakcie swoich onkologów. Fakt ten miał pewien plus: onkolodzy chętniej dzielili się z Kellym raportami o postępach leczenia. (W przypadkach, gdy onkolodzy wiedzieli o tym, że Kelly zachęcał pacjentów do diety – unikali go, a czasem i drwili z niego.)
Pacjenci akceptowali taki ‘spisek’, gdyż mieli do Kelly’ego zaufanie. Nie mówiąc onkologom o swojej diecie wiedzieli, że Kelly kontroluje raporty o ich stanie zdrowia – od strony żywieniowej. Mając za sobą czterdziestoletnie doświadczenie w monitorowaniu stanu zdrowia pacjentów nowotworowych, Kelly porównywał postępy leczenia pacjentów na diecie – z rezultatami, jakie zwykle obserwował u pacjentów bez diety.
Odwołując się do swego doświadczenia, Kelly utrzymuje, że – gdyby nie dieta, większość jego pacjentów umarłaby lub pozostawała w zaawansowanym stanie choroby.
* *
Rozdział 6
Samotna Walka
Nic nie wzmacnia władzy tak bardzo jak milczenie.
/Leonardo da Vinci/
W rozdziale 6. Kelly opisuje swoją młodość, w szczególności zdarzenie, które miało miejsce podczas jego stażu w Mobil General Hospital w Alabamie (w roku 1960). Jako ’junior doctor’ sprzeciwił się wówczas swojemu przełożonemu, który – podczas operacji wyrostka – usiłował podwiązać jajowody 18-letniej Afroamerykance, argumentując, że ‘TE dziewczyny mają zbyt wiele dzieci’.
Kelly nie pozwolił mu tego zrobić, a zaraz po zabiegu odwiedził dyrektora szpitala i zgłosił zdarzenie. Zażądał, by dyrektor zainterweniował, grożąc mu zgłoszeniem incydentu do American Medical Associacion. Dyrektor ‘rozdmuchał’ sprawę i kilka dni później Kelly został poinformowany, że – w trosce o dobre imię szpitala – chirurdzy zaprzestali wykonywania nie zleconych sterylizacji.
Bez względu na to, czy stało się tak istotnie, czy też – po prostu – został okłamany, Kelly nauczył się wtedy jednego: małe działania mogą mieć ogromny wpływ na rzeczywistość. Właśnie to przekonanie, ta wiedza – ukształtowała jego postawę i sprawiła, że zaangażował się w badania nad skutecznością diety Campbella.
* *
Rozdział 7
Rewolucja Myślenia
„Mały bunt od czasu do czasu to dobra rzecz.„
/Thomas Jefferson/
Przekonywanie pacjenta cierpiącego na chorobę nowotworową, by wyeliminował ze swoich posiłków białko zwierzęce jest szczególnie problematyczne w krajach cywilizacji zachodu, gdzie nabiał i mięso stanowią dużą część codziennej diety. Od stu lat sprytni marketingowcy – buziami uśmiechniętych krówek i świnek – przekonują nas, że mleko, sery, wołowina i wieprzowina to dobry wybór. Dodają do tego pseudonaukową argumentację: białka zawarte w tych produktach są prawie identyczne jak nasze, więc nadają się idealnie do odżywiania ludzkich komórek. Fakt, że nasze ulubione pożywienie jest także ulubionym daniem raka – pozostaje przemilczany.
Istotnie, w ostatnich czasach mięso i nabiał stanęło pod ostrzałem. Dobrze udokumentowane badania naukowe ostatnich dekad XX wieku powiązały te produkty z przyczyną choroby wieńcowej, która wraz rakiem odpowiadaja za większość przedwczesnych zgonów. Uwaga badaczy skupiła się jednak na zwierzęcych tłuszczach, w szczególności na cholesterolu.
Ludzie – z trudem, ale jednak – przełknęli prawdę, że ich ulubione jedzenie, spożywane od dzieciństwa, może powodować śmiertelne choroby. Społeczeństwo spojrzało nowym okiem na sprawy żywienia; pojawiła się sposobność do wprowadzenia rozsądnych zmian. Niefortunnie – zaprzepaściliśmy tę szansę. Zaatakowały natomiast przemysły farmaceutyczny i żywieniowy: ruszyły z promocją i produkcją leków anty-cholesterolowych i nisko-cholesterolowej żywności.
Prace naukowe dotyczące wpływu białka zwierzęcego na rozwój nowotworów utknęły na etapie ogólnych badań żywieniowych. Nikomu nie opłaca się inwestowanie w te prace, a jedynym elementem ożywiającym rzetelne badania kliniczne – jest dopływ gotówki. Finansowe wsparcie takich badań pochodzi z dwóch źródeł: od sektora rządowego i od prywatnych darczyńców.
Rządy upatrują swój interes w stabilizacji gospodarczej, którą w dużej mierze zapewnia przemysł spożywczy; gwałtowne rewolucje żywieniowe nie są rządom na rękę, więc nie są też przez nie mile widziane.
Inwestorami z ramienia sektora prywatnego są przede wszystkim korporacje farmaceutyczne i producenci żywności. Finansując dowolne badania – chcą być ich beneficjantem i czerpać zyski z efektów zleconych prac. Farmaceutom – całkiem po prostu – nie opłaca się świat bez chorób sercowo-naczyniowych i nowotworów, gdyż sprzedaż leków na nie stanowi główne źródło ich dochodu. Producenci nabiału i mięsa również nie palą się do opłacania badań, które powiążą białko zwierzęce z zachorowalnością na raka i – ostatecznie – puszczą ich z torbami.
Niestety – po tej samej stronie stoją też… nie jedynie specjaliści onkolodzy, ale całe gałęzie medycyny, które zawdzięczają swoje istnienie obecnemu status-quo. Nowa wiedza dotycząca etiologii nowotworów i sposobów ich leczenia skutkowałaby wielkimi zmianami instytucjonalnymi i proceduralnymi na najwyższym szczeblu.
Prawdzie zawsze trzeba – w końcu – spojrzeć w oczy. Tak jak zaakceptowaliśmy związek pomiędzy paleniem papierosów i rakiem, zaakceptujemy też rolę białka zwierzęcego w rozwoju guzów nowotworowych. Zmiany ku lepszemu muszą zachodzić, a troska o ludzkie zdrowie – jak zawsze – pokona dbałość o interesy korporacyjne i państwowe.
* *
Rozdział 7a
Bob
Pacjenci chcą wierzyć i wierzą w profesjonalizm specjalistów; wiedzą, że każda choroba posiada odmienny charakter i przebieg. Aby ją leczyć potrzebna jest obszerna wiedza dotycząca rozpoznawania i śledzenia określonych parametrów – tych, które definiują etap choroby i jej podatność na różne metody terapeutyczne. Istnieje jednakże duża różnica pomiędzy specjalistami wykonującymi swoją pracę rzetelnie, a tymi, którzy uzurpują sobie niekwestionowane prawo do nieomylności. W świecie dzisiejszej zdominowanej przez specjalistów medycyny – łatwo jest pacjentowi wpaść w ręce… niewłaściwego specjalisty.
Przypadek Boba – przyjaciela Kelly’ego – jest przykładem takiego właśnie zrządzenia losu.
Bob był entuzjastą ćwiczeń fizycznych. Odwiedzając siłownię zwykle doprowadzał się do skrajnego wyczerpania i dość często po tego typu aktywności doświadczał bólów głowy, które ustępowały po godzinie. Kelly zdiagnozował u niego migrenę i zalecił, by nie przeciążał aż tak organizmu, w przeciwnym bowiem wypadku naraża się na udar mózgu.
Pewnego razu, w czasie, gdy Kelly był na urlopie, po powrocie z siłowni u Boba wystąpiły objawy sugerujące udar (cerebrovascular accident). Poczuł się skrajnie wyczerpany i położył się do łóżka. Po jakimś czasie jego mowa stała się bełkotliwa, a jeden kącik ust zaczął opadać. Szybko znalazł się w szpitalu, lecz skany nie uwidoczniły żadnych krwawień ani skrzepów w obrębie mózgu. Wszystkie objawy pozornego udaru ustąpiły w ciągu około godziny, została więc postawiona diagnoza TIA – zwyczajowo zwana ‘mini udarem’.
Specjalista nie był jednak zadowolony z tej diagnozy i postanowił skonsultować się ze swoim kolegą neurologiem, który specjalizował się w dziedzinie epilepsji. Wszystkie badania, które zlecił neurolog przekonały go, że Bob choruje na padaczkę wielopostaciową (polymorphic epilepsy). Przepisał mu leki anty-padaczkowe, które Bob miał zażywać do końca życia i poinformował go, że nie może prowadzić samochodu przez co najmniej rok.
Po powrocie z urlopu Kelly spotkał się z Bobem. Diagnoza zaskoczyło go tak bardzo, że postanowił skierować przyjaciela do innego neurologa – tym razem takiego, który nie specjalizował się w epilepsjach. Nowy neurolog – znając historię – przebadał Boba bardzo dokładnie. Ostatecznie potwierdził podłoże migrenowe, nakazał odstawienie leków anty-padaczkowych, pozwolił mu prowadzić samochód i zalecił rozsądny program ćwiczeń siłowych.
Przypadek Boba pokazuje, że niektórzy specjaliści są tak zanurzeni we własnej dziedzinie, że nie zauważają – gdzie leży prawda. Kelly jest przekonany, że właśnie takie podejście jest główną przeszkodą dla specjalistów zajmujących się leczeniem raka – w dostrzeżeniu wagi odkryć Campbella.
Z pewnego punktu widzenia – trudno im się dziwić: w historia medycyny odnotowała wiele nieudanych prób leczenia raka dietą. Jednak w tym przypadku sytuacja jest odmienna: Campbell UDOWODNIŁ wpływ białka zwierzęcego na wzrost komórek rakowych!
Peter
Peter miał 63 lata, gdy rozpoznano u niego raka prostaty. Odwiedził gabinet Kelly’ego dopiero wtedy, gdy potrzeba częstego oddawania moczu stała się dla niego naprawdę uciążliwa; nie tylko wybudzała go w nocy, ale i przeszkadzała w odbywaniu długich spacerów i grze w golfa. Uskarżał się też na dokuczliwe bóle w dolnej części kręgosłupa. Kelly przebadał go i zlecił badanie krwi. Pozion antygenu PSA (prostate specific antigen) przekraczał 150 (przy normie – poniżej 4), więc Kelly skierował go do urologa, uprzedzając o dużym prawdopodobieństwie choroby nowotworowej.
Badanie rezonansem magnetycznym (MRI) nie pozostawało złudzeń: guz naruszył już torebkę gruczołu i zaatakował otaczające tkanki. W okolicznych węzłach chłonnych pojawiły się wtórne ogniska nowotworu, a w okolicy krzyżowej odnaleziono wczesne przerzuty raka do kości.
Urolog poinformował Kelly’ego telefonicznie, że guz jest bardzo agresywny i – jako że zajął już wiele okolic – ani operacja, ani radioterapia nie były już opcją natychmiastową. Zaryzykował rokowanie, że nawet w przypadku leczenia Peterowi pozostało mniej niż 18 miesięcy życia.
Kiedy Peter odwiedził gabinet Kelly’ego, ten od razu zrozumiał, że Peter stracił wszelkie nadzieje. Nie był przygotowany na tak jednoznaczną diagnozę specjalisty; był w rozpaczy.
To był moment, w którym Kelly opowiedział mu o ‘Badaniach Chińskich’ i konkluzjach Campbella. Peter uznał to za swoją ostatnią szansę. Okazało się, że przeczytał książkę w ciągu trzech dni i natychmiast przeszedł na dietę.
Kelly spotkał się z nim dwa tygodnie później. Samopoczucie Petera było odmienione: twierdził, że czuje się znacznie lepiej; był przekonany, że nowotwór zatrzymał swój rozrost.
Kilka tygodni później urolog – który nic nie wiedział o diecie Petera – poinformował Kelly’ego, że wyniki biopsji są zadziwiające: wydaje się, że guz jest jedynie w pośrednim stadium rozwoju. Raport brzmiał: „Stan Petera jest dużo lepszy niż spodziewany w przypadku nowotworu z przerzutami, który w ogóle nie był leczony”.
Urolog – mimo, że był zdziwiony efektem badania histopatologicznego – nie zmienił zdana na temat rokowań i zlecił terapię hormonalną. Po sześciu tygodniach od rozpoczęcia terapii przeprowadzono badanie antygenu PSA, który okazał się być w normie.
Kelly poinformował Petera, że niski poziom PSA jest prawdopodobnie efektem terapii hormonalnej, lecz Peter był bezgranicznie przekonany, że przyczyna tkwiła w diecie. Jedno było pewne: wśród swoich pacjentów Kelly nigdy nie spotkał większego entuzjasty, zwolennika i orędownika diety Campbella.
Sześć miesięcy po rozpoczęciu terapii hormonalnej przeprowadzono kolejne badanie tomografem MRI. Prostata wciąż była powiększona (Peter wciąż miał kłopoty z oddawaniem moczu), lecz nie zaobserwowano dalszych oznak inwazyjności raka. Większość ognisk wtórnych w gruczole i kościach – znikło zupełnie lub uległo pomniejszeniu. Poziom antygenu PSA był mniejszy niż 2.
Specjalista był zachwycony wynikami badań; był przekonany, że ma do czynienia z wyjątkowo dobrą odpowiedzią organizmu na leczenie hormonalne. Miał nadzieję, że – z biegiem czasu – rozmiar guza ulegnie zmniejszeniu, jednak tak się nie stało.
W końcu – dwa lata po postawieniu pierwszej diagnozy – zapadła decyzja o chirurgicznym usunięciu części guza. Zdecydowano się na to, by złagodzić pacjentowi uciążliwość nadmiernie częstego oddawania moczu.
Teoretycznie – zabieg się powiódł, jednak… kilka miesięcy później stwierdzono mnogie przerzuty w kościach Petera. Sytuacja ta nie zaskoczyła Kelly’ego, ani też, zapewne, urologa. Chirurgiczne usunięcie guza w całości czasem prowadzi do całkowitego wyleczenia raka, jednakże wycinanie części guza niesie ze sobą wielkie ryzyko: komórki rakowe dostają się wtedy do krwi i – niesione jej prądem – osadzają się w innych narządach organizmu jako ogniska wtórne (przerzuty).
Sytuacja (i prognozy) zmieniły się drastycznie. Peter musiał przejść sesję chemioterapii, aby powstrzymać rozwój nowych ognisk raka. Peter nigdy nie myślał o zaprzestaniu diety i wierzył, że to ona powstrzyma rozwój przerzutów.
Tak też stało się istotnie: tomografia komputerowa przeprowadzona cztery miesiące po odkryciu nowych przerzutów wykazała: „brak dowodów nawrotu choroby”. Ten właśnie raport przeczytał Kelly w chwili, gdy oddawał swoją książkę do druku.
Patrick
Historię Patricka przytacza Kelly nie dlatego, że przebieg jego choroby był szczególnie dramatyczny, ale by zilustrować, jak szybko – u pacjentów pozytywnie reagujących na dietę pozbawioną białka zwierzęcego – choroba powraca do aktywnego stanu, gdy zaprzestają stosowania diety.
Badając przyczyny utrudnienia odpływu moczu, zdiagnozowano u Patricka raka pęcherza moczowego o powierzchownym umiejscowieniu. Guz został usunięty, a badanie histologiczne wykazało ‘guz brodawkowaty 3 stopnia z komórek przejściowych z inwazją blaszki właściwej’ (grade 3 papillary transitional cell tumour with lamina propria invasion). Odnaleziono też obszary z ogniskami raka ‘in situ’ (nieaktywne). Urolog poinformował Patricka, że powinien on co 3 miesiące dokładnie się przebadać, gdyż istnieje niebezpieczeństwo, że rak przyjmie postać złośliwą, o ile nie będzie leczony.
Kilka tygodni później Patrick odwiedził Kelly’ego. Wiedział, że – w obecnej chwili – natychmiastowe działanie nie jest konieczne, jednak był zaniepokojony swoim stanem zdrowia. Kelly opowiedział mu o ‘Badaniach chińskich’ i zasugerował, że jeśli podda się diecie pozbawionej białka zwierzęcego – możliwe jest, że rak nigdy nie przejdzie w postać złośliwą. Patrick przeczytał książkę i – przekonany słusznością konkluzji Campbella – rozpoczął dietę.
Okresowe badania, którym się poddawał zgodnie z zaleceniami urologa – przez następnych kilka lat (the next couple of years) nie pokazały ani śladu aktywności guza. Okazjonalnie pojawiały się w pęcherzu ogniska ‘in situ’, ale Patrick był przekonany, że – jako nieaktywne – nie stanowią zagrożenia i łatwo mogą być wyleczone.
Z biegiem czasu poczucie zagrożenia minęło i Patrick zaczął sądzić, że urolog nieco przesadza z troską o jego stan zdrowia. Dieta nigdy nie stanowiła dla Patricka problemu i nawet ją polubił, jednak – w pewnym momencie – styl jego pracy sprawił, że stał się dość nonszalancki i nieostrożny wobec nawyków żywieniowych.
Jego obowiązki zawodowe wymagały, by nawet kilka razy w tygodniu zabierał klientów do restauracji i towarzyszył im podczas obiadów. Większość z klientów, rzecz jasna, zawsze zamawiała mięso, a nie wszystkie restauracje serwowały dania wegańskie, więc trzymanie się dyscypliny diety zaczęło uprzykrzać życie Patricka. Zawarł sam ze sobą nową umowę: towarzysząc klientom w restauracjach pozwalał sobie na dyspensę.
W przeciągu kilku miesięcy – Patrick popadł w kłopoty: jego okresowe badanie uwidoczniło, że pośród zmian ‘in situ’ pojawiło się kilka małych obszarów wczesnego raka inwazyjnego (early invasive cancer). Urolog wyjaśnił Patrickowi, że w niektórych komórkach nieaktywnych (in situ) najwyraźniej zaszła przemiana genetyczna i zaczęły aktywnie się namnażać. Jego zdaniem – nie było to żadną niespodzianką, a jedynie dowodem na potrzebę przeprowadzania badań okresowych: miały wychwycić moment powstawania zmian złośliwych, by można było się nimi zająć.
Nowiny podziałały na Patricka otrzeźwiająco: był przekonany, że wina leżała po jego stronie. O wszystko obwiniał swój brak dyscypliny i ‘rozluźnienie’, które wkradło się w przestrzeganie reżimu diety.
„Istnieje zbyt wielka analogia, zbyt wielkie powiązanie pomiędzy zmianą diety i powrotem choroby” – powiedział podczas kolejnej wizyty. Kelly zgodził się z nim, gdyż obserwując historię innych pacjentów zauważał tę korelację wielokrotnie: odstąpienie od diety skutkuje powrotem choroby.
To, co najbardziej pouczające w historii Patricka, to klarowność powiązania pomiędzy jakością diety i nawrotami rozwoju raka. Przez blisko trzy lata Patrick stosował się do zaleceń diety niemal ‘religijnie’ i w tym czasie pozostawał w doskonałej kondycji, a choroba ‘słabła’. Kiedy tylko porzucił restrykcyjną dietę – rak prawie natychmiast zaczął się agresywnie rozwijać.
Kelly nie był zdziwiony. Zmiany stanu zdrowia Patricka były dokładną repliką (!) tego, co obserwował i opisywał Campbell, prowadząc doświadczenia laboratoryjne: Zmiany ilości białka zwierzęcego w diecie szczurów chorych na raka – włączały lub wyłączały ekspansję nowotworu.
W chwili, gdy Kelly oddawał książkę do druku Patrick rozpoczynał leczenie szczepionką BCG, która miała zniszczyć obszary komórek raka w stadium ‘in situ’. Patrick pozostawał na pełno-reżimowej diecie Campbella.
W czterdziestoletniej historii swojej praktyki lekarskiej Kelly obserwował zmagania z rakiem wielu pacjentów. Stan zdrowia tych, którzy poddawali się standardowemu, ortodoksyjnemu leczeniu – bardzo często nagle zmieniał się na gorsze, co kończyło się tragedią. Zdaniem Kelly’ego – jedynie dieta pozbawiona białka zwierzęcego – pozwala pacjentom naprawdę walczyć z chorobą: Dopóki pozostają wierni diecie – zwyciężają, kiedy zaś odstawiają dietę – nowotwór staje się agresywny.
Nie jest to jedynie ślepa wiara w skuteczność diety.
Za tą wiarą stoją fakty.
* *
Rozdział 8
Przekazywanie pałeczki
„Nie odkryjesz nowych oceanów, jeśli
nie masz odwagi stracić z oczu brzegu.”
/Ander Gide/
Synchroniczność
Będąc mniej więcej w połowie pracy nad swoją książką, Kelly natknął się na dwa medialne doniesienia. Pierwszym był wywiad z brytyjskim biochemikiem Sir Richardem „Timem” Huntem z okazji zakończenia jego pracy w Brytyjskim Instytucie Naukowym (The British Research Institute), drugim zaś artykuł w ‘magazynowym’ dziale Financial Times, opisujący efekty badań Jamesa Watsona – jednego z najsłynniejszych genetyków świata.
W 1982 roku, w Marine Biological Laboratory (Woods Hole, Massachusetts) – Sir Richard Hunt, badając jaja jeżowca morskiego, dokonał kilku wybitnych odkryć dotyczących wpływu niektórych białek na podział i proliferację komórek. Jego największym odkryciem była identyfikacja dwóch białek, ‘cyclin’ i ‘CDK’, które są kluczowe w zapewnieniu, że podział komórek odbywa się w uporządkowany i kontrolowany sposób. Jego odkrycia były tak znaczące, że zostały uhonorowane Nagrodą Nobla w roku 2001.
Drugie doniesienie opisywało prace innego noblisty, współodkrywcy DNA (1953 Watson & Crick), który, będąc już po 80-siątce pracował w Cold Spring Harbor Laboratory w USA. James Watson uczestniczył w projekcie, którego celem była próba odkrycia inhibitora białka aktywującego gen powiązany z niektórymi nowotworami. Nowo odkryte białko, zwane ‘bromodomain-4’, było odpowiedzialne za niekontrolowany podział komórek rakowych. Zdaniem Watsona, inhibitor blokujący powstawanie bromodomain-4 mógłby uniemożliwić rozrost wielu nowotworów.
Kelly nie słyszał wcześniej o tych odkryciach; najwyraźniej – już od kilkudziesięciu lat – światowej sławy biochemicy i genetycy pracowali nad związkiem białek ze sposobem namnażania się komórek. Przecież właśnie ta interaktywna relacja była ‘sercem’ teorii Campbella, fundamentem, na którym opierała się skuteczność jego diety.
Dla Kelly’ego detale odkryć badawczych nie miały znaczenia; dla niego liczyła się… synchroniczność. Hunt i Watson – niezależnie od siebie – dowodzili, że określone białka mają konkretny wpływ na sposób, w jaki komórki dzielą się i replikują. Campbell udowodnił, że eliminacja białka zwierzęcego z diety (a więc wstrzymanie zaopatrywania komórek rakowych w białko zwierzęce) – blokuje rozwój nowotworu.
Dla Kelly’ego korelacja pomiędzy tymi badaniami była zbyt oczywista, by jej nie dostrzegać. Według niego – w pracach Hunta, Watsona i Campbella było coś nieuchwytnego, co jednak rodziło w nim przekonanie, że opisywane przez naukowców fakty wzajemnie się potwierdzają.
* *
W dalszej części rozdziału 8. Kelly opisuje rozmowę, jaką odbył z synem swojego przyjaciela, młodym profesorem gastroenterologii, pracującym w jednym ze szpitali Dublina i mającym sławę dużej klasy nauczyciela-wykładowcy. Ich spotkanie miało miejsce w hotelu, przy okazji pewnego wydarzenia towarzyskiego.
Opisaną rozmowę pozwolę sobie przetłumaczyć i zacytować nieco obszerniej, gdyż dochodzi w niej do dość klarownego starcia dwóch stanowisk: stanowiska członka establishmentu medycznego oraz stanowiska lekarza – stojącego po stronie dobra pacjentów.
Ich kłótnia wydaje mi się modelowym wzorcem postaw dwóch równoległych światów medycznych. [wtrącenie: Ryszard Dziewulski]
Młody profesor dowiedział się od swojego ojca, że Kelly hołduje jakiejś teorii dotyczącej wpływu białka zwierzęcego na rozwój nowotworów, więc zapytał go o to wprost. Kelly zreferował mu istotę przesłania zawartego w ‘Badaniach Chińskich’ Campbella i opisał wieloletnie obserwacje, jakie udokumentował podczas pracy z pacjentami w swojej praktyce lekarskiej.
W reakcji profesora nie było animozji czy wrogości, choć zabrzmiała dość surowo:
– Czy masz pojęcie, jak wiele przypadków musiałbyś przeanalizować i jak wielką dokumentację musiałbyś zgromadzić, żeby liczyć na choć cień szansy, by zostać potraktowanym poważnie przez środowisko medyczne? Twoje badania nie są zasługują na miano ‘naukowych’. Nie posiadasz recenzji naukowych (peer review). Musiałbyś posiadać przynajmniej potwierdzenie swoich obserwacji u innych lekarzy, ale – wnioskując po tym co mówisz – na to się raczej nie zanosi. Daj sobie spokój ze swoją fiksacją na temat białka zwierzęcego i weź pod uwagę ewentualność, że możesz się mylić! Wszystko co robisz w obecnej chwili to po prostu promowanie kolejnej, totalnie nie udowodnionej dietetycznej kuracji antyrakowej – jakbyś nie był świadomy, że istnieją już setki podobnych pomysłów na dietę-cud. Musisz pamiętać, że na całym świecie tysiące naukowców poszukuje sposobów leczenia raka, analizując każdą ewentualność jaka tylko może istnieć. Sądzisz, że wiesz więcej, niż ktokolwiek inny? Za kogo ty się uważasz? Myślisz, że jesteś Wybrańcem, którego wszyscy mają słuchać?
Kelly nie czuł się obrażany, a nawet o mało nie zaklaskał:
– Dobrze, że to powiedziałeś. To rozjaśnia wszelkie wątpliwości, jakie tylko mógłbym mieć w kwestii stanowiska społeczności specjalistów.
– Masz na myśli ludzi takich jak ja? – zapytał profesor.
– Tak. Wy naprawdę wszyscy jesteście do siebie podobni. Jesteście przyzwyczajeni do bycia uznanymi ekspertami. Znacie tylko teksty swoich podręczników. Uznajecie za niemożliwe rozważanie dowolnych tematów, które leżą poza zakresem waszego własnego małego obszaru specjalizacji. Jesteście tak wytresowani, że – kiedy tylko opuszczacie strefę komfortu – musicie natychmiast przekazać problem w ręce jakiegoś innego ‘eksperta’, który uznaje siebie za specjalistę na tym odrębnym poletku.
Kłopot z problemem białka zwierzęcego polega właśnie na tym, że w waszym elitarnym klubie NIE MA TAKIEGO EKSPERTA, więc – w konsekwencji – problem pozostaje niewłaściwie przebadany i nierozwiązany.
Na tym jednak Kelly nie poprzestał i – sam się dziwiąc własnej elokwencji – ciągnął dalej:
– Tak wiele mówi się o krytycznym myśleniu. Tak zwany ‘dobrze uzasadniony wniosek’ musi być skrupulatnie poszukiwany. Ci, którzy posiadają szerokie możliwości – siłę i władzę, zobowiązani są do prowadzenia nowych i alternatywnych badań. Tego jednak – z im tylko znanych powodów, czy to samozadowolenia czy strachu – nie realizują. ‘Racjonalne uzasadnienie’ to jedynie pusta fraza. Niezwykle rozsądna teoria profesora Campbella nigdy nie została poddana globalnie koordynowanym badaniom. Przyczyną tego jest – w mojej opinii – mieszanka instytucjonalnego sobkostwa i zajadłych uprzedzeń wstecznych.
Moim dylematem jest sumienie moralne. Przeczytałem i przeanalizowałem ‘Badania Chińskie’ i uznaję je za rzetelny fundament dla ponownego przemyślenia stosowanej przez nas terapii nowotworowej. Jednak ani ty, ani twoi koledzy mnie nie słuchają, bo nie jestem członkiem waszego klubu specjalistów; wyrzekliście się mnie, pozostawiając ‘w biedzie’. Mogę więc albo zignorować implikacje płynące z prac Campbella, albo działać zgodnie z nimi dla dobra moich pacjentów.
Ja – działam. Wszystkim co zrobiliście wy – społeczność specjalistów – jest scedowanie na mnie prowadzenia badań, do których ty i twoi koledzy nadajecie się dużo bardziej. Sugerujesz sarkastycznie, że uważam się za Wybrańca. Jeśli istotnie nim jestem – jestem WASZYM wybrańcem; To właśnie WY mnie wybraliście, gdyż z powodu własnego lenistwa nie robicie tego, co do was należy.”
– Wow – oparł profesor. – Nie wiem czy na to wszystko zasłużyłem, ale być może dobrze mi zrobi twoja reprymenda. Cóż, być może jest słuszność w niektórych twoich argumentach, ale wciąż uważam, że teoria wiążąca białko zwierzęce z rakiem jest zbyt daleko idąca.
W dalszej części rozmowy młody profesor wyznał, że żałuje, iż sugerował, jakoby Kelly uważał się za Wybrańca. Ten odparł:
– Skoro już wznieśliśmy się na poziom spraw duchowych – porozmawiajmy o przeznaczeniu. (…) Fakt, że siedzisz tu ze mną i słuchasz tego co mam do powiedzenia może oznaczać, że jesteś o krok od zrozumienia, że przez całe życie tłumiłeś ważną część własnej natury. Przeznaczenie uczyniło z ciebie profesora medycyny, ale to samo przeznaczenie – pozwoliło ci też wysłuchać mnie. Być może jest przed tobą coś jeszcze…
Rozmowę z profesorem Kelly zakończył tak:
– Dla mnie najgorsze jest to, że nie widzę ani wystarczającej odwagi ani zaangażowania, by – w sposób skoordynowany – ponownie przemyśleć nasze sposoby leczenia raka. Nadzwyczajne badania prowadzone przez wiele, wiele lat z największą skrupulatnością przez uniwersytety Oxford i Cornell pokazały bezpośredni związek pomiędzy wzrostem komórek rakowych a konsumpcją białka zwierzęcego w takich produktach jak mięso i nabiał.
Nie jestem głupi. Rozumiem, jak ogromne są wynikające z tego implikacje. Nowe podejście do leczenia jednej z głównych chorób ludzkości – pociągnie za sobą przełom w przemyśle żywieniowym, farmaceutycznym i instytucjonalnych reżimach medycznych. Ale kiedyś przecież MUSIMY stawić czoła faktom; kiedyś MUSIMY dostosować do nich terapię, bo – ostatecznie – nie mamy tu do czynienia z problemem ekonomicznym czy politycznym, ale humanitarnym.
Bycie lekarzem to nie tylko przywilej, ale też powołanie, a ono nakłada na nas obowiązek opiekowania się pacjentami. Jesteśmy – jak piloci samolotu – obarczeni odpowiedzialnością za to, by zapewniać bezpieczeństwo powierzonemu nam ludzkiemu życiu. Pełniąc taką rolę, nasze samozadowolenie to już nie jedynie nieodpowiedzialność. To po prostu… czyste zło.
* *
Pomijam inne fragmenty dyskusji, gdyż wydają mi się mniej istotne. Czy udało się Kelly’emu ‘przekazać pałeczkę’ młodemu profesorowi, zainteresować go pracami Campbella i zarazić entuzjazmem do działania? Możemy mieć tylko nadzieję.
* *
Rozdział 9
Nowy Tryb Myślenia
Nic nie jest mocniejsze od idei,
na którą nadszedł właściwy czas.
/Victor Hugo/
Problem Trzustki
W ostatnim rozdziale swojej książki zawarł Kelly opis przypadków, które dowodzą, że niedocenianie złożoności poszczególnych odmian raka jest równie wielkim błędem jak przecenianie uniwersalności diety Campbella. Każda nowa metoda terapii wymaga długich lat badań laboratoryjnych, dzięki którym może być testowana i udoskonalana, lub modyfikowana pod kątem nowych jednostek chorobowych.
Wszystkie przypadki chorób prezentowane we wcześniejszych rozdziałach tej książki podkreślały bliski związek pomiędzy konsumpcją białka zwierzęcego a trybem, w jakim rozwijał się rak. Pokazywały możliwość wstrzymania wzrostu nowotworu oraz możliwość powrotu do dobrego stanu zdrowia pacjentów, którzy pozostawali wierni diecie. Opisane przypadki miały jednak wspólną cechę: żadne ważne, ‘witalne’ organy ciała pacjentów nie zostały zniszczone przez chorobę przed rozpoczęciem przez nich diety.
Powstaje pytanie: ‘co z rakiem trzustki’? – jednym z najbardziej złośliwych nowotworów, posiadającym bardzo złe rokowania. Wszyscy znamy doniesienia o szybkiej śmierci pacjentów zaatakowanych przez tę chorobę – choćby ludzi znanych, jak Luciano Pavarotti czy Patrick Swayze. Jeśli nowotwór ten nie zostanie rozpoznany wcześnie, szanse na przeżycie pacjenta są praktycznie równe zeru. Głównym problemem jest to, że – niefortunnie – wczesne stadia tego raka praktycznie nie pociągają objawów i w większości przypadków zostaje zdiagnozowany zbyt późno, gdy rozprzestrzenia się już i lokalnie i za pomocą przerzutów.
Czytelnik mógłby odnieść wrażenie, że Kelly opisywał jedynie wybrane przypadki swoich pacjentów – takie, które potwierdzają teorię skuteczności diety. Czy – przez lata testowania diety – nie zajmował się pacjentem cierpiącym na raka trzustki?
Rak trzustki nie jest częstą chorobą; w ciągu dziesięciu lat praktyki Kelly miał do czynienia jedynie z czterema przypadkami tej choroby. Zdaniem Kelly’ego – rak trzustki jest ‘wyjątkiem, który potwierdza regułę’. Fakt, że zmniejszona konsumpcja białka zwierzęcego nie powstrzymuje rozwoju tej choroby – nieco paradoksalnie – dowodzi, iż teoria Campbella jest słuszna.
Pierwszy z przypadków miał miejsce 18 miesięcy po rozpoczęciu przez Kelly’ego testów z dietą Campbella. Badając pacjentkę za pomocą ultrasonografu pod kątem kamieni żółciowych, zauważył zmianę nowotworową trzustki. Chirurg, do którego Kelly odesłał pacjentkę stwierdził, że operacja jest możliwa, gdyż – jak pokazywały skany – nowotwór nie rozprzestrzenił się jeszcze poza swoją pierwotną lokalizację. Kilka dni później odbyła się operacja i chirurg był przekonany, że rak został usunięty w całości.
Powrót pacjentki do zdrowia przebiegł bez zakłóceń i kilka dni po wypisaniu ze szpitala zadzwoniła do Kelly’ego, by mu podziękować za polecenie jej tego konkretnego lekarza, oraz aby poinformować, że rozpoczęła już dietę pozbawioną białka zwierzęcego.
Złe wieści pojawiły się dwa miesiące później. Chirurg poinformował Kelly’ego, że w trzustce pacjentki pojawiło się nowe ognisko raka i pacjenta jest właśnie poddawana chemioterapii.
Trzy miesiące później pacjentka zmarła.
Dla Kelly’ego był to szok. Bez względu na to, czy rak, który ją zabił był nawrotem choroby czy też nowym nowotworem – nie powinien się rozwijać, gdy pacjentka stosowała dietę. Kelly nie wiedział, czy i do jakiego stopnia pacjentka pozostawała wierna diecie, i był świadom, że pozostając pod opieką lekarzy w szpitalu o diecie nie mogło być mowy – jednak był to moment, w którym zwątpił w teorię Campbella.
Minęło kilka lat zanim Kelly zetknął się z kolejnym przypadkiem raka trzustki. Pacjent w wieku 65 lat odwiedził gastroenterologa, skarżąc się na bóle brzucha. Umiejscowiony w głowie jego trzustki guz – podobnie jak w poprzednio opisanym przypadku – nie rozprzestrzenił się jeszcze poza pierwotną lokalizację, więc rokowania chirurga były w miarę optymistyczne.
Tym razem Kelly poświęcił wiele czasu na to, by należycie przygotować pacjenta – jeszcze przed jego operacją; wyjaśnił jak dużą wagę powinien przykładać do diety. Opowiedział mu też o przypadku swojej poprzedniej pacjentki i wszystkich swoich związanych z tym wątpliwościach. Pacjent był zdecydowany poddać się diecie i obiecał niczego nie zaniedbać, aby nie spotkał go podobny los.
To, co się zdarzyło, zaszło nieoczekiwanie: w noc poprzedzającą operację miał miejsce obfity krwotok guza. Mimo wysiłków zespołu lekarzy – pacjent zmarł. Przypadek ten pokazuje, jak bardzo niebezpieczna i agresywna jest ta choroba. Kelly obwiniał siebie o to, że nie przekonał pacjenta do diety nieco wcześniej. Być może uchroniłaby pacjenta – choćby opóźniając krwotok.
Kolejne dwa, dość do siebie podobne przypadki raka trzustki obserwował Kelly trzy lata później. Obaj pacjenci byli pomiędzy 60-tym a 70-tym rokiem życia i u obu – w chwili rozpoznania raka trzustki – stwierdzono rozległe występowanie przerzutów. Obaj pacjenci zmarli w ciągu kilku miesięcy, ostatnie tygodnie swojego życia powierzając środkom uśmierzającym ból.
Ostatnim przypadkiem raka trzustki jaki opisuje Kelly – była śmierć jego młodszego (o 8 lat) brata. Pomijając cierpienie towarzyszące utracie członka rodziny, boleść Kelly’ego miała swój dodatkowy wymiar: jego brat wiedział wszystko co tylko mógł wiedzieć o diecie Campbella i twierdził, że stosuje się do niej rygorystycznie.
Nigdy nie ma pewności co do dyscypliny pacjenta w przestrzeganiu diety, jednak – znając swojego brata – Kelly był przekonany, że przestrzegał jej wiernie. Kelly – po raz kolejny – zagłębiał się w doniesieniach dotyczących raka trzustki. Ponownie przeczytał wszystko, co zgromadził na temat choroby, analizował dostępne przypadki, śledził nowe publikacje w Internecie; zasypiał i budził się – rozmyślając o raku trzustki.
Wtedy przyszedł moment olśnienia.
Rozwiązanie zagadki było dość poste i nasunęło się samo. W przypadku raka trzustki KONSUMPCJA białka zwierzęcego jest zupełnie bez znaczenia. Istota problemu tkwi w strukturze i funkcji samej trzustki: naturą komórek trzustki – a więc i zbudowanych z nich nowotworów – jest zdolność do produkcji własnych białek (zwierzęcych), w pełni ukształtowanych i gotowych do użycia.
To, co Kelly przeoczył to fakt, że ponad 90% nowotworów trzustki to nowotwory komórek gruczołowych, a więc tych, których normalną funkcją jest produkcja enzymów trawiennych. Enzymem uwikłanym w metabolizm białek – winowajcą, którego poszukujemy – jest ‘trypsyna’.
Zadaniem produkowanej przez komórki gruczołowe trzustki trypsyny – jest trawienie białek, czyli rozkładanie ich do prostszych cząstek, które mogą zostać wchłonięte do krwi i użyte przez organizm. Aby nie strawić samej siebie – trzustka magazynuje trypsynę w postaci ‘trypsynogenu’, czyli w jej formie nieaktywnej (trypsynogen zamienia się w trypsynę dopiero po wydzieleniu do światła jelita cienkiego).
Sama trypsyna nie powoduje raka trzustki. Kiedy jednakże już doszło do powstania raka, a więc niekontrolowanego i chaotycznego rozrostu komórek, to – z dowolnych przyczyn – powstająca w nich trypsyna może zacząć ‘trawić’ (niszczyć) strukturę komórkową, zapewniając nieograniczoną dostawę najwyższej jakości białka zwierzęcego, którym karmi się gwałtownie rosnący guz. To wyjaśnia też niemożność wyleczenia choroby w przypadku, gdy chirurgiczna interwencja nie wchodzi już w grę.
Należałoby też wspomnieć o raku żołądka, który może przebiegać według podobnego scenariusza: komórki gruczołowe żołądka produkują enzym ‘pepsynę’, która również ma swój udział w metabolizmie białek. W tym przypadku produkowana przez komórki nowotworowe pepsyna mogłaby – za pomocą podobnego mechanizmu auto-trawienia – zaopatrywać guz w białko umożliwiające mu wzrost. To podobieństwo raków komórek gruczołowych żołądka i trzustki sprawiło, że – w przypadku brata Kelly’ego – jego lekarz nie był pewien, w którym z tych organów znajdowało się pierwotne ognisko choroby.
Tego typu dedukcja stanowi, zdaniem Kelly’ego, punkt zwrotny i otwiera nowe perspektywy dla leczenia nowotworów trzustki i żołądka, a – być może – i innych. Rola trypsyny i pepsyny w rozwoju tych gatunków raka została przeoczona i była pomijana przez długi czas, gdyż nikt nie brał pod uwagę związku pomiędzy białkiem zwierzęcym a wzrostem raka. Teraz, gdy staje się jasne, że taki związek istnieje, rola tych dwóch enzymów powinna zostać poddana ponownej analizie.
Kelly uważa, że eksperci dziedziny onkologii powinni przeanalizować rolę ‘anty-trypsyny’ i ‘anty-pepsyny’, które są produkowane naturalnie w naszym organizmie. Otwiera się też szerokie pole dla przemysłu farmaceutycznego, gdyż produkcja leków o właściwościach zbliżonych do ‘anty-trypsyny’ i ‘anty-pepsyny’ – może okazać się łatwiejsza niż nam się wydaje.
* *
EPILOG
Rak jest powszechną, nieustępliwą i okrutną chorobą, z którą wojny nie wygramy jednym szybkim posunięciem. Kelly jest przekonany, że w wojnie tej pełni jedynie rolę posłańca, a publikacja jego książki, wolna od komercyjnych kalkulacji, jest cząstką czegoś większego – upowszechnienia wiedzy dotyczącej nowej metody walki z rakiem. Jej sukces zależy od nas wszystkich, gdyż leży on w nas samych – w naszej fundamentalnej zmianie sposobu myślenia o białku zwierzęcym. Właśnie to, jest najgłębszym przesłaniem książki ‘Przestań karmić swojego raka’.
Kelly przyznaje, że – pisząc książkę – lekko pominął ekonomiczne konsekwencje powszechnej zmiany nastawienia do tego, czym jest bezpieczna dieta. Nieuniknione jest to, że tego typu zmiany kulturowe – muszą mieć i będą miały wpływ na przemysł spożywczy (zapewne nawet większy niż na produkcję farmaceutyczną).
Colin T. Campbell mówi otwarcie, że największy sprzeciw, jaki napotkały jego dietetyczne idee – pochodził od tzw. ‘Wielkiego Biznesu’. Oskarża on przemysł spożywczy o to, że opłaca własnych, tzw. ‘ekspertów’ by dostarczali wątpliwych statystyk, a nawet o to, że dopuszcza się infiltrowania dostojnych komitetów naukowych, powoływanych przez agencje rządowe, z misją doskonalenia amerykańskiej diety w celu zredukowania kosztów opieki zdrowotnej.
Szpiegostwo i lobbing to nie wszystko. Campbell zdradza, że podczas pracy jednego z takich rządowych komitetów badawczych, pewien „Człowiek Firmy” wyjawił, że bezpieczeństwo interesów ekonomicznych bywa zapewniane poprzez blokowanie finansowania ‘krytycznych’ badań dla naukowców, o których wiadomo, że są zaangażowani w projekty uważane za sprzeczne z interesami przemysłu spożywczego.
Można postawić pytanie:
„Jakich dalszych przełomowych (kluczowych) badań wciąż nam brakuje?”
Przede wszystkim musimy przeprowadzić ujednoliconą laboratoryjną analizę poszczególnych rodzajów białka zwierzęcego. Już dzisiaj wydaje się prawie pewne, że niekorzystna jest dla nas konsumpcja mięsa przetworzonego (czerwonego). Co jednak z białkiem kurczaka (czy ptactwa w ogóle)? Co z mięsem ryb? Wiele badań wskazuje na to, że białko ryb nie wpływa na wzrost komórek nowotworowych, jednak – dopóki tego gruntownie nie zbadamy – nie możemy mieć takiej pewności.
Tzw. ‘Wielki Biznes’ może czerpać rozległe korzyści, promując tego typu badania, a nawet stając się ich liderem. Na krótszą metę, z pewnością, nie będzie to dochodowe, ale w dłuższej perspektywie musi przynieść benefity. Jak mówi stare porzekadło, ‘zmiany zachodzą, czy się to komuś podoba czy nie’, więc dużo korzystniej jest im przewodzić, niż chować głowę w piasek.
Istnieje możliwość, że dogłębne badania nad związkiem białka zwierzęcego z naszym zdrowiem wpłyną na przemysł spożywczy w dużo mniejszym stopniu, niż sądzimy. Do podobnej ‘rewolucji’ doszło przecież w połowie XX wieku, kiedy to przemysł mleczarki stanął w obliczu okrutnej prawdy: cholesterol zawarty w mleku, serze, śmietanie i maśle – ponad wszelką wątpliwość – jest głównym sprawcą choroby wieńcowej.
Początkowo producenci żywności próbowali zignorować naukowe doniesienia, jednak – kiedy stało się to niemożliwe – dość szybko na półkach supermarketów pojawiły się produkty, bez- lub nisko-cholesterolowe. Jednocześnie przemysł farmaceutyczny zasypał apteki tanimi medykamentami obniżającymi poziom cholesterolu we krwi. Początkowy cynizm żywieniowców i farmaceutów – szybko zamienił się w uroczyste samouwielbienie. W efekcie wszyscy zyskali, gdyż społeczeństwa wielu krajów odnotowały spadek zachorowalności na choroby wieńcowe.
Świat się zmienia, a dostęp do Internetu sprawia, że obieg informacji jest szybszy. Jest to korzystne dla społeczeństwa, gdyż nowe idee nie tylko szybciej dojrzewają, ale też szybciej się rozpowszechniają, wcześniej są testowane i adaptowane, a ostatecznie – szybciej zmieniają zastane ‘status quo’. Weganizm – będący jeszcze w latach 60-tych ruchem ‘undergroundowym’ – powoli zaczyna opanowywać ‘mainstream’, stając się akceptowaną receptą na poprawę jakości i długości życia.
Ten zbieg czynników – obawa przemysłu żywieniowego o profity biznesowe, transparentność mediów publicznych i potrzeba holistycznego podejścia do zdrowia – stwarza dobry grunt dla adaptacji idei zawartych w ‘Badaniach Chińskich’.
Kelly jest realistą. Sądzi, że ostateczny impuls zmian – nie będzie pochodził ani od Wielkiego Biznesu ani od zbuntowanych mediów. Rewolucja rozpocznie się od tych, którzy mają najwięcej do zyskania – tych, którzy zaadaptują dietę wolną od białka zwierzęcego i doświadczą natychmiastowych benefitów.
Dieta Campbella nie jest „dietą cud”. Jeśli choroba zniszczyła witalne organy pacjenta – niezbędne są inne środki zaradcze. Jednak dla wszystkich pozostałych cierpiących na raka – dieta wolna od białka zwierzęcego jest swoistym błogosławieństwem: mogą odczuć poprawę stanu zdrowia w ciągu kilku tygodni. To właśnie w nich Kelly pokłada swoją największą nadzieję; to w nich widzi ostatecznych „change-makerów”. Ich niecodzienne, rewolucyjne doświadczenia życiowe – w końcu – zostaną zauważone przez naukę, a wiedza powszechna spojrzy innym okiem na „klątwę raka”.
Wszyscy jesteśmy wielkimi dłużnikami profesora Colina Campbella. Prędzej lub później efekty jego prac – niczym dżin uwolniony z butelki – wstrząsną światem nauki. Zadaniem Kelly’ego i wszystkich stosujących dietę – jest dzielenie się wiedzą o istnieniu tej formy terapii nowotworowej.
Każdy, kto nie waha się dzielić tą wiedzą – przyczynia się do ratowania życia wielu ludzi, biorąc udział w swoistej… rewolucji.
W ostatnich słowach epilogu Kelly podkreśla, że jego książka skierowana jest nie tylko do pacjentów cierpiących na raka, którym przynieść ma nadzieję, ale też do wszystkich profesjonalistów branży medycznej. Kelly apeluje do nich, by zjednoczyli się, sumując swoje wysiłki i zasoby (instytucjonalne, finansowe i kadrowe) – w celu przyspieszenia badań nad białkiem zwierzęcym. Wszystkim nam potrzebny nam jest dowód, który – ponad wszelką naukową wątpliwość – ujawni zależność pomiędzy konsumpcją białka zwierzęcego a wzrostem komórek nowotworowych.
„Mam nadzieję, że historie poprawy stanu zdrowia, opowiadane przez pacjentów pozostających na diecie wolnej od białka zwierzęcego – będą inspiracją dla istotnych badań naukowych i instytucjonalnych zmian, które właśnie zachodzą.
Narzędzie do walki z jedną z największych plag ludzkości – jest w Waszych rękach”.
/Dr John Kelly/
* * * *
/tłumaczenie i opracowanie: Ryszard Dziewulski/

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.